Puchar Polski | 2009-05-17 21:08:43 | Nadesłał: Dawid Ćmielewski | Źrodlo: ASInfo
- Do Chorzowa jedziemy zdobyć Remes Puchar Polski, powalczyć, aczkolwiek
doceniamy Ruch, bo po zmianie trenera jeszcze nie przegrał, a taki stan rzeczy również o czymś świadczy. Najwyższa pora to zmienić. Nie będzie to łatwe, jednak nie jest też niemożliwe - mówił przed wtorkowym meczem finałowym Remes Pucharu Polski Sławomir Peszko, pomocnik poznańskiego Lecha.
We wtorek w Chorzowie Pan i koledzy walczyć będziecie o Remes Puchar Polski. Sławomir Peszko zna smak zwycięstwa w tych rozgrywkach, więc teoretycznie we wtorek powinien "matkować" kolegom na boisku?
- Oczywiście, znam smak zwycięstwa w finale Pucharu Polski, bo jakiś czas temu wywalczyłem go z kolegami z Wisły Płock. Matkować jednak nie zamierzam, przecież Lech też nie tak dawno zdobywał to trofeum. Jest w obecnym składzie kilku chłopaków, którzy to pamiętają, wiedzą, jaki to jest sukces, radość dla fanów. Do Chorzowa jedziemy zdobyć Remes Puchar Polski, powalczyć, aczkolwiek doceniamy Ruch, bo po zmianie trenera jeszcze nie przegrał, a taki stan rzeczy również o czymś świadczy. Najwyższa pora to zmienić. Nie będzie to łatwe, jednak nie jest też niemożliwe.
Co cenniejsze dla Sławomira Peszko - Remes Puchar Polski czy mistrzostwo Polski?
- Zdecydowanie "majster", bo tego jeszcze w życiu nie osiągnąłem, o takim sukcesie marzy każdy piłkarz. Poza tym mistrzostwo pokazuje siłę i charakter zespołu. Nie mówi się w przypadku tytułu o przypadku. Trzeba grać równo wszystkie mecze, nie przegrywać. U nas było z tym w całym sezonie bardzo różnie. Mało przegrywaliśmy, mało wygrywaliśmy, a mimo tego jesteśmy w grze, a to jest najważniejsze. Ja osobiście finał Remes Puchau Polski, czy jego ewentualne wywalczenie traktuję jako taki "mały finał" dopiero.
Ostatnia ligowa wygrana chyba dobrze na was wpłynie przed spotkaniem w Chorzowie?
- Na pewno trochę tak, aczkolwiek było widać w meczu z Gdańskiem zbyt dużą nerwowość. Chcieliśmy szybko bramkę strzelić, marnowaliśmy sytuacje, nie wychodziło nic w pewnym momencie. Im bliżej było końca, tym większa nerwówka. Na szczęście wierzyliśmy do końca i szczęście się do nas uśmiechnęło, bo udało się strzelić upragnioną przez wszystkich bramkę. Potem zeszło z nas ciśnienie, obroniliśmy wynik i wygraliśmy. A dwa zwycięstwa, nieważne w jakim stylu i okolicznościach, z pewnością nas bardzo cieszą.
Mimo wszystko nabiegaliście się nieźle w meczu z Lechią.
- Tak, ale to też ze swojej winy, bo już na początku, gdyby Rengifo wykorzystał okazję, mogło być zupełnie inaczej. Ostatecznie było, jak było, ważne są trzy punkty, a przede wszystkim fakt, że w końcu nie powtórzył się scenariusz poprzednich naszych pojedynków w Poznaniu.
A jak reagujecie na takie informacje, głosy, że Remes Puchar Polski jest już wam jakby z góry przypisany?
- Nie przyjmujemy się tym, nie zwracamy na to uwagi. Patrzymy przede wszystkim na siebie, robimy to, co zawsze powtarza nam w kółko trener. Jedziemy na Śląsk z pokorą, dużym dystansem do tego, co się ostatnio mówi i pisze w gazetach.
Chorzowianie mają jednak na was jakiś patent chyba, bo w konfrontacjach z wami wywalczyli aż cztery punkty.
- Takie rzeczy nas właśnie bolą, takie straty punktów. Nie tylko z chorzowianami, bo z Arką Gdynia też tak było. Gdynianie na nas zdobyli chyba też cztery punkty, a teraz widzimy w jakiej są sytuacji, niestety. Z Ruchem były więc w tym sezonie porażka, remis, a więc może teraz czas wreszcie na wygraną.
Czyli żądza rewanżu gdzieś w was głęboko siedzi?
- Oczywiście, że tak. Zwłaszcza, że gospodarzom na Stadionie Śląskim nie idzie już tak dobrze, jak na obiekcie przy Cichej. Spokojnie, zobaczymy, jak będzie.
Sławomir Peszko po Puchar Polski sięgał, grając dwumecz, teraz o tym trofeum zadecyduje jedno spotkanie. Lepiej tak jest czy gorzej?
- Teraz jest lepiej. Nie ma kalkulacji. Zagrasz dobrze, to wygrasz, nie, to rywal będzie lepszy. W tamtym systemie można było robić kalkulacje, nawet jak pierwszy mecz nie wyszedł, to szansa była w drugim to odrobić. Teraz tego nie ma, decyduje dyspozycja dnia któreś z ekip.
Puchar Polski wywalczony w Płocku to dla Pana największe osiągnięcie?
- Tak, poza tymi meczami granymi już tutaj w Pucharze UEFA czy w drodze do fazy grupowej, to tak. W Płocku jednak mam na koncie sukces niepełny, bo nie byłem tak wiodącym graczem wówczas, a w samym finale nie zagrałem, bo miałem wtedy kontuzje, więc we wtorek będę miał możliwość po raz pierwszy w nim wystąpić.
Jakiej gry ze strony chorzowian się spodziewacie?
- Spodziewam się, że od razu na nas nie ruszą, nie odkryją się. Raczej, moim zdaniem, będą cierpliwie konstruować zaczepne akcje w oczekiwaniu na jakąś dogodną okazję, możliwość kontry.
Czujecie presję przed tym meczem?
- Presja jest zawsze, ale jest to element naszej pracy, przyzwyczailiśmy się już do niej. Poza tym nie możemy się nikogo bać, nie popadajmy w jakieś paranoje, żeby nie wiadomo jak bać się chorzowian. Jedziemy zagrać swoje, powalczyć, wygrać.
A opcja - dogrywka i karne wchodzi w grę?
- Wszystko jest możliwe w sporcie. Fajnie by nawet było wygrać w karnych. Większe emocje, dramaturgia, ale też sporo nerwów oraz ubytku sił. A siły trzeba oszczędzać, zwłaszcza, że po finale pucharu mamy ciężki mecz z Polonią Warszawa.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.