Puchar Polski | 2011-04-20 09:35:50 | Nadesłał: Grzegorz Góra | Źrodlo: info. własna
Po kapitalnym spotkaniu w Bielsku-Białej Lech Poznań pokonał Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2, choć przegrywał już 0:2.
"Nieważne jak wyjdziemy z tej bitwy - jesteśmy czarnym koniem pucharowej gonitwy". Takim oto napisem przywitali swoich piłkarzy bielscy kibice, którzy w komplecie (4200) pojawili się na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej. Nie sposób się z nimi nie zgodzić, ponieważ to co Bielszczanie osiągnęli w tej edycji Pucharu Polski przeszło najśmielsze oczekiwania.
Zgodnie z zapowiedziami trenerów, obie drużyny wyszły na boisko bez swoich najlepszych zawodników. Trener Kasperczyk pozostawił na ławce duet napastników Demjan-Cieśliński, a także dobrze spisujących się ostatnio Metelkę i Sokołowskiego. Trener Bakero nie zdecydował się natomiast wystawić bohatera meczu z Legią Artjomsa Rudnevsa i Semira Stilica.
Podbeskidzie rozpoczęło w swoim stylu – bez kompleksów dla utytułowanego rywala, jednak z czasem inicjatywę przejęli przyjezdni. Pierwszą świetną okazję już w 6. minucie zmarnował Bartosz Ślusarski, który przegrał pojedynek sam na sam z Richardem Zajacem, a dobitkę Ubiparipa z linni bramkowej wybił głową Bartłomiej Konieczny. W 12. minucie powinno być 1:0 dla „Kolejorza”. Piłkę w polu karnym otrzymał Jakub Wilk, który mocno uderzył na bramkę. Golkiper Bielszczan interweniował, jednak na tyle dziwnie, że i tak zmierzała do bramki. Dopiero poprawka interwencji uratowałą „Górali” przed utratą gola. Gdy wydawało się, że Lech tylko wyczekuje akcji, po której obejmie prowadzenie, szybką akcję lewą stroną przeprowadzili piłkarze trenera Kasperczyka. Z lewej strony dograł Maciej Rogalski, Tomasz Górkiewicz przedłużył piłkę do Damiana Chmiela, a ten skierował ją do siatki. Po straconym golu Lech rzucił się do odrabiania strat, jednak kolejne ataki Murawskiego, Wilka i Ślusarskiego nie przyniosły gościom gola. Blisko podwyższenia rezultatu byli natomiast gospodarze. W 35. Minucie piłka po uderzeniu Patejuka z rzutu rożnego minimalnie minęła słupek bramki Kotorowskiego, a 4 minuty później napastnik bielszczan uderzył nieczysto i popularny „Kotor” uratował swój zespół przed stratą drugiej bramki. Do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Po przerwie trener Bakero nie miał na co czekać i wpuścił na plac gry Rudnevsa i Stilica. Choć gra Lecha zaczęła się bardziej "układać" gola zdobyli gospodarze. W 57. minucie Robert Kasperczyk w miejsce Krzysztofa Zaremby wpuścił Piotra Malinowskiego, który już minutę póżniej, po kapitalnym dograniu Damiana Chmiela minął Mauela Arboledę i pokonał Krzysztofa Kotorowskiego. Stadion w Bielsku oszalał a piłkarze... chyba poczuli, że są już w Bydgoszczy. Niestety dla bielskich kibiców Lech to nadal Mistrz Polski i pokazał to w ostatnim kwadransie gry. W 75. minucie "Górale" wykonywali rzut rożny. Po interwencji obrońców piłkę na własnej połowie przyjął Krivets i ruszył na bramkę Podbeskidzia. Minął Komana, przebiegł pół boiska i dograł do niepilnowanego Stilica, któremu nie pozostało nic innego jak zdobyć kontaktowego gola. Niespełna 2 minuty póżniej było już 2:2. W zamieszaniu w polu karnym Podbeskidzia najwięcej przytomności zachował Rudnevs, który pokonał Zajaca i uciszył 4000 kibiców bielskiego klubu. W końcówce "Górale" próbowali jeszcze odmienić losy spotkania, jednak podcięte skrzydła i mylący się sędzia główny nie ułatwiali zadania. W ostatnich minutach spotkania, po akcji Adama Cieślińskiego, jeden z lechitów wybił piłkę na rzut rożny. Sędzia jednak nakazał grać od bramki, co wściekły napastnik "Górali" szybko skomentował. Arbiter bez wahania sięgnął po żółtą kartkę, która "zagotowała" Cieślińskiego na tyle, że w miejsce słów w ruch poszły gesty, a te skończyły się drugą żółtą, a w efekcie czerwoną kartką.
Lech wykorzstał załamanie Podbeskidzia i w ostatniej minucie przeprowadził piękną akcję na 3:2. Piłkę do brami skierował Rudnevs, a "Górale" po raz pierwszy w obecnym sezonie zeszli z murawy Stadionu Miejskiego pokonani.
Rozżalenia po meczu nie ukrywał Bartłomiej Konieczny - Bramka na 1:2 zadecydowała (...) prowadzimy 2:0 mecz, którego nie można przegrać. Przegrywamy 3:2 w ciągu 17 minut. Ciężko to wytłumaczyć.
Dumny ze swoich zawodników był natomiast trener Kasperczyk - udowodniliśmy, że w Ekstraklasie chcemy nie tylko być, ale grać i bić się z najlepszymi. Dziś, przy stanie 2:0, mieliśmy już chyba w podświadomości finał w Bydgoszczy. Nie wzięliśmy do końca pod uwagę, że gramy z takim rywalem jakim jest Lech Poznań, który po bramce na 1:2 uwierzył, że może to spotkanie wygrać. Nie mam pretensji do moich zawodników. Jestem z nich dumny za to co zrobili w tej edycji Pucharu Polski.
Nie da się ukryć, że wczorajsze spotkanie bardziej przegrało Podbeskidzie niż wygrał Lech. Trzeba jednak oddać Poznaniakom, że potrafili podbić "Bielską Twierdzę" i to oni zagrają 3 maja w finale w Bydgoszczy. Brawa należą się obu ekipom, bo mecz w Bielsku-Białej był fantastycznym spotkaniem.
Podbeskidzie Bielsko-Biała 2-3 Lech Poznań
Damian Chmiel 25, Piotr Malinowski 58 - Semir Štilić 73, Artjoms Rudņevs 75, 90
Podbeskidzie: Richard Zajac - Sławomir Cienciała, Jacek Broniewicz, Bartłomiej Konieczny, Tomasz Górkiewicz - Dariusz Łatka, Piotr Koman, Damian Chmiel (79, Adam Cieśliński), Maciej Rogalski - Krzysztof Zaremba (57, Piotr Malinowski), Sylwester Patejuk (64, Róbert Demjan).
Lech: Krzysztof Kotorowski - Marcin Kikut (46, Semir Štilić), Bartosz Bosacki, Manuel Arboleda, Luis Henríquez - Vojo Ubiparip (63, Jacek Kiełb), Dimitrije Injac, Rafał Murawski, Siergiej Kriwiec, Jakub Wilk - Bartosz Ślusarski (46, Artjoms Rudņevs).
żółte kartki: Patejuk, Konieczny, Cienciała, Cieśliński - Arboleda, Kriwiec.
czerwona kartka: Adam Cieśliński (90. minuta, Podbeskidzie, za drugą żółtą).
sędziował: Włodzimierz Bartos (Łódź).
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.