Publicystyka | 2009-05-28 00:22:16 | Nadesłał: Daniel Koniński | Źrodlo: DMK.blox.pl
Jeśli finał Ligi Mistrzów 2008/09 miał rozstrzygnąć, która drużyna jest bezdyskusyjnie najlepsza w Europie, to właśnie to zrobił. Barcelona odrobiła lekcję z półfinałów i zagrała zupełnie inaczej, dużo uważniej w obronie. Dlatego triumf Barcy jest tym większy. Grajkowie "Dumy Katalonii" byli jak profesorowie, a ci z Manchesteru wyglądali na zupełnie bezradnych. Poza iście magiczną grą w ofensywie, Blaugrana pokazała także, że umie odpowiedzialnie poczynać sobie przed swoją bramką. Refleksji po tym "Finale Marzeń" nasuwa się jednak więcej.
Refleksja nr. 2 - Messi vs. Ronaldo, ten finał miał pokazać, który z nich jest lepszy. I pokazał! Książę Messi stał się królem, odbierając tę koronę właśnie Ronaldo. Portugalczyk w pierwszych minutach był bardzo aktywny. Oddał trzy strzały, jednak... żaden z nich nie był poważnym zagrożeniem bramki strzeżonej przez Valdesa. Messi, jak cała Barca, zaczął bardzo niemrawo, był zupełnie niewidoczny. Jednak kiedy się rozkręcił, to nie sposób było go zatrzymać. Jego rajdy, technika, walka do końca z trzema rywalami były ozdobą tego meczu. Prawdziwy majstersztyk młody Argentyńczyk pokazał jednak dopiero w 70. minucie. Mając 1,68 m wzrostu kapitalnie wykorzystał dośrodkowanie Xaviego i posłał piłkę do bramki nad zupełnie bezradnym Van der Sarem (inna sprawa, że w tej sytuacji obrona ManU wyraźnie zaspała, a Xavi dograł piłkę dosłowanie na milimetry). A Ronaldo? Im dłużej grał, tym robił to gorzej, aż w końcu posunął się do idiotycznego faulu przy linii końcowej boiska, za co otrzymał żółtą kartkę. Umarł król, niech żyje król!
Nr. 3 - Najlepszy na boisku? Nie sposób takiego wskazać. UEFA wybrała Xaviego, pewnie za to genialne dogranie do Messiego, choć nie tylko, bo Hiszpan rozegrał swietne zawody. Chodzi jednak o to, że cała ekipa Josepa Guardioli zagrała fantastycznie, na czele z Iniestą i właśnie Xavim. Zaskoczył zwłaszcza Carles Puyol (zwany także Puziolem ;-]), który nie dość, że kapitalnie sprawdził się w roli prawego obrońcy, to często angażował się w akcje ofensywne swojej drużyny. Ba, raz nawet powinien zdobyć bramkę.
Nr. 4 - Najlepsza FC Barcelona w historii? Śmiała teoria, ale można się spokojnie do niej przychylić. Nie jestem w stanie sięgnąć w swojej pamięci dalej niż do roku 1998, natomiast Barca grała w tym sezonie futbol w czystej postaci. Bez murowania bramki, bez szaleńczych ataków, kiedy te były niepotrzebne. A to doskonale o niej świadczy. Wygrali inteligentni wirtuozi. Jednak, zwłaszcza w finale, wygrała piłka nożna - mądrość boiskowa, technika, spryt, świetna taktyka, zaskoczenie nią przeciwnika. Wszystko to natomiast z korzyścią dla oka widza. Bo czym byłby futbol bez kibiców...
Nr. 5 - Liga angielska przegrana. To też wpadło mi do mojego mózgu, jednak po chwili z niego wyleciało. Angole jeszcze zdobędą Puchar Mistrzów. Może już za rok? W półfinałach mieli 3 swoje ekipy, co dobrze o nich świadczy, a porażka ManU nie mówi zupełnie niczego w tej kwestii. A już na pewno nie zwiastuje upadku potęgi angielskiej piłki.
Nr. 6 - Emocje. Było je widać na każdym kroku. Dla mnie jednak najważniejszym momentem w tej kwestii było odebranie medalu przez Pepa Guardiolę. Wszak dał mu go jego sportowy idol sprzed kilku lat, Michel Platini. A dużo dłuższa od standardowej pogadanka obu panów z uśmiechami w tle biła emocjami na tysiące kilometrów.
Nr. 7 - Słabe Diabły. Tylko głupim mogło by przyjść do głowy umniejszanie sukcesu Barcelony, natomiast trzeba powiedzieć, że Manchester nie zagrał dziś świetnych zawodów. Walczak Rooney i Carrick byli zupełnie niewidoczni, a Anderson tylko tracił piłki. Taktyka "na pałę", a w tym przypadku "na Ronaldo", zupełnie nie zdała egzaminu. Głównie przez surowych profesorów z Katalonii.
Nr. 8, ostatnia - Finał Marzeń? Dla fanów Barcelony bezdyskusyjnie tak. Pokazał wyższość Barcelony nad Manchesterem, Hiszpanii nad Anglią, Messiego nad Ronaldo, boiskowej umiejętności szybkiego myślenia nad schematami. A dla fanów MU? Z powodu porażki na pewno nie. Co do samego poziomu gry, był on niezły. Finał Marzeń to jednak nie był, bo daleko mu do takiej dramaturgii jak w finałach z 1999, czy 2005 roku. A to przecież nakręca największe sportowe emocje, tak w zawodnikach, jak i kibicach.
Daniel Mirkiewicz, DMK.blox.pl
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.