Publicystyka | 2009-01-16 22:13:40 | Nadesłał: Marysia Olbrycht | Źrodlo: inf. własna
Styczeń to jedyny taki miesiąc w roku, gdy sportowcy wygrywają ze sobą rywalizację bez wychodzenia na plac gry. To czas kiedy organizacje i media prześcigają się w organizowaniu plebiscytów na najlepszych sportowców minionego roku. Czy aby na pewno najlepszych?
W pierwszą sobotę roku, 3 stycznia 2009, poznaliśmy laureatów w najbardziej prestiżowym konkursie organizowanym przez Przegląd Sportowy i TVP. Wygrał kierowca formuły 1, Robert Kubica. Po tym fakcie przez Polskę przetoczyła się dyskusja czy Kubica nagrodę otrzymał zasłużenie. Zasłużenie czy nie, ale został wybrany przez największe możliwe gremium - przez kibiców. Fachowcy mogą się nie zgadzać, mogą ze sobą polemizować, ale podważanie werdyktu kibiców jest nie na miejscu. Raczej pytanie powinno brzmieć: wybieramy najlepszych, czy najpopularniejszych? Gdyby pomysłodawcom chodziło o to pierwsze, to wybór powierzyliby fachowcom, gadającym "głowom", które w toku dyskusji wyłoniłyby najlepszą 10 sportowców roku 2008.
Nie wdając się w szczegóły, osobiście uważam, że wybór Roberta Kubicy jest faktem medialnym, a nie sportowym. Ktoś powie, że przecież był jednym z najlepszych w swojej konkurencji, rozsławił Polskę na cały świat, startuje w elitarnym sporcie etc. Tak, to wszystko prawda, ale co sportowo osiągnął, poza historyczną wygraną w Montrealu oraz 4. miejscu w klasyfikacji kierowców? Ja raczej zadaje sobie pytanie czy to był kres możliwości Roberta w F1? Jakbyśmy go nagradzali w przyszłych latach po zdobyciu MŚ? Trzeba pamiętać, że tytuł sportowca roku przyznawać powinno się za unikatowe osiągi, za osiągniecie szczytu swoich możliwości i dyscypliny w której się startuje. Moje wątpliwości przede wszystkim budzi to, że oceniamy rok olimpijski, a jak sięgam pamięcią, zawsze wygrywali wtedy zdobywcy medalu olimpijskiego. Zasadne są oczywiście słowa krytyki w kierunku polskich sportowców za wyniki na Igrzyskach Olimpijskich, ale jednak - z trudem, bo z trudem - 10 medalistów mamy, w tym 3 złotych. Co więcej w swojej karierze może osiągnąć czwórka podwójna ponad to co zdobyła, czyli absolutną dominację w dyscyplinie i złoty medal olimpijski? Czy słynni już "dominatorzy-terminatorzy" w swojej skali osiągnęli mniej niż Kubica? Czy potwierdzający klasę gimnastyk, Leszek Blanik, kiedy po wywalczeniu MŚ wygrywa IO może osiągnąć więcej? Moim osobistym faworytem był kulomiot Tomasz Majewski, który choć swego kresu nie dosięgnął, to sprawił, że kiedy w konkursie olimpijskim jego kula lądowała na 21 metrze i 51 centymetrze - łzy lały się strumieniami.
Moim celem nie jest degradowanie sukcesów Kubicy, chcę jedynie uświadomić, że jedyny Polak w F1 może wygrać dużo więcej i jestem przekonana, że swoją ciężką pracą i ambicją, tego dokona. Kubica wiedząc jakie kontrowersje wywołała przyznana mu statuetka Złotego Czempiona, oddał nagrodę na licytację na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Pokazał wielką klasę. Ktoś powie: pokazał, że nagroda dla niego nic nie warta lub że też uważa ją za nie zasłużoną. Ten ktoś mówi bzdury i myślę, że kolejne takie statuetki ponownie trafią do rąk organizacji charytatywnych.
Kończąc wątek ogólnopolski, chciałabym się skupić na nie mniej interesującym konkursie siatkarskim. Jutro w warszawskim hotelu Hilton zostaną wręczone Siatkarskie Plusy. W ubiegłorocznej gali, nowo powołanego tworu, wśród siatkarzy wygrał Michał Winiarski. I właśnie kategoria na najlepszego siatkarza roku 2008 przedstawia się najciekawiej. Samego wyboru dokonują kibice, ale kandydatów wytypowała specjalna komisja z ramienia PZPS. O ile w pozostałych kategoriach większych zastrzeżeń mieć nie można, o tyle typy na siatkarza i siatkarkę roku, każą powątpiewać czy wyboru dokonywali ludzie znający się na siatkówce. Pobieżny przegląd siatkarskich for internetowych sprawia, że tylko utwierdzam się w słuszności tej tezy. Bo jak wytłumaczyć brak Katarzyny Skowrońskiej-Dolaty i Sebastiana Świderskiego? A w miejsce tego drugiego, obecność choćby Pawła Zagumnego? Niczego nie umniejszając umiejętnościom rozgrywającego reprezentacji Polski i AZS-u Olsztyn, ten rok nie był dla niego tak udany, jak choćby 2006 i połowa 2007. Zagumny jak na swoje możliwości grał bardzo przeciętnie, by czasem nie powiedzieć: słabo, co po części wynikało też z pojawiających się drobnych urazów. Podobnie sprawa się ma z Pawłem Woickim, który owszem, w pierwszej połowie roku czarował w AZS-ie Częstochowa, jednak w drugiej zgasł niczym Iskra w Łodzi.
Pozostali nominowani, czyli Marcin Wika, Mariusz Wlazły i Michał Winiarski nie budzą aż takich wątpliwości. Nie całkiem serio, można przyjąć, że szanowni decydenci ograniczali się do litery "W" w alfabecie. Marcin Wika swoją fantastyczną formę w sezonie 2007/2008 potwierdził również w reprezentacji, kiedy na IO okazał się kluczowym zmiennikiem, który gdy było gorzej dawał dobre zmiany, podrywające kolegów do walki (mecz z Rosja, przy czym ćwierćfinał z Włochami wypadł dużo gorzej). Jesień, podobnie jak u klubowego kolegi, nie wypada już tak dobrze. Mariusz Wlazły to przede wszystkim synonim sukcesów Skry Bełchatów, bo jak się zwykło mówić - "Kto ma Wlazłego, ten wygrywa". Oprócz kolejnego Mistrzostwa Polski zdobyli 3. miejsce w Lidze Mistrzów. I to w Finale organizowanym w Łodzi, przed własną publicznością. Sam zawodnik grał dobrze i nie schodził poniżej pewnego poziomu. Sezon reprezentacyjny przeszedł bezboleśnie, ale i bez spektakularnych występów, by zakończyć go kontuzją kciuka. Znamienne, że podobnie jak Wika i Woicki, pierwszą część obecnego sezonu ligowego ma bardzo słabą.
Zdaje się, że rywalizacja o laur rozegrała się między dwoma przyjaciółmi - Wlazłym i Winiarskim. Na poziomie sportowym wygrywa Michał, ale przez pryzmat popularności może być remis ze wskazaniem na Mariusza. Moim zdaniem na gruncie sportowym obaj przegraliby z weteranem siatkarskich parkietów - Sebastianem Świderskim, gdyby tylko był nominowany. Dlaczego więc nie ma go na liście 5 nazwisk wytypowanych przez "speckomisję"? A zagadka to o tyle ciekawa, że bardzo trudno ją wyjaśnić racjonalnymi argumentami. Porównując dokonania Świderskiego, z drugim naszym stranierim we Włoszech, należy przecierać oczy ze zdumienia, czemu nie dano mu szansy na triumf nad młodszymi kolegami. Przyjmujący Lube Banca Marche Macerata przez cały rok imponował wysoką i równą formą. W wygranym turnieju o Puchar Włoch, został uznany za najlepszego zawodnika, w kilku(-nastu) meczach wybierano go na MVP, a kiedy jesienią nie spuścił z tonu, powołano go do Meczu Gwiazd Serie A. To tylko w klubie, bo w kadrze ciągnął grę drużyny, kiedy innym nie szło (Espinho, baraże o ME - przy braku kilku kluczowych graczy) oraz wygrał klasyfikację na najlepszego atakującego Igrzysk Olimpijskich. Czego więc chcieć więcej? Kilku lat mniej, większej popularności wśród środowiska siatkarskiego oraz Mistrzostwa Włoch. Te warunki spełnia Michał Winiarski. Zawodnik, który grał w kratkę, dosięgały go kontuzje przez co sporo meczów opuścił, zdobywca kilku MVP, Mistrzostwa Włoch... Sezon reprezentacyjny miał najsłabszy w swojej karierze. Być może zostałby powołany do Meczu Gwiazd Serie A, gdyby nie jego klubowy kolega - Matey Kaziyski.
Przyznam szczerze, że tę rywalizację sprowadziłam do pary Świderski-Winiarski, bo tylko oni są siebie godnymi rywalami na tym poziomie. W naszym redakcyjnym głosowaniu o włos wygrał Świderski, ale dopiero po dogrywce! Patrząc na to głosowanie i dyskusje na forach, bardzo zaciekawiło mnie to zjawisko. Pytałam kilka osób jak one to postrzegają, na kogo by głosowały. I tak jak się spodziewałam, było pół na pół. Przy tym zatrważało mnie (nie ukrywam, że jestem za Świderskim) jaką argumentację podały osoby opowiadające się za Winiarskim. Bo młody, bo zdolny, bo rozwojowy, bo siatkarz kompletny, bo pracowity, bo sympatyczny... Brakowało mi tylko: bo ma piękne oczy. Takich określeń użyłabym gdyby chodziło o polski Mecz Gwiazd, w końcu pierwszy taki mecz, więc można kogoś wywyższyć za zasługi, a nie za formę (kibice głosujący na składy wybitnie pokazali, że kierowali się sympatiami, bo w sumie, czy ktoś podał jednolitą definicję słowa "gwiazda"?). Oceniając rok w wykonaniu siatkarza, nigdy nie użyłabym takich określeń. Tutaj chodzi o konkrety, o osiągnięcia i prezentowaną na przestrzeni roku formę.
Tytułem podsumowania stwierdzam, że nie ma sprawiedliwości, tak w życiu, jak i w sporcie. Kibicom zostawmy rankingi na najpopularniejszych, a fachowcom na najlepszych. Obiektywność to rzecz względna i niepoliczalna. Nie będę twierdzić, że pisząc ten felieton byłam obiektywna. Wsłuchałam się jednak w głosy innych i wyraziłam o to swoje zdanie na (nie)ważkie tematy. Jutro wybieram się na Mecz Gwiazd Plus Ligi i wiem, że widowisko będzie się podobać kibicom, choć wysokiego poziomu sportowego nie ma co się spodziewać. Kilku uczestniczących nań siatkarzy jest aktualnie w formie dużo poniżej swoich możliwości. Chodzi jednak o dobrą zabawę i tak potraktujmy ten mecz, gdyż cel jest szczytny. Mam nadzieję, że za rok wszyscy dokonamy słusznych wyborów i takowe, jak wyżej, wątpliwości nie będą miały miejsca.
* przygotowała Marysia Olbrycht, PrzeglądLigowy.com.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.