Najnowsze newsy

Piłka Nożna » Puchar Polski

Puchar Polski | 2008-09-25 20:41:33 | Nadesłał: mickjagger | Źrodlo: AS Info

Fornalak: Czapki z głów przed chłopakami

Fot.: Zbigniew Heksel

Spore emocje zaserwowali wczoraj w Jastrzębiu piłkarze miejscowego GKS i Zagłębia Lubin. Różne myśli krążyły po głowie trenera Dariusza Fornalaka, gdy jego zespół przegrywał już 0:3, ale końcowy rezultat mógł napawać szkoleniowca Zagłębia dumą. - Czapki z głów przed "Gitarą" Wawrzyczkiem, ale czapki z głów przed moimi chłopakami. Oni bowiem udowodnili, że zasłużenie znajdują się w kadrze Zagłębia - mówił nam po meczu trener Fornalak.

W spotkaniu z GKS-em padł wynik 4:3. Słowem: gitara!
- Faktycznie, kolejny po spotkaniu ligowym z Dolcanem wynik 4:3, ale okoliczności, w jakich on padł są zgoła odmienne od tamtego meczu.

Przegrywaliśmy jednak z miejscowym GKS już 0:3. Z czego to wynikało?
- Dzisiejsze bramki, które strzelił nam "Gitara" (Witold Wawrzyczek - przyp. red.) określiłbym zdaniem: stadiony świata! Zgodzę się, że trochę pomogliśmy im te gole strzelił. W pierwszej połowie było nieco niefrasobliwości w naszej grze. Zawodnicy, którzy z konieczności musieli zastąpić podstawowych graczy, którzy akurat z różnych względów w Jastrzębiu nie zagrali, a takich było łącznie sześciu, bardzo powoli wchodzili w ten mecz. Najistotniejsze jest jednak, że "weszli" w to spotkanie, które wygraliśmy.

Co pomyślał Pan sobie przy stanie 3:0 dla Jastrzębia? Że znów powtarza się sytuacja z meczu z Dolcanem Ząbki, gdzie dajemy sobie wbić trzy gole, będąc zespołem lepszym?
- Takie stwierdzenie padło u nas na ławce: Dolcan Ząbki. Rozmawiałem z moimi zawodnikami w przerwie w szatni, przy stanie 0:2 Oni mieli świadomość tego, że to spotkanie jest do wygrania. Że są zespołem lepszym. Wiedzieli, w jakich okolicznościach stracili bramki. Wiedzieli także, jakie błędy popełnili w swojej grze i czego nie powinni robić w drugiej połowie. Szybko stracona na początku drugiej połowy bramka sprawiła, że wiary w końcowy rezultat troszkę ubyło (śmiech). Lecz wiara w zwycięstwo była do końca w moich chłopakach, którzy usilnie pracowali nad tym, aby zmienić rezultat spotkania. I to im się udało, zasłużenie wygraliśmy z GKS-em i awansowaliśmy do dalszej rundy.

A czy czasem Opatrzność nad Wami nie czuwała?
- Ktoś kiedyś powiedział, że szczęście sprzyja drużynom lepszym. Maksymalne zaangażowanie w połączeniu z wydobytymi przez zawodników maksymalnymi umiejętnościami spowodowały, że potrafiliśmy odwrócić losy meczu. Bardzo trudnego, w którym z wyniku 0:3 wyciągnęliśmy na 4:3. To fantastyczna szkoła dla chłopaków wynikająca ze spotkania o takim przebiegu. Oni przekonali się, że warto wierzyć do końca, że nie ma na murawie rzeczy niemożliwych. Odczuli, że nawet przegrywając trzema bramkami można wygrać spotkanie. Ten mecz niewątpliwie obfituje w bogate doświadczenie.

Dlaczego doprowadziliście do takiego stanu, że gospodarze wyraźnie prowadzili i musieliście gonić wynik? Wynikało to naszej niefrasobliwości, czy bardziej szczęścia "Gitary"?
- Bramki, jakie strzelił Witek nie wynikały wyłącznie ze szczęścia, jakie jemu dopisało, ale przede wszystkim jego umiejętności, które ten zawodnik posiada. Gole padły w bardzo prosty sposób. Gospodarze mieli stały fragment gry, mam na myśli rzut wolny. Wiedzieliśmy o atucie w postaci potężnego uderzenia, jakie posiada Witek. Ten zawodnik nie przez przypadek grał kiedyś w Bundeslidze. I faktycznie, to jemu zostało, oddał fantastyczne uderzenie. Następnie indywidualny błąd sprawił, że gospodarze mieli rzut karny, bardzo pewnie wyegzekwowany. A trzecia bramka dla GKS, jak wszyscy widzieliśmy, padła po przepięknym strzale Witka. I cóż? W tym momencie przegrywaliśmy już 0:3 i nie mieliśmy nic do stracenia.

Pamięta trener, który z zawodników Ruchu powiedział do młodego Wawrzyczka "Ale masz gitarę!" - mając na myśli jego stopę, dzięki której z taką siłą posyła teraz piłki w kierunku bramki?
- (śmiech). Nie, nie. Witek przychodząc do Ruchu miał już tą ksywę, wynika zatem, że już wcześniej koledzy go tak ochrzcili. Dlatego nie wiem, kto faktycznie był autorem przydomku Wawrzyczka.

A co Pan powiedział swojemu koledze po meczu?
- Jeszcze nie rozmawialiśmy. Rozmawiałem z Witkiem przed spotkaniem. Rozprawialiśmy o sytuacji w GKS i w Zagłębiu Lubin. Znamy się bardzo dobrze, wspólnie graliśmy, dlatego zdążymy jeszcze przed wyjazdem do Lubina uciąć sobie pogawędkę. Teraz to będzie o czym gadać! (śmiech). Czapka z głów przed Witkiem, ale czapki z głów przed moimi zawodnikami, którzy dzisiaj udowodnili, że mają charakter i zasłużyli na bycie w kadrze Zagłębia Lubin. Niemniej indywidualne umiejętności Witka sprawiły, że musieliśmy się w Jastrzębiu trochę pomęczyć.

Czyli pojedynek można określić mianem starcia Zagłębie Lubin - Witold Wawrzyczek?
- (śmiech). Pewnie można.

Na koniec, na kogo chciałby Pan trafić w kolejnej rundzie Pucharu Polski?
- Dziś już odpowiedziałem na to pytanie, więc powtórzę raz jeszcze: jeżeli chcemy sięgnąć po ten puchar, to nie możemy kalkulować na kogo chcemy trafić. Obojętnie z kim zagramy, musimy wyjść na boisko i walczyć o zwycięstwo.

Kolejna drużyna nie będzie miała już w swoich szeregach "Gitary".
- I tu jest nasz plus!

ASInfo/KGHM Zagłębie Lubin

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane