Najnowsze newsy

Publicystyka

Publicystyka | 2011-04-19 23:33:11 | Nadesłał: Dawid Ćmielewski | Źrodlo: dmk.blox.pl

Największy problem współczesnej Polski - kibole? Wolne żarty

Fot.: Dawid Ćmielewski

Piętnaście minut do meczu. Kibice zasiadają na swoich miejsach, najzagorzalsi fani stoją już w swoim sektorze - "młynie", "kotle" czy "żylecie", oczekując na pełne emocji widowisko. Jedni i drudzy wspomagają swój zespół, z tą różnicą, że ci drudzy zwani przez pewien krąg mediów nietrafnie "kibolami" ponoć niszczą stadion, napadają przypadkowanych przechodniów, czy nawet własnych piłkarzy. Czy rzeczywistość naprawdę jest taka, na jaką wygląda według 'politycznie poprawnych' mediów?

Wielu kibiców ma rozbieżne poglądy na piłkarski mecz. Jedni wspomagają ekonomicznie swój klub, siedząc grzecznie na swoich miejsach i zajadając się kiełbaskami, inni całą mecz zdzierają swoje gardło, niosąc swoich piłkarzy ku zwycięstwu. Ci drudzy jednak są przedstawiani jako wandale, chociaż tak naprawdę znacząca większość z nich nie ma na sumieniu żadnych przestępstw. Według obecnego "mainstreamu" prawdziwy kibic to stateczny obywatel, który wraz z rodziną przybywa na spotkanie by się zabawić, wydać pieniądze w stadionowych barach, a przy okazji spuścić z siebie emocje z całego, ciężkiego tygodnia pracy i zwyzywać piłkarzy po gorszych zagraniach.

Z tego, co mi wiadomo, kiedy na jakimkolwiek osiedlu dojdzie do morderstwa, nie uważa się wszystkich mieszkańców za zbrodniarzy. Dlaczego więc na stadionie wrzuca się wszystkich do jednego worka? Co ciekawsze, kiedy obraźliwe, czy rasistowskie okrzyki wnosi szerzej znana osoba, wszystko uchodzi jej bokiem. Tak było chociażby z pewnym posłem obecnie rządzącej partii, a poza tym fanem warszawskiej Legii, który pewien czas temu nazwał Polonię "czarną dziwką".

Oczywiście złe jest pewnego rodzaju "tolerowanie" wybryków wandali, tak jak miało to ostatnio miejsce ws. tzw. Starucha, fana(?) warszawskiej Legii, natomiast jest to element tego biznesu. Szefowie Lecha Poznań, czy wspomnianej Legii doskonale wiedzą, że ich przymierze z "kibolami" jest dla nich korzystne, bowiem bez niego na stadionie nie ma wspaniałych opraw, powiewających flag czy głośnych śpiewów, są natomiast wymierne straty - mniej kupionych biletów, cisza na stadionie, bowiem konotacje między zagorzałymi fanami, a zwykłymi zjadaczami kiełbasek są jednak spore. Kiedy kibice Legii w proteście przeciwko ITI siedzieli cicho na stadionie, a w końcu zaczęli bojkotować mecze, masa innych osób, która pewnie nigdy nie stała w "żylecie" przyłączyła się do nich. Zarządy klubów są jak partie polityczne - mają takich fanów, jakich mają. I nie mogą ich zmienić.

Czy jednak jest to naprawdę istotny problem współczesnej Polski? Kiedy w 2009 roku na finał Pucharu Polski do Chorzowa wybrało się dziewięć tysięcy fanów Lecha Poznań, nikt dzień później nie wspomniał o ich wspaniałym dopingu, tylko o bójce kilkudziesięciu chuliganów, która została jednak szybko rozgoniona. Oczywiste jest, że dziennikarze mogą, a nawet powinni o takich zajściach informować, problemem jest jednak zbytnie przekoloryzowanie zajścia, które nie zachęca kolejnych osób do przyjścia na stadion.

Czy jednak jest to problem numer 1 współczesnej Polski, większy niż niespełnione obietnice rządu ws. nowych dróg, lotnisk, dworców i innych? Na pewno nie, ktoś jednak chce by był, zastępując prawdziwe problemy. Kto? Na pewno już wiecie.


Daniel Mirkiewicz - dmk.blox.pl

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane