Piłka Ręczna | 2009-03-28 22:12:31 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna
W spotkaniu 17. kolejki rozgrywek pierwszej ligi piłki ręcznej mężczyzn NMC Powen Zabrze rozgromił znacznie niżej notowaną Żagiew Dzierżoniów 37:19. Tym samym zabrzanie umocnili się na prowadzeniu w tabeli grupy B. Swoimi refleksjami na temat pojedynku podzielił się niekwestionowany lider zespołu, Michał Szolc.
”Naszym rywalem była dziś przedostania drużyna w tabeli. Tego typu spotkania obarczone są zawsze pewną dozą ryzyka, że przeciwnik zostanie przez nas zlekceważony” - rozpoczął zawodnik – ”Na szczęście jednak uniknęliśmy tego niebezpieczeństwa i rozpoczęliśmy mecz maksymalnie skoncentrowani”. Pomimo motywacji, której nie można było odmówić podopiecznym trenera Roberta Nowakowskiego, gra początkowo nie układała się po ich myśli. Błędne i nieskuteczne zagrania nie nastrajały zgromadzonych w hali kibiców optymistycznie. Wydawało się, że Żagiew zdołała zaskoczyć zabrzan. ”Początek meczu to była raczej nasza nieuwaga, niż jakoś szczególnie zaskakująca taktyka rywali” – wyjaśnia Michał Szolc – ”Tak na prawdę nasi przeciwnicy grają bardzo chaotycznie. Czasem jednak ta gra zaczyna się układać i pewne elementy im wychodzą. I to właśnie te kilka minut kiedy grali z nami jak „równy z równym”” – dodaje.
Jeśli chodzi o postawę swojego zespołu w spotkaniu zabrzański rozgrywający nie ma większych uwag. ”Poza wspomnianymi ośmioma czy dziesięcioma początkowymi minutami, kiedy graliśmy dość nieskutecznie i chaotycznie, kontrolowaliśmy przebieg gry. Zawodnicy z Dzierżoniowa nie mieli zbyt wiele do powiedzenia” – twierdzi – ”Cieszy również fakt, że na boisku dobrze zaprezentowali się młodzi piłkarze”. Powracając do początku spotkania Michał Szolc przestrzega, żeby nie oceniać formy zespołu po zaledwie kilku chwilach gry. ”Osiem, dziesięć minut to nie cały mecz. Czas na podsumowania jest po ostatnim gwizdku sędziego, a na jakość gry patrzy się z perspektywy całej godziny”.
Po długiej przerwie spowodowanej kontuzją na boisko powrócił lewoskrzydłowy Powenu, Wojciech Klementowicz. Młody zawodnik zaprezentował się znakomicie, zdobywając aż siedem bramek w przeciągu jednej połowy meczu. W drugiej odsłonie pojedynku kibice mieli też okazję oglądać na parkiecie bramkarza Sebastiana Kickiego, który między słupkami zastąpił Cezarego Winklera. Poproszony o ocenę postaw tej dwójki, Michał Szolc powiedział: ”Według mnie i Wojtek i Sebastian rozegrali dobre zawody, ale muszę podkreślić, że nie tylko oni. Myślę, że dziś nie zawiódł żaden z zawodników, którzy pojawili się na parkiecie. Wracając do Wojtka to trzeba przyznać, że zagrał z imponującą skutecznością. Sebastian również popisał się niezłymi interwencjami w bramce”. Zdaniem lidera Powenu walka o wejście do meczowego składu u progu rozgrywek jeszcze się zaostrzy. ”Obecna forma tych zawodników wskazuje na to, że rywalizacja o miejsce w składzie nabierze rumieńców. Można przypuszczać, że teraz będziemy częściej widywać ich na parkiecie” – twierdzi rozgrywający – ”Oczywiście to jak często będą grać jest tylko i wyłącznie decyzją trener”. – podkreśla.
Wśród publiczności sporo kontrowersji spowodowały liczne decyzje sędziów podyktowane przeciwko miejscowym szczypiornistom. Słuszne czy nie wyroki arbitrów nie wywołały tak gorących emocji u reprezentanta Powenu. "Sądzę , że nie było tak źle" – mówi z uśmiechem sympatyczny zawodnik - "To oczywiste, że kibice zawsze ekspresyjnie reagują na decyzje sędziów wymierzone przeciwko swojemu zespołowi. Cóż, takie mają prawo. Z perspektywy zawodnika sprawa wygląda nieco inaczej." – uzupełnia. Na zakończenie dodaje, że mimo wszystko, nie ma powodów do narzekań.
*z Michałem Szolcem rozmawiała Alicja Chrabańska
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.