Piłka Ręczna | 2009-02-02 12:53:12 | Nadesłał: Dominika Kosmala | Źrodlo: inf.własna
Mistrzostwa Świata już za nami. Polacy po heroicznej walce przywożą z nich brązowy medal. Jak wyglądała ich walka o ten krążek? Przypomnijmy to sobie jeszcze raz.
„Nie chcę wygłaszać żadnych deklaracji, bo potem będę się musiał z tego rozliczać. Bez sensu. Jedziemy walczyć.”- powiedział przed Mistrzostwami Świata 2009 Marcin Lijewski. Z pewnością było to dobre posuniecie, bo jak wiemy niełatwo cokolwiek ugrać, kiedy mówi się przed rozpoczęciem turnieju, że jedzie się po złoto. Próbą generalną przed imprezą był turniej New Year’s Cup. Jak wynikało z wypowiedzi Polaków potraktowali go bardzo treningowo i tak to też wyglądało. Mogliśmy obejrzeć m.in. obronę 3-3 i 4-2 oraz szybkie kontry naszego zespołu. Ostatecznie Polska wygrała jeden mecz i zajęła trzecie miejsce. W powołanym przez Bogdana Wentę składzie, który leciał do Chorwacji nie było wielkich niespodzianek,. Jedyną mógł okazać się brak Mateusza Jachlewskiego, którego na lewym skrzydle zastąpić miał Rafał Gliński.
Polacy mistrzostwa rozpoczęli od meczu z Algierią. Mimo dużej rezerwy naszych zawodników do przeciwnika pewnie pokonali afrykański zespół. Już trzeci dzień miał być prawdziwym sprawdzianem. Mecz z Rosją owiany był specyficzną atmosferą, od pierwszej minuty gra była bardzo zacięta i wyrównana. Mimo, że do przerwy wicemistrzowie świata schodzili z trzybramkową stratą do przeciwnika, to pierwsze minuty drugiej połowy pokazały, że nie jesteśmy zespołem do bicia i, że mamy prawdziwy charakter. Ostatecznie Polacy zwyciężyli z naszym wschodnim sąsiadem, zapisując na swoim koncie kolejne bardzo ważne punkty. Macedonia- kolejny rywal okazał się jednak nie do przejścia. Naszą bramkę raz po raz bombardował Kiril Lazarov. Z Tunezją nasza się odbudowała i dosyć pewne zwycięstwo dodało nam skrzydeł. Zdecydowanie najgorszym meczem na mistrzostwach okazał się pojedynek z Niemcami. Spotkanie to było prawdziwym smaczkiem dla kibiców szczypiorniaka i mogło być kolejnym rewanżem za finał MŚ 2007. Niestety nie udało się i Polacy musieli zejść z boiska jako przegrani. W dodatku Macedonia sensacyjnie pokonała Rosję. Oznaczało to, że biało- czerwoni wejdą do drugiej fazy turnieju, ale z zerowym dorobkiem punktowym, co gwarantowało ostatnio lokatę. „Skończyły się marzenia o medalu”- to najczęściej powtarzane wówczas słowa z ust kibiców, specjalistów, ale i samych zawodników. Ale czy nie za szybko?
Pierwszy pojedynek drugiej rundy przypadł nam z Danią, od początku wiadomo było, że Mistrzowie Europy łatwo skóry nie sprzedadzą. Zaczęło się jednak bardzo dobrze, niemalże wszyscy przecierali oczy ze zdziwienia. Czy to ta sama Polska, ta sama, która dwa dni temu przegrywała z Niemcami? Także Duńczyków zaskoczyła nasza postawa, po pierwszej połowie przegrywali oni aż ośmioma bramkami. Co najważniejsze nasi reprezentanci utrzymali przewagę do końca i pierwszy mecz mogli zaliczyć do bardzo udanych, szczególnie Patryk Kuchczyński, który zanotował tam świetną skuteczność.
Następnego dnia tak samo brutalnie rozprawili się z Serbią, która nie miała na boisku nic do powiedzenia. Po tym meczu były już tylko statystyczne założenia, „co będzie, jeśli…”. Warunki były dwa: w meczu Danii z Niemcami nie mógł paść wynik remisowy, a Polska musiała pokonać Norwegię. Pierwszy warunek został spełniony, chodź nie obyło się bez nerwów. Przez niemal całe spotkanie wynik był remisowy, ale w ostatnich minutach to Dania pokazał klasę i pokonała Mistrzów Świata 07. Ze strony Norwegów spodziewać się można było bardzo ostrej gry, wielu fauli, ale i porządnej piłki ręcznej. Nasi zawodnicy zapewniali, że będą walczyli do samego końca. Okazało się, że ma to zupełne pokrycie. Od początku to Norwegowie byli lepszym zespołem, pewnie grali w obronie i ataku. Polakom zdarzały się za to liczne straty, co przełożyło się na wynik meczu. Dwie minuty przed ostatnim gwizdkiem przegrywaliśmy dwoma bramkami. Wtedy zadziałała jednak obrona. Dwie kolejne bramki zdobyte przez skrzydłowych Mariusza Jurasika i Rafała Glińskiego doprowadziły do remisu. Do końca pozostało czternaście sekund, a na tablicy wyników widniał remis. Wtedy to szkoleniowiec naszej reprezentacji Bogdan Wenta poprosił o czas. "15 sekund, oni ściągają bramkarza, przerywamy, będzie pusta bramka, spokojnie, spokojnie - mamy dużo czasu"- powiedział do swoich zawodników. Polacy weszli na boisko zmobilizowani i pewni siebie. Stało się tak jak przewidział trener, bramka Norwegów była pusta. W takim momencie jeden z naszych przechwycili piłkę, a Artur Siódmiak, jak później mówił, wykonał rzut życia. Wygraliśmy rzutem na taśmę i znaleźliśmy się w półfinale, kto w tym momencie nie wierzył w cuda? Kolejne dni to istna euforia polskich kibiców, którzy wierzyli, że teraz stać nas naprawdę na wszystko.
W półfinałach wypadło nam grać z Chorwacją- gospodarzem turnieju. Dodatkową przeszkodą okazali się niemieccy sędziowie, a także odklejająca się wykładzina. Jednym słowem wszystko tego dnia było przeciwko nam. Polacy jednak bardzo zmotywowani wgraną z Norwegią dobrze zagrali pierwszą połowę. Niestety druga to istny koszmar. Coś zacięło się w naszym zespole, a Chorwaci skrzętnie to wykorzystywali, podwyższając swoją przewagę. Humory w Polsce zdecydowanie się pogorszyły, ale tylko na jakiś czas. W końcu dokonaliśmy rzeczy niemożliwych, gramy o medal!
Przed małym finałem można się było obawiać przede wszystkim tzw. „syndromu drugiego meczu”. Rzadko zdarza się wygrywać dwukrotnie z rzędu z tym samym zespołem, na turnieju pokroju mistrzostw. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych, co niejednokrotnie udowadniali nasi chłopcy. W meczu o brąz „obudził się” Karol Bielecki, który zdobył aż dziesięć bramek. Klasę pokazał także Bartłomiej Jaszka, który tak naprawdę dopiero w tym meczu zagrał na miarę swoich możliwości. Wspaniałe obrony Sławomira Szmala przypieczętowały zwycięstwo Polaków. Niewątpliwym zaszczytem było też wybranie Marcina Lijewskiego do „drużyny gwiazd”. Na dekoracji mogliśmy ujrzeć wielką radość naszych reprezentantów. Można było mieć nawet wrażenie, że to właśnie zdobywcy brązowego krążka cieszą się z najbardziej.
Na pochwały zasługują zdecydowanie Sławomir Szmal, który podczas Mistrzostw pokazał cały kunszt bramkarski, a także świetnie grający Tomasz Tłuczyński. Jednak tak naprawdę nie można w naszym zespole wyróżniać żadnego zawodnika. Polacy pokazali, że są zgranym teamem, który nawet przy słabszej dyspozycji teoretycznych „gwiazd” naszej reprezentacji radzi sobie świetnie.
Z pewnością te Mistrzostwa zapoczątkują nową modę na dotychczas dosyć bagatelizowana piłkę ręczną w Polsce. Wydaję się jednak, że ta dyscyplina zyska przy okazji dużo prawdziwych kibiców, którzy będą z naszą reprezentacją na dobre i złe. Naszym chłopakom wypada tylko pogratulować i życzyć kolejnych sukcesów!
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.