Liga Mistrzów | 2014-02-13 20:28:02 | Nadesłał: Anna Jabłczyk | Źrodlo: plusliga.pl
Jastrzębski Węgiel pokonując dwukrotnie mistrza Polski Asseco Resovię, w efektownym stylu awansował do czwórki najlepszych drużyn w Europie. Jednym z bohaterów rewanżowego meczu w Rzeszowie był Holender Rob Bontje.
- To duże wydarzenie dla klubu, który w ostatnich latach już po raz drugi awansował do turnieju finałowego – mówi Rob Bontje, środkowy Jastrzębskiego Węgla. - Final Four Ligi Mistrzów jest najbardziej prestiżową imprezą w europejskich pucharach, dlatego każdy klub i wszyscy zawodnicy marzą o tym, żeby dostać się do tego turnieju. To jest takie osiągnięcie, do którego się dąży, a jak zostanie zrealizowane, tak jak w naszym wypadku, tym większa jest radość i satysfakcja. Ten awans na pewno nie przyszedł nam łatwo, bo mimo imponującego zwycięstwa u siebie w rewanżu w Rzeszowie było już bardzo ciężko.
Kluczem do wyeliminowania Asseco Resovii był przede wszystkim ten pierwszy mecz w Jastrzębiu, który dał wam przewagę psychologiczną i pozwolił grać z większą pewnością siebie w rewanżu?
Rob Bontje: - Myślę, że taki duży komfort dał nam wygrany pierwszy set w Rzeszowie, bo wiedzieliśmy, że w takiej sytuacji Rzeszów nie może już sobie pozwolić na żadne potknięcie i musi wygrać z nami aż cztery sety z rzędu, do czego nie zamierzaliśmy dopuścić. Patrząc od strony sportowej, żaden z zespołów nie miał jakiejś większej przewagi. O wyniki decydowały pojedyncze akcje w końcówkach. Każdy z trzech pierwszych setów, w których rozstrzygały się losy awansu, był rozgrywany na przewagi. Zresztą również w Jastrzębiu decydujące znaczenie miały właśnie końcówki setów. Różnica między naszymi zespołami była zatem niewielka, ale to my możemy się cieszyć z awansu. Dla mnie to wielka sprawa, bo mimo swojego doświadczenia po raz pierwszy w karierze zagram w Final Four Ligi Mistrzów.
Dał pan świetną zmianę za Patryka Czarnowskiego w trzecim secie. W ważnym momencie popisał się pan dwoma asami serwisowymi. Imponował pan również skutecznymi atakami.
- Fajnie, że udało mi się pociągnąć zagrywką, kiedy była taka potrzeba. W pewnym momencie Resovia odskoczyła nam na kilka punktów, dlatego trener zdecydował się na zmiany, bo oprócz mnie na boisku pojawił się także Nicolas Marechal. Wszyscy mieliśmy za zadanie naciskać mocno na zagrywce i to się udało. Zagraliśmy fajnie w końcówce seta i mogliśmy się cieszyć z przypieczętowania awansu. To był wysiłek całej naszej drużyny i każdy z nas dał z siebie wszystko.
Wiedział pan o tym, że dla Jastrzębia było to pierwsze zwycięstwo w Rzeszowie w meczach o punkty od 2008 r.?
- Nie miałem takiej świadomości. Wiedziałem tylko o tym, że Resovia nie wygrała jeszcze w naszej nowej hali i ta tendencja została przez nas utrzymana. Fajnie, że odwróciliśmy niekorzystną serię w meczach rozgrywanych w Rzeszowie. To był doskonały moment na przełamanie, bo był to pewnie najważniejszy pojedynek między nami z tych wszystkich rozgrywanych w ostatnich latach.
Dla pana hala Podpromie była szczęśliwa również w 2011r., kiedy w barwach Sisley Treviso walczył pan z Asseco Resovią w półfinale pucharu CEV i miał duży wkład w zwycięstwo swojej drużyny.
- Rzeczywiście, wtedy moja ówczesna drużyna wygrała Puchar CEV eliminując w półfinale Resovię i pokonując w finale ZAKSĘ. Cóż, skoro mam takie szczęście do Resovii, to chciałbym się jak najczęściej mierzyć z tym zespołem w europejskich pucharach.
*więcej na plusliga.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.