Piłka Ręczna | 2016-02-13 08:50:00 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
- Każdego dnia coraz ważniejsza jest psychologia sportu. Warto analizować wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na zawodników w kluczowych spotkaniach. Takim właśnie kluczowym starciem dla Polski był jej mecz z Chorwacją, my z kolei nie sprostaliśmy w finale Mistrzostw Europy Niemcom - wyjaśnia w rozmowie z naszym portalem reprezentant Hiszpanii w piłce ręcznej, a na co dzień zawodnik Rhein-Neckar Löwen - Rafael Baena González. Zespół hiszpańskiego gracza to obecnie lider rozgrywek Bundesligi.
Za reprezentacją Hiszpanii intensywny czas, zwieńczony srebrnym medalem. Jak zapamiętasz tegoroczne Mistrzostwa Europy?
Rafael Baena González: - To były ładne i pozytywne mistrzostwa. Srebrny medal jest dobrym wynikiem. Teraz, kiedy minęło już trochę czasu od finału, jesteśmy z niego jeszcze bardziej zadowoleni, niż w tamtą, pamiętną niedzielę. Kiedy przegrywasz w finale, nie myślisz o tym, że wywalczyłeś srebro - myślisz, że straciłeś właśnie złoto. Pierwsze dni po tym starciu były dla nas trudne, choć oczywiście wiedzieliśmy, że wygrać z Niemcami nie będzie prostym zadaniem. My po prostu mocno wierzyliśmy, że stać nas na złoto, tymczasem zagraliśmy słabe spotkanie. Na kolejnych mistrzostwach musimy zaprezentować się lepiej, natomiast na dzień dzisiejszy pozostaje cieszyć się z awansu do finału, a także z medalu. Walka o medale była naszym podstawowym celem.
Zmagania w Polsce rozpoczęliście od występów we Wrocławiu. W pierwszej fazie rozgrywek nie zaznaliście smaku porażki - recepty nie znaleźliście jedynie na Słowenię, z którą zremisowaliście 24:24...
- Zgadza się. Było to trudne spotkanie - Słoweńcy wiedzą jak grać, by być groźnym rywalem. Ich dodatkowym atutem są wysokiej klasy zawodnicy, którzy tworzą razem zgraną ekipę - grają ofensywnie, nie tracą niepotrzebnych piłek... Na nasze szczęście, Słowenia nie zakwalifikowała się do kolejnej fazy. Tak czy inaczej, wkrótce czeka nas kolejna interesująca rywalizacja z tym zespołem - w ramach turnieju preolimpijskiego. Zmierzymy się w nim także ze Szwecją i Iranem. Nasza ponowna potyczka ze Słoweńcami będzie na pewno podobnie wymagająca, co poprzednia - to doświadczona drużyna, która tak naprawdę może wygrać z każdym.
Wspomniałeś o Szwecji - jak grało wam się w meczu grupy C przeciwko podopiecznym trenera Staffana Olssona?
- W okresie przygotowawczym dwukrotnie spotkaliśmy się ze Szwecją, zatem nasze starcie na mistrzostwach w Polsce było trzecim w krótkim odstępie czasowym. Wygraliśmy wszystkie te konfrontacje, jednak trzeba oddać Szwedom, że mają utalentowanych graczy. To młody zespół, który z czasem będzie coraz mocniejszy. Jak wiadomo już, Szwecję ogłoszono gospodarzem turnieju preolimpijskiego, w którym wystąpimy. Niełatwo będzie ich pokonać. Mają dobrych bramkarzy, dobrą defensywę... Jeśli tylko popracują nieco nad atakiem, są w stanie osiągnąć wielkie rzeczy.
Tegoroczne mistrzostwa rozpoczęliście i zakończyliście meczem z Niemcami. Były to jednak dwa zupełnie różne spotkania.
- W meczu na inaugurację wszyscy mieliśmy ogromną chęć do walki, byliśmy niezwykle skoncentrowani i bardzo dobrze przygotowani. Zagraliśmy korzystnie zarówno w obronie, jak i w elemencie ataku. Jeśli chodzi natomiast o mecz finałowy - od początku nie układał się on po naszej myśli. Na boisko wyszliśmy z nadzieją, że szybko zakończymy ten pojedynek, a to akurat nigdy nie jest takie proste, jak się tego chce. Mieliśmy duże problemy w ataku, które spotkały się z solidną postawą rywali w obronie - niemiecki bramkarz zatrzymywał nasze akcje. Pierwszą połowę przegraliśmy różnicą sześciu goli. Druga połowa ostatecznie potwierdziła, że nie był to nasz dzień. Musimy pogratulować Niemcom, którzy tamtego dnia byli po prostu lepsi.
Prawo do gry w finale wywalczyliście sobie wygranym półfinałem z Chorwacją. Pokazaliście w nim wszystkie swoje atuty.
- Chorwacja od początku postrzegana była jako jeden z faworytów do strefy półfinałowej. I faktycznie: stało się tak, że się do niej dostała. Sztuka ta nie udała się tymczasem ani Francji, ani Danii, ani Polsce - zespołom typowanym również przez wielu do półfinałów. Filarami reprezentacji Chorwatów, obok naprawdę świetnego bramkarza, byli tacy zawodnicy jak: Domagoj Duvnjak, czy Marino Marić. Spotkanie przeciwko nim było trudne, jednak był to równocześnie nasz najlepszy mecz na tych mistrzostwach. Nasza gra była pewna. Wkład w zwycięstwo z Chorwacją miała cała nasza drużyna.
Znacznie gorzej Chorwacja zapisała się w pamięci polskich kibiców - to właśnie ten zespół pogrzebał ostatecznie nadzieje biało-czerwonych na pozostanie w rozgrywkach. Co w twojej opinii przesądziło o porażce Polaków?
- Polacy grali u siebie - być może zgubiła ich presja. Moim zdaniem, każdego dnia coraz ważniejsza jest psychologia sportu. Warto analizować wszystkie czynniki, które mogą mieć wpływ na zawodników w kluczowych spotkaniach. Takim właśnie kluczowym starciem dla Polski był jej mecz z Chorwacją, my z kolei nie sprostaliśmy w finale Niemcom. Niezależnie od niepowodzenia w tych rozgrywkach, o potencjale Polaków świadczy choćby wywalczony przez nich w Katarze brąz. Jestem zdania, że Polaków stać jak najbardziej na awans na Igrzyska Olimpijskie.
Na co dzień występujesz w klubie Rhein-Neckar Löwen. Jak pracuje ci się w Niemczech? Zdążyłeś już opanować język niemiecki?
- Nie mogę powiedzieć, że płynnie posługuję się już tym językiem - dopiero się go uczę, krok po kroku. W latach 2012-2014 grałem we Francji - tam nauczyłem się języka francuskiego, dobrze się zaadaptowałem. Teraz, nadeszła pora na kolejne doświadczenie. Nie mogę narzekać - rodzina jest tu razem ze mną, gram w barwach mocnej drużyny, która walczy o tytuł mistrza kraju, nasze relacje w zespole są dobre... Dodatkowo, mam to szczęście, że w moim klubie gra inny Hiszpan - Gedeón Guardiola, który we wszystkim mi pomaga - z niemieckim, z papierami, z każdym problemem. Dla niego to już czwarty rok w Löwen - wie doskonale, jak tutaj wszystko funkcjonuje.
Jakie cele stawia sobie wasz klub? O co zamierzacie się "bić"?
- Do końca sezonu jeszcze daleko, musimy więc koncentrować się na walce w kolejnych spotkaniach. Jesteśmy na pierwszym miejscu w tabeli i chcemy na tym miejscu pozostać, wygrywając ligę. Innym naszym planem na ten rok jest znaleźć się w ćwierćfinałach Ligi Mistrzów. Tam, w gronie ośmiu najlepszych drużyn, może zdarzyć się już wszystko - obyśmy, za sprawą udanych spotkań, awansowali do turnieju Final Four. Spróbujemy też wywalczyć tegoroczny Puchar Niemiec. Podsumowując: będziemy starali się dążyć do miana mistrzów na każdym z możliwych gruntów.
Jak z przeprowadzką do Niemiec radzi sobie twoja rodzina i w jakiej europejskiej lidze widzisz się za kilka lat?
- Moja żona jest zadowolona z życia w Niemczech - chciała tu mieszkać, wcześniej już uczyła się niemieckiego, może więc teraz w praktyce szlifować ten język. Jedyne, do czego trudno się przyzwyczaić, to fakt, że od godziny osiemnastej dosłownie wszystko jest już zamknięte, a my po sjeście chcielibyśmy gdzieś jednak wyjść (uśmiech). To akurat dość odczuwalna różnica. Dni płyną nam tutaj spokojnie - mieszkamy z naszą dwójką maluchów w uroczym mieście niedaleko Heidelbergu. A co do mojej przyszłości sportowej - nie znam jej. Wszystko tak naprawdę jest możliwe.
* Rozmawiała Sylwia Kuś-Vega - przegladligowy.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.