Publicystyka | 2009-08-28 18:16:07 | Nadesłał: Hubert Piętoń | Źrodlo: inf.własna
Występy polskich klubów w europejskich pucharach znowu rozwiały płonne nadzieje polskich kibiców. Czarę goryczy przelała historia rzutów karnych w czwartkowy wieczór w Brugii, po których poległ nasz ostatni bastion w europie.
Kolejny już rok, nie sposób doliczyć się który nasze kluby przynoszą blamaż na arenie europejskiej i " zdobywają " marną liczbę punktów do rankingu UEFA, w którym nasz regres pogłębia się z roku na rok i uwidacznia w postaci fatalnego rozstawienia. Mamy koniec sierpnia, rozgrywki pucharowe w europie nie osiągnęły jeszcze fazy grupowej a nam pozostało już tylko emocjonować się nimi z perspektywy gry zagranicznych drużyn... Nasuwa się pytanie co dalej? Deja vu, którego doświadczamy od kilku ładnych lat nie daje nam spokoju i w tym roku również dało o sobie znać.
Wyjątkiem były zeszłoroczne wyczyny Lecha Poznań, który wlał w serca polskich kibiców nadzieję na lepsze. Podczas gdy inne rodzime kluby poodpadały tradycyjnie we wczesnych fazach rozgrywek Kolejorz walczył w europie w najlepsze i uratował ranking dla naszego kraju, pozwolił nieco odbić się od dna. Liczono, że w tym roku prężnie rozwijający się klub utrzyma progres i znowu da nam wiele radości.
Niestety rzeczywistość okazała się brutalna, Lech stoczył bardzo nerwowy dwumecz z zespołem z Brugii, który kończył konkurs rzutów karnych na belgijskim stadionie. Konkurs niestety przegrany. Nie należy jednak rozdzierać szat nad poznańską drużyną i winić Lecha za brak awansu. Okoliczności, w jakich odpadł pozwalają spojrzeć na niego łagodnym okiem gdyż Lech zakończył swą przygodę z Ligą Europejską pechowo, na co wpływ miała kontrowersyjna decyzja sędziego i co najważniejsze - po walce. Dlatego może z czystym sumieniem spojrzeć w lustro, oczywiście nie zagłębiając się w kilka niewykorzystanych w rewanżu sytuacji bramkowych.
Zawiodła przede wszystkim krakowska Wisła. Mistrz Polski skompromitował się w sposób, jakiego nie przewidywaliby chyba nawet najwięksi pesymiści. Porażka z pierwszym rywalem na drodze do Ligi Mistrzów, która miała być tego roku wyjątkowo łatwa- Levadią Tallin odbiegła znacząco nawet od naszej szarej, corocznej rzeczywistości.
Drużyny warszawskie robiły co mogły, ale na rywalach z trzeciej rundy eliminacji Ligi Europejskiej się zatrzymały. Były zwyczajnie za słabe. Co rok przybywa do naszej kolekcji " potentatów ", które mają na rozkładzie nasze kluby. W tym do tego grona dołączyli mistrzowie Estonii z Tallina i duńskie Broendby Kopenhaga. Klasy tych dwóch drużyn nie ma co porównywać, oczywiście na korzyść ekipy z Danii ale smutne jest to, że Duńczycy stanowią dla Legii przeszkodę nie do przejścia. Najmniejsze pretensje można mieć do Polonii Warszawa, zespół od którego nikt cudów nie wymagał przeszedł w średnim stylu dwóch niżej notowanych rywali i odpadł z holenderską Bredą-planowo. Nikt więc po Polonistach specjalnie nie płakał.
Rozlosowano grupy rozgrywek Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej. Patrząc na kluby, jakie się tam znalazły i państwa które reprezentują można odczuć jeszcze większe przygnębienie. Do fazy grupowej Ligi Mistrzów awansował węgierski Debreczyn. W mieście i całym kraju euforia. Trudno się dziwić, zważywszy na to, że Węgrzy w owym rankingu klubowym UEFA osiągnęli większe dno niż my. Co wcale jednak nie przeszkodziło skorzystać Mistrzom Węgier z ułatwionej drogi awansu do LM i znaleźć się w elitarnym gronie. Węgierski futbol ma teraz impuls, którego tak bardzo potrzebowaliśmy i nadal potrzebujemy my...
Idąc dalej widzimy APOEL Nikozja z Cypru, który do LM wprowadził nie kto inny jak niechciany w Wiśle Kraków " staruszek " Kamil Kosowski a wydatnie pomogli mu Jean Paulista, któremu przy Reymonta również podziękowano oraz Marcin Żewłakow. Maccabi Hajfa, FC Zurich również potęgami nie są, ale nacieszą swych kibiców Ligą Mistrzów. Patrząc na grupy Ligi Europejskiej wbijamy ostatni gwóźdź do trumny z napisem "Polska piłka klubowa". Zagrają w niej m.in łotewskie FK Venstpils, czy mołdawski Sheriff Tiraspol. Nie wspominam o rzekomo słabszych od naszych eksportowych ekip drużyn z Bułgarii, Serbii czy Chorwacji. Właśnie te kraje sąsiadują nam w sławetnym rankingu i one będą nam w nim uciekać. Bo mają kim uciekać, my niestety możemy już się tylko przyglądać.
Pozostaje liczyć na lepsze jutro, uzbroić się w cierpliwość i mieć nadzieję że wraz z powstającymi właśnie nowymi stadionami odejdą bezpowrotnie nasze kompromitacje. Jak zwykle czekamy rok na kolejny sezon, czekamy z nadzieją. Doświadczenie nauczyło nas, że jest to niestety złudna nadzieja. Mimo wszystko należy ją mieć.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.