Najnowsze newsy

Publicystyka

Publicystyka | 2016-09-21 17:44:35 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna

Robert Szczerbaniuk: Stać nas na niejedną niespodziankę

Fot.: Sylwia Kuś-Vega

- Niestety mało kto w Polsce wie, co to jest fistball. Od popularnej u nas siatkówki, różni się on trochę zasadami - na przykład atakuje się z pięści. Sama gra odbywa się na trawie - tłumaczy doświadczony na polskich, a także na międzynarodowych parkietach siatkarskich Robert Szczerbaniuk, który ostatnio swoich sił próbował właśnie w fistballu. Razem z kadrą Polski swoje występy na Euro 2016 zakończył na siódmym miejscu.

W rozegranych w tym roku w austriackim Grieskirchen mistrzostwach Europy w fistballu, zaprezentowała się m.in. polska kadra. Jak zapamiętałeś ten turniej pod względem organizacji, atmosfery, a także waszych występów?

Robert Szczerbaniuk: - Jako zespół, bardzo cieszymy się, że dane nam było spróbować swoich sił w Grieskirchen, zwłaszcza, że z dnia na dzień, z meczu na mecz, grało nam się coraz lepiej. Tegoroczne mistrzostwa uznać można śmiało za bardzo profesjonalnie zorganizowany turniej. Nie zabrakło na nim ani wspaniałej zabawy, ani kibiców, ani pogody. Staraliśmy się grać jak najlepiej, jak tylko potrafimy. We wszystkie nasze spotkania wkładaliśmy naprawdę dużo serca - zależało nam na każdym punkcie, choć wiedzieliśmy dobrze, że będzie trudno wygrywać z rywalami. Były to dopiero nasze pierwsze zawody w ramach tej właśnie dyscypliny.

Jak, w kilku zdaniach, mógłbyś przybliżyć główne założenia w fistballu? W przeciwieństwie do siatkówki, rzadko słyszy się w Polsce o tej dyscyplinie.

- Zgadza się, niestety mało kto w Polsce wie, co to jest fistball. Od popularnej u nas siatkówki, różni się on trochę zasadami - na przykład atakuje się z pięści. Z innych reguł obowiązujących w fistballu: broni się tylko jedną ręką, a zagrywa się zza linii trzech metrów. Dozwolony jest też niedozwolony w siatkówce "kozioł". Boisko ma wymiary 20 na 50 metrów i dzieli je zawieszona na wysokości dwóch metrów taśma. Sama gra odbywa się na trawie. Każda z drużyn liczy pięciu zawodników.

Przygodę z turniejem w Grieskirchen rozpoczęliście od rywalizacji w grupie B.

- Pierwszy mecz graliśmy z Czechami, z którymi przyszło nam się spotkać również następnego dnia. W piątkowym, inauguracyjnym spotkaniu ulegliśmy, praktycznie bez walki, wynikiem 2:0 - przeciwnicy nie dali nam żadnych szans. Niewątpliwie widać było różnicę pomiędzy naszą grą a grą naszych rywali. Warto wspomnieć, że jeden z najlepszych czeskich zawodników gra praktycznie już od trzeciego roku życia (uśmiech). Odczuwaliśmy także różnicę w piłkach - były bardzo twarde, podobne do tych, którymi gra się w piłkę nożną, albo i prawdopodobnie jeszcze twardsze.

Zwycięstwa nie udało wam się uzyskać także w dwóch następnych, piątkowych spotkaniach.

- W drugim meczu na mistrzostwach zmierzyliśmy się z Serbią, w której szeregach znalazło się kilku byłych siatkarzy. Także to spotkanie, podobnie jak z Czechami, przegraliśmy wynikiem dwa do zera. Ostatnim piątkowym rywalem była Hiszpania, zwycięska dopiero w tie-breaku. Co ciekawe, dla grających od ośmiu lat w fistball Hiszpanów, była to pierwsza wygrana na tego typu imprezie - tym większa była ich radość, którą zresztą wyrażali chętnie w podziękowaniach, płynących w naszą stronę. Zrobiliśmy im, bez dwóch zdań, miły prezencik.

Dlaczego, według ciebie, warto zdecydować się na grę w fistball? Co przemawia za tym sportem i kto powinien szukać w nim swojej sportowej drogi?

- To, co zachęca do uprawiania tej dyscypliny sportowej to m.in. fakt, że nie ma tu żadnych limitów wiekowych, ani też wyznaczników odnośnie kwestii wzrostu. Grać mogą zatem zarówno zawodnicy mierzący metr sześćdziesiąt, jak i zawodnicy dwumetrowi. Przykładem znanego, dwumetrowego gracza jest jeden z najlepszych obecnie fistballistów na świecie, Niemiec Patrick Thomas. W meczu przeciwko nam, akurat nie wystąpił - oszczędzał się, a w rezultacie oszczędził również nas (uśmiech).

Jak dokładnie wyglądały wasze przygotowania do mistrzostw Europy?

- Do Austrii przyjechaliśmy odpowiednio wcześnie - obóz trwał od wtorku. Dodam tu, że połowa z nas, po dwóch dniach treningów nie była już zdolna do gry (śmiech). Od wspomnianych wcześniej, niezwykle twardych piłek, wszystkich bolały ręce, a w dodatku część z nas nabawiła się licznych siniaków na przedramionach. W Austrii metodą na to, o czym przyznam, że wcześniej nie słyszałem, jest nakładanie na krwiaki białego sera. Tym sposobem wysmarowano nas twarożkiem, co faktycznie przyniosło efekt.

Na tegorocznych mistrzostwach świata U18 w fistballu po złote krążki sięgnęły nie tylko reprezentantki Niemiec, ale także i reprezentanci tego kraju. Nasi zachodni sąsiedzi świetnie radzą sobie również w rozgrywkach seniorów. Czy analizując waszych turniejowych rywali, typowaliście, że złoto Euro 2016, powędruje właśnie do nich?

- Szczerze mówiąc nie rozpatrywaliśmy tego turnieju pod względem rywali - chcieliśmy po prostu nauczyć się grać i sprawdzić, jak to wszystko wygląda z perspektywy boiska. Kiedy parę miesięcy temu usłyszałem propozycję: "Benek, jedziemy na fistball?!", odpowiedziałem szybko: "Jasne, czemu nie?!", po czym "odpaliłem" youtube'a, żeby dowiedzieć się o czym my w ogóle mówimy (śmiech). W świecie fistballu jestem więc swoistą "świeżynką", choć teraz już "świeżynką" z pewnym doświadczeniem (uśmiech).

Wasz zapał do gry docenili licznie przybyli kibice. Czy również rywale nie szczędzili ciepłych słów pod waszym adresem?

- Odpowiadając na to pytanie, wrócę może do jednego z piątkowych meczów grupowych, pomiędzy Niemcami a Włochami, w którym zawodnicy z Italii ulegli rywalom w drugim secie 11:0. W naszym spotkaniu z Niemcami, nie przegraliśmy aż tak wysokim rezultatem - w każdej z rozegranych partii ugraliśmy przynajmniej kilka punktów. Po spotkaniu tym, sami Niemcy przyznali w rozmowie z naszym rozgrywającym, że jak na niecały tydzień grania, wykonaliśmy kawał dobrej pracy. Jeśli tylko będziemy dalej ze sobą solidnie trenować, istnieje duża szansa, że zaprezentujemy się w kolejnych, międzynarodowych turniejach na całkiem niezłym poziomie.

Przygoda w Grieskirchen dobiegła końca, jednak czekają was nowe wyzwania.

- Tak, w przyszłym roku w planach mamy World Games, tzn. Igrzyska Sportów Nieolimpijskich, na które to mamy zaproszenie. Jeden ze znajomych zadeklarował się już, że chce być naszym sponsorem, co z pewnością ułatwi nam start na tej imprezie. Czekamy i liczymy zatem na jego wsparcie. Poziom zapowiada się bardzo wysoki, dlatego potrzeba nam będzie mocnych ogniw w zespole - fistball to sport dla ludzi o zdrowych nogach i zdrowych barkach. Trzeba włożyć naprawdę wiele wysiłku, żeby coś tu ugrać.

Kogo konkretnie, znanego ci z siatkarskich parkietów, widziałbyś w waszym zespole na mecze World Games?

- Z racji, że zmagania przypadają akurat na okres wakacyjny, spośród ewentualnych nazwisk siatkarskich odpadną na pewno nasi kadrowicze w siatkówce halowej. Szkoda, bo podejrzewam, że Michał Kubiak czy Bartek Kurek na pewno doskonale sprawdziliby się w tych zmaganiach. Myślę, że z łatwością w naszym zespole, poza siatkarzami, odnaleźliby się także "szczypiorniści". Styl ataku w fistballu jest stosunkowo podobny do ataku w piłce ręcznej - wkłada się w niego całą siłę, aby utrudnić przeciwnikowi obronę.

Co mógłbyś powiedzieć o waszym trenerze, którym jest Karl Rick?

- Nasz trener to nie tylko wspaniały człowiek, ale i wielokrotny, utytułowany reprezentant kraju w fistballu. Wiele można się od niego nauczyć. W trakcie turnieju w Austrii, był z naszej postawy szczerze zadowolony. Mam nadzieję, że poprowadzi nas również w trakcie przyszłorocznych rozgrywek World Games. Potencjał w polskim zespole jest na pewno, potrzeba tylko czasu - tygodniowy trening to za mało. Powinniśmy byli spotkać się dużo wcześniej, żeby przećwiczyć naszą grę. Pozostaje wiara, że stać nas, by w przyszłości sprawić kibicom niejedną, fajną niespodziankę.

Zdradzisz, w barwach jakiego klubu siatkarskiego, występować będziesz w przyszłym sezonie?

- Nic nie mogę zdradzić, bo sam nic nie wiem - nikt nie chce "starego dziadka" (śmiech). W Polsce mamy wielu młodych, utalentowanych siatkarzy, dlatego ciężko jest tam o miejsce dla starszego zawodnika. Inna sprawa, że mam też swój charakter - mówię to, co myślę, a nie każdemu trenerowi się to podoba. Z Polski nie mam żadnych propozycji, mam ich natomiast parę z Austrii. Inną opcją jest propozycja ze Słowacji. Dzwonił do mnie w tej sprawie Richard Nemec - wspomniał, że kompletują właśnie ekipę. Co ma być, to będzie. A ostatecznie kto to wie, może całkiem przerzucę się na fistball (uśmiech).


* Rozmawiała Sylwia Kuś-Vega - przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Komentarze

Lipena 32 miesięcy temu

Zgadza się z tą opinią. Jeszcze wiele potencjału pozostało do wykorzystania. http://gamera.pl


Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane