Liga Mistrzów | 2015-04-06 05:43:36 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Przez dwa dni Final Four, imprezie towarzyszył wspaniały doping kibiców. Ten turniej uznać można śmiało za wielki sukces, wielkie wydarzenie. Wiem, jak bardzo popularna jest siatkówka w Polsce, zwłaszcza po ostatnich Mistrzostwach Świata, dlatego szczerze wierzę, że również niemiecka siatkówka osiągnie podobny poziom zainteresowania - mówi Paul Carroll, australijski atakujący drużyny Berlin Recycling Volleys - brązowych medalistów Ligi Mistrzów.
W niedzielę, 29 marca w Max Schmeling Halle sięgnęliście po cenne, brązowe krążki. Jak zapamiętałeś szalenie emocjonującą, pięciosetową batalię o nie z PGE Skrą Bełchatów?
Paul Carroll: - To było niesamowite spotkanie. Nie mogliśmy wymarzyć sobie ciekawszej walki, jak ta, którą stoczyliśmy z mistrzem Polski. Wygrać w meczu, którego losy ważą się w ostatnich piłkach, daje poczucie satysfakcji. Jest ona prawdopodobnie większa od satysfkacji z wywalczenia drugiego miejsca. To był naprawdę ciężki mecz - jedna piłka mogła zadecydować, że zejdziesz z parkietu jako wygrany, inna, że opuścisz boisko jako przegrany. Nie chcieliśmy przegrać - nasza droga do tego miejsca była długa, ciężko pracowaliśmy, by się tutaj znaleźć, w dodatku graliśmy u siebie, we własnej hali.
Jak ważny był dla Was, zwycięski przewagą czterech punktów, pierwszy set? Uwierzyliście w nim, że wygrana w całym starciu jest w Waszym zasięgu?
- Był to bardzo ważny set, zwłaszcza w kontekście losów poprzedniego spotkania - z Zenitem, w którym przegraliśmy w końcówce pierwszą partię. Kiedy ulegasz w secie otwarcia, zawsze podcina to nieco skrzydła, musisz podnieść głowę, wykrzesać z siebie nową energię i starać się powrócić do gry, co nie zawsze bywa łatwe. W naszym następnym spotkaniu, straciliśmy ostatecznie tylko drugą i czwartą partię. W rezultacie mogliśmy się cieszyć z niezwykle cennego dla nas triumfu, a także z brązowych medali.
Jak przygotowywaliście się do pojedynku z zespołem z Polski? W czym upatrywaliście szansy na zwycięstwo?
- Przed spotkaniem ze Skrą rozmawialiśmy na temat zagrywki, a konkretnie: jak ważna jest mocna zagrywka, wiedzieliśmy jednak, że siatkarze z Bełchatowa dysponują perfekcyjnym przyjęciem, że grają bardzo szybko, przez co są stosunkowo trudni do zatrzymania na siatce. Już w trakcie konfrontacji ze Skrą na pewno pomogły nam m.in. dobre obrony oraz fakt, że kończyliśmy ważne piłki. W decydującym, piątym secie pojedynku najistotniejsze było utrzymać właściwy poziom koncentracji. Mogło w nim zdarzyć się wszystko, a żaden z zespołów nie chciał polec w ostatniej akcji meczu.
Dzień wcześniej ulegliście we własnej hali wspomnianemu już Zenitowi. Mimo podjętej przez Was walki, Rosjanie nie pozwolili Wam opuścić hali z wygraną.
- W spotkaniu z Kazaniem mieliśmy swoje szanse, dlatego tym bardziej czuliśmy po nim pewne rozczarowanie. Żal nie tylko pierwszego seta, w którym zwycięstwo było naprawdę bliskie, ale i czwartego - przegranego przez nas dla odmiany bardzo wysoko, różnicą aż dziesięciu punktów. Zenit to bez wątpienia klasowy zespół. Jego główną bronią, którą pokonał nas tamtego dnia, był serwis. Jeśli chodzi o mój występ, nie da się ukryć, że ewidentnie lepiej od zagrywek, wychodziły mi w starciu z Zenitem Kazań ataki (Paul Carroll zapisał dla berlińczyków atakiem osiemnaście punktów - przypis red.).
Zaskoczyła Cię atmosfera panująca w Berlinie? Każdą z drużyn-uczestników Final Four wspierali wierni kibice. Organizatorzy turnieju zachwycali się m.in. liczną, biało-czerwoną "delegacją" sympatyków Asseco Resovii Rzeszów.
- To prawda - przez dwa dni Final Four, imprezie towarzyszył wspaniały doping kibiców. Ten turniej uznać można śmiało za wielki sukces, wielkie wydarzenie. Wiem, jak bardzo popularna jest siatkówka w Polsce, zwłaszcza po ostatnich Mistrzostwach Świata, dlatego szczerze wierzę, że również niemiecka siatkówka osiągnie podobny poziom zainteresowania. To, co na pewno ogromnie nas wszystkich cieszy, to fakt, że za sprawą telewizyjnych transmisji mogliśmy pokazać całemu światu wspaniały siatkarski spektakl.
Final Four w Berlinie przechodzi powoli do historii. Jakie kolejne wyzwania czekają Waszą ekipę i jak podsumowałbyś ostatnie lata, spędzone przez Ciebie w drużynie z Berlina?
- To już czwarty rok mojej gry dla zespołu Berlin Recycling Volleys. Bardzo mi się tu podoba - Berlin to wyjątkowe miasto, mieszka tu ze mną moja żona, żyje mi się tu dobrze. A z najnowszych wyzwań - gramy teraz mecze półfinałowe w ramach Bundesligi (w ostatni czwartek berlińczycy pokonali Düren 3:1, w niedzielę natomiast 3:2 - przypis red.). Aby awansować do tej fazy gry, pokonaliśmy - dwukrotnie do zera - przeciwników z Bestensee. Trzeba przyznać, że zwycięstwa z Bestensee przyszły nam bardzo łatwo.
* Rozmawiała Sylwia Kuś - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.