CEV Cup | 2012-10-28 11:15:18 | Nadesłał: Magdalena Bojdo | Źrodlo: inf. własna
Po pięciu latach gry w rosyjskiej Superlidze, mistrz olimpijski z Pekinu, Reid Priddy, przeniósł się na tureckie parkiety. - Teraz pełnię trochę inne role. Pomagam młodszym zawodnikom, koncentruję się bardziej na organizacji gry. Mam wiele okazji, by zaangażować się w budowanie drużyny, tworzenie czegoś wyjątkowego. Podchodzę do tego bardzo poważnie - zapewnia Amerykanin.
Do Ankary przyjmujący Team USA przybył dopiero na początku października - gdyby pozostał w Superlidze, miałby już wówczas za sobą spotkania dwóch kolejek. Ale termin rozpoczęcia rozgrywek to zaledwie kropla w morzu różnic pomiędzy ligą rosyjską, a turecką. - To zupełnie inne doświadczenie, jestem nim podekscytowany - mówi Priddy, wskazując najważniejsze, odmienne cechy rozgrywek w obu krajach. - Poziom ligi rosyjskiej jest bardzo wysoki. Tam, dany zespół potrzebował mnie jedynie jako gracza na mojej pozycji - tłumaczy, dodając: - Teraz, w Turcji, moja rola polega raczej na pomocy młodszym zawodnikom, większym skupieniu się na organizacji gry - wyjaśnia siatkarz Halkbanku. - Mam tu wiele okazji, by zaangażować się w budowanie drużyny, tworzenie czegoś wyjątkowego. Podchodzę do tego bardzo poważnie, jestem tym bardzo przejęty - zapewnia przyjmujący.
Reid Priddy podkreśla, że sama Turcja okazuje się, jak dotąd, przyjaznym miejscem. - Do tej pory, bardzo podoba mi się ten kraj. Oczekuję, że życie w nim będzie bardzo pozytywnym doświadczeniem - mówi, zaznaczając: - nie zdziwiłbym się, widząc siebie grającego w Turcji przez wiele lat. Amerykanin szczególną uwagę zwraca na warunki, które zastała jego rodzina. - Dla mojej żony i dziecka, życie staje się lepsze. Jest sporo rzeczy, które mogą robić poza domem, wiele miejsc dla dzieci - wymienia. - To będzie fantastyczny czas - twierdzi wciąż aktualny mistrz Rosji.
Jego nowy zespół, Halkbank Ankara, oprócz walki o mistrzostwo kraju, rozpoczął także grę w europejskich pucharach. W ostatnią środę, tureccy zawodnicy wybiegli na parkiet w Bydgoszczy jako faworyci, zeszli z niego jednak pokonani w trzech setach. Mimo niekorzystnego wyniku, cieszyć mogło wsparcie płynące z trybun "Łuczniczki", na których zjawiło się całkiem sporo miejscowych sympatyków tureckiej drużyny. - Nie graliśmy dotąd wielu meczów u siebie, ale to, że fani są z nami w Polsce, jest niesamowite - przyznaje Priddy.
Czyżby potencjał drużyny trenera Veselina Vukovicia nie mógł być w pełni wykorzystany z powodu krótkiego okresu przygotowawczego, w którym cała ekipa mogłaby trenować wspólnie, a to przesądziło o wyniku pierwszego spotkania 1/16 finału Pucharu CEV? - Nie, naszym głównym problemem był fakt, że popełniliśmy zbyt wiele błędów. Z taką ilością pomyłek nie da się wygrać. Nie zagraliśmy w szczególnie świetnym stylu. - uważa Reid Priddy. - Jest też dobra wiadomość: to coś takiego, co możemy kontrolować - podkreśla Amerykanin. - Jak dotąd, zagraliśmy razem trzy mecze i odbyliśmy wspólne podróże. To wszystko. Żeby grać lepszą, mądrzejszą siatkówkę, potrzebujemy więcej czasu. Czy tydzień, dzielący spotkanie w Polsce od rewanżu, wystarczy ekipie Halkbanku na poprawę swojej gry, dowiemy się już w środę.
* Rozmawiała i opracowała Magdalena Bojdo - PrzegladLigowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.