Najnowsze newsy

Publicystyka

Publicystyka | 2016-10-05 20:19:36 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Walid Fawzy Ghany: Polacy to wymagający przeciwnik

Fot.: Sylwia Kuś-Vega

- Polska drużyna dopiero rozpoczęła swoją przygodę z fistballem, tym bardziej zatem jej graczom należą się szczere gratulacje za ich postawę w Grieskirchen. To silny zespół, byli wymagającym przeciwnikiem. Jeśli tylko nie zaniechają wspólnych treningów, myślę, że mogą zajść daleko - chwali drużynę naszych rodaków Walid Fawzy Ghany, reprezentant Hiszpanii, która to tegoroczne występy w ramach mistrzostw Europy w fistballu zakończyła na ósmym miejscu w ogólnej klasyfikacji.

Mimo młodego wieku za tobą kolejny już w karierze fistballowy czempionat, w którym wystąpiłeś w barwach Hiszpanii - mistrzostwa Europy w austriackim Grieskirchen. Jak rozpoczęła się twoja przygoda z tym sportem?

Walid Fawzy Ghany: - W moim przypadku, wszystko zaczęło się przed ośmioma laty. Trenowałem wówczas siatkówkę - o fistballu nie miałem bladego pojęcia (uśmiech). Z propozycją sprawdzenia swoich sił w tej dyscyplinie, wyszedł nasz trener. Słysząc, że to sport zbliżony do siatkówki, zdecydowałem się spróbować. Fistball bardzo mi się spodobał, dlatego kontynuowałem treningi. Naszym pierwszym turniejem były organizowane w Lloret de Mar mistrzostwa Świata U18. Zajęliśmy w tych zmaganiach ostatnie miejsce, co było całkowicie logiczne - zmierzyliśmy tam z klasowymi zawodnikami, których nie można nazwać inaczej jak profesjonalistami.

Fistball w Hiszpanii nie jest popularną dyscypliną. Czy macie w ogóle możliwość konfrontowania się z innymi zespołami, na waszym własnym "podwórku"?

- W Hiszpanii nie ma niestety innych drużyn fistballowych, ani żadnej ligi. Póki co, na cały kraj, jedyną grupą praktykującą aktywnie fistball, jesteśmy właśnie my. Nasz zespół wywodzi się z Léridy (prowincja Hiszpanii, ze stolicą o tej samej nazwie, współtworząca wspólnotę autonomiczną Katalonii - przypis red.). Jesteśmy mniej więcej w tym samym wieku, traktujemy się wzajemnie jak bracia. Mimo różnych codziennych obowiązków, których rzecz jasna nie brakuje, dbamy o nasze relacje, a co z tym związane o dobry, stały kontakt - regularnie dzwonimy do siebie, jak również piszemy ze sobą.

Jak wygląda wasza współpraca z trenerem i jak istotna jest jego rola w zespole?

- Ojcem naszej drużyny od początku był - i jest - ten sam człowiek, Miquel Barniol. Darzymy go wszyscy ogromnym szacunkiem. To jemu zawdzięczamy fakt, że możemy uczestniczyć w tych wspaniałych turniejach. Z każdego z nich wracamy z nowymi doświadczeniami i wspomnieniami, których nie da się zapomnieć... W takich krajach jak np. Niemcy, fistball traktowany jest wręcz na równi z piłką nożną - kibice tłumnie stawiają się na meczach, entuzjastycznie wspierając swoich faworytów. Trybuny na tegorocznych mistrzostwach Europy w Grieskirchen wypełnione były do ostatniego miejsca. Byliśmy naprawdę bardzo dumni, że mogliśmy reprezentować tam Hiszpanię. To prawdziwy honor występować przeciwko tak znakomitym rywalom.

W decydujących meczach w Grieskirchen nie było niespodzianek - po złote, srebrne i brązowe krążki sięgnęli fistballiści z Niemiec, Szwajcarii i Austrii...

- To niezmiennie ścisła czołówka w fistballu - wspomniane zespoły praktycznie zawsze znajdują się na podium. Dysponują sporym doświadczeniem i potencjałem, w dodatku trenują bardzo regularnie - nawet po pięć razy w tygodniu, dwie godziny dziennie. W naszym zespole mamy zarówno studentów, jak i chłopaków, którzy na co dzień pracują, dlatego regularne, wspólne treningi są niestety utrudnione. Osobą, która trzyma w tym temacie rękę na pulsie, ustalając nasze treningi na konkretne dni, jest trener Barniol. Kiedy wyznaczy nam już jakąś datę - nie ma mowy, że kogoś może zabraknąć.

W jakich innych ważnych międzynarodowych turniejach dane było ci wystąpić?

- Nasz zespół uczestniczył łącznie w czterech ważnych turniejach - o pierwszym, mistrzostwach Świata U18 w Lloret de Mar i ostatnim - mistrzostwach Europy w Grieskirchen, wspomniałem już wcześniej. Wystąpiliśmy też na mistrzostwach Europy U21 w Diepoldsau, w Szwajcarii oraz mistrzostwach Europy U21 w Peilstein, w Austrii. O zwycięstwa na tego typu czempionatach jest zawsze niezwykle trudno. Dla przykładu - w zeszłorocznych zmaganiach w Peilstein rywalizowaliśmy z bardzo mocnymi zespołami: Niemcami, Austrią, Szwajcarią i Włochami. Krótko mówiąc - nie było tam drużyn w naszym zasięgu czy też grających na podobnym do nas poziomie.

Wyczekiwane zwycięstwo zapisaliście wreszcie pierwszego dnia rozgrywek w Grieskirchen.

- Zgadza się, po wygraną sięgnęliśmy dopiero w tym roku, na mistrzostwach Europy, w spotkaniu z Polską, z którą łącznie na tym turnieju zmierzyliśmy się dwukrotnie (w drugim meczu, którego stawką było siódme miejsce, zwycięstwo stosunkiem 3:1 odnieśli Polacy - przypis red.). Z tego co wiem, polska drużyna rozpoczęła dopiero swoją przygodę z fistballem, tym bardziej zatem jej graczom należą się szczere gratulacje za ich postawę w Grieskirchen. To silny zespół, byli naprawdę wymagającym przeciwnikiem. Jeśli tylko nie zaniechają wspólnych treningów, myślę, że mogą zajść daleko.

Jak zapamiętałeś zwycięską konfrontację z Polską? Wygrana ta nie przyszła wam łatwo.

- Pierwszą z partii tamtego pamiętnego spotkania z Polakami przegraliśmy, jednak wraz z czasem udało nam się odpowiednio zmotywować i powrócić do gry. Tym sposobem, nie tracąc nadziei, doprowadziliśmy do wyrównania, a następnie do zwycięstwa w całym meczu. Naszym problemem bywa często to, że pod wpływem dominacji przeciwników, dziwnym sposobem "ulatuje" z nas powietrze. W spotkaniu z Polakami było na szczęście inaczej i wiara w dobry wynik, przyniosła nam oczekiwany rezultat. Od teraz, naszym nowym celem będą przynajmniej dwa wygrane mecze (uśmiech).

W Grieskirchen podziwiać można było różnorodne style serwowania. Każdy z zawodników ma swój indywidualny sposób na zagrywkę?

- Nasze zagrywki różnią się od siebie, bo różnimy się między sobą również my, chociażby wzrostem czy siłą. Moja zagrywka stosunkowo bliska jest stylowi serwowania, który stosuje się w siatkówce - oczywiście związane jest to z faktem, że trenowałem wcześniej tę dyscyplinę. Wszystko jest jednak kwestią indywidualną - styl zagrywki zależy od zawodnika. Gdybym dysponował zagrywką, jaką dysponowali niektórzy gracze na tych mistrzostwach, zapewne korzystałbym z niej w trakcie meczów (uśmiech).

Jak skutecznie promować rozgrywki fistballu?

- Najprościej po prostu o nim mówić - pokazując przy tym najlepiej nagrania z meczów, które naprawdę potrafią wprawić w zdumienie i zachwycić. Co ważne, spotkania w Grieskirchen obejrzeć można było na żywo za pomocą streamu - nasze zmagania śledzili w ten sposób sympatycy fistballu na całym świecie, w tym również nasi bliscy. To niesamowity zaszczyt i wspaniałe uczucie - reprezentować kraj, wiedząc, że twoja rodzina, to widzi. Na samo wspomnienie tych chwil przechodzą mnie dreszcze. Wierzę, że jeszcze wielokrotnie dane nam będzie zaprezentować się na podobnych mistrzostwach. Fistball to sport dla każdego. Warto przekonać się o tym samemu.


* Rozmawiała Sylwia Kuś-Vega - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane