Najnowsze newsy

Piłka Ręczna

Piłka Ręczna | 2009-02-05 19:57:58 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: Trybuna

Motorem jest stres

www.croatia2009.com

- Jesteśmy jak pojazd, do którego wstawia się raz opony letnie, raz zimowe, ale cały czas jedziemy do przodu. Jeśli się komuś ufa, to trzeba mu ufać nawet wtedy, kiedy ma słabszy dzień. Taka jest praca w sporcie. My nigdy nie możemy zaprogramować czegoś na najwyższy wynik. Możemy jedynie dać z siebie wszystko, to jest najbardziej istotne w naszej dyscyplinie - mówi trener Bogdan Wenta.

Gdyby mógł Pan rozegrać chorwacki turniej jeszcze raz, to co by Pan zmienił?

– To już jest historia. Przed mistrzostwami zakładaliśmy wyjście z grupy. To był pierwszy cel. Drugi, żeby zrobić to z jak największą liczbą punktów. I akurat to nam nie wyszło, ale potem pokonaliśmy wszystkich faworytów... Bo tak to jest na turnieju. Raz się przegrywa z Macedonią, potem wygrywa się z mocniejszymi drużynami. Przez te nasze zwycięstwa w drugiej fazie mocno skomplikowała się sytuacja w grupie. Do ostatniego dnia pięć zespołów miało szanse na półfinał. Pełen dramaturgii mecz z Norwegią pokazał, jak ciężko było awansować. My zagraliśmy o finał, a Norwegowie o dziewiąte miejsce! W tej grupie trzeba było walczyć o każdy centymetr parkietu. A Niemcy? Wydawało się, że mają najłatwiejszą sytuację, a skończyli drugą rundę z jednym remisem i wrócili z niczym... Po mojej twarzy widać, jak ciężka to była walka, ile sił nas kosztowała. Ale my jesteśmy jak pojazd, do którego wstawia się raz opony letnie, raz zimowe, ale cały czas jedziemy do przodu. Jeśli się komuś ufa, to trzeba mu ufać nawet wtedy, kiedy ma słabszy dzień. Taka jest praca w sporcie. My nigdy nie możemy zaprogramować czegoś na najwyższy wynik. Możemy jedynie dać z siebie wszystko, to jest najbardziej istotne w naszej dyscyplinie. Dobrze było widać to w finale. Francuzi nie pękli i udowodnili, że są chyba najbardziej dojrzałą drużyną. Chorwaci mieli wielkie sny, ale mimo tego wsparcia kibiców nie dali rady.

Jak Pan oceni poziom mistrzostw świata?

– Ta impreza była o tyle ciekawa, że może oprócz niektórych drużyn arabskich w zależności od dnia można przegrać z każdym i wygrać z każdym. Pokonujemy dwukrotnie mistrza Europy, który rozwalił inne zespoły. Znaleźliśmy na nich receptę, ale to nie znaczy, że za tydzień, gdybyśmy grali z nimi trzeci raz, to oni by nas nie pokonali. Liczą się forma w danym dniu, gra bramkarzy, odpowiedzialność każdego zawodnika. Zawsze jest dużo roboty, ale najważniejsze, że ci chłopcy mają to we krwi. Wielu ludziom wydaje się to dziwne, że my i poza boiskiem potrafimy trzymać się razem, normalnie rozmawiać, funkcjonować jak ludzie i nie myśleć tylko o piłce. To jest ważne, bo nie można ciągle żyć w stresie. On jest motorem, pomaga, ale czasem trzeba umieć go zablokować. Przeszliśmy w Chorwacji ciężką szkołę, ale myślę, że ktoś tam u góry nad nami czuwał.

Czy doczekamy się czempionatu nad Wisłą?

– Powstają już obiekty. Spodek jest przebudowywany, jest Hala Ludowa we Wrocławiu, mamy też nowe obiekty w Gdańsku i Gdyni. Są hale w Kaliszu, czy Bydgoszczy, więc trochę ich mamy. Często mówi się, że coś nam podczas meczu wychodzi, lub nie wychodzi. Pamiętać jednak trzeba, że ciągle gramy na obcych obiektach. Walczymy zatem nie tylko z przeciwnikiem, ale często również z publicznością i innymi przeciwnościami. Dlatego te wyniki, które już osiągnęliśmy, są dla nas tym bardziej cenne. Grasz przeciw takiej Chorwacji, która ma na trybunach piętnaście tysięcy fanatycznych kibiców, a ci murem stoją za swoim zespołem. Jest ciężko. Dlatego chciałbym dożyć takiej chwili, czy to ze mną w roli trenera, czy z kimś innym, aby taką oprawę i atmosferę powtórzyć w Polsce. Aby każdy zawodnik mógł przeżyć coś takiego, bo to niesamowicie uskrzydla.

Dopuszcza Pan myśl, że trzeci zespół świata nie zagra w mistrzostwach Europy?

– Na razie jeszcze nie awansowaliśmy. Przegraliśmy w grupie mecze wyjazdowe w Szwecji i Rumunii. Mamy teraz możliwość rewanżu. Oprócz tego będą mecze z Turcją. Rywal trochę egzotyczny, ale w tym kraju też robią postępy… No i potem jest jeszcze Czarnogóra, która sensacyjnie pokonała Rumunów. Po prostu musimy wygrać, bo punkty są najważniejsze. Zresztą jakby popatrzeć fachowym okiem na mundial, to nie ma tam często pięknej gry, liczy się zwycięstwo. Gdy oglądaliśmy przed meczem o trzecie miejsce nasze grupowe spotkanie z Danią, to po pierwszej, świetnej połowie w drugiej graliśmy po prostu źle. Ale każdy miał zakodowane, że musimy wygrać, bo tylko taki wynik otwierał jeszcze szansę gry o medale. Napięcie było szalone.I rezultat był pozytywny i o tym się pamięta.

Panie trenerze, awansujemy do finałów mistrzostw Europy?

– Wierzę, że tak będzie. Nie jesteśmy zespołem, który stawia sobie jakieś minimalne wymagania. W sporcie tak nie można, bo minimalny cel jest argumentem dla minimalnej porażki. Sytuacja, która w tej chwili zaistniała w naszej grupie, będzie dla nas coraz trudniejsza, ponieważ po brązie z Zagrzebia każdy przeciwnik będzie się na nas dodatkowo mobilizował. Ale jak zwykle zrobimy wszystko, aby awansować!

Więcej w "Trybunie"

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane