Najnowsze newsy

Piłka Nożna » Ligi polskie » II liga zachodnia

II liga zachodnia | 2011-07-24 00:44:35 | Nadesłał: Michał Sobczak | Źrodlo: inf. własna

Drugoligowy falstart Calisii

Fot. Michał Sobczak

Piłkarze KP Calisia Kalisz zaczęli swoją przygodę z II ligą od porażki. W sobotę na boisku w Jarocinie wystąpili jako gospodarz, ale podejmowali miejscowego Jarotę Hotel, przegrywając 1:2. Decydujący gol padł w doliczonym czasie gry w dość kontrowersyjnych okolicznościach. - Byliśmy lepsi, nie zasłużyliśmy na porażkę - uważa trener kaliszan Grzegorz Dziubek.

Jeszcze na piątkowym treningu kaliski szkoleniowiec zapowiadał, iż jego podopieczni nie powinni mieć problemów z ograniem sobotniego rywala, a zwycięstwo będzie pierwszym krokiem w walce o awans. Boisko zweryfikowało zamiary kaliskiej drużyny. Formalnie goście tego meczu, czyli jarocinianie, mogli objąć prowadzenie już po kilkudziesięciu sekundach i choć Krzysztof Bartoszak trafił do siatki, to uczynił to z pozycji spalonej. Po kaliskich zawodnikach widać było tremę właściwą dla beniaminka, lecz nie przeszkodziło im to w konstruowaniu ofensywnych wypadów. Skuteczności brakowało jednak, m.in. Maciejowi Sowińskiemu i Krzysztofowi Gościniakowi. Na minimalnie niecelny strzał Krzysztofa Czabańskiego z 17. min odpowiedział Marcel Kotwica, który cztery minuty później przymierzył z dystansu, ale piłka po drodze odbiła się od jednego z graczy Calisii. W 24. min gospodarze tego pojedynku powinni otworzyć wynik, gdy w kontrataku Błażej Ciesielski wyłożył futbolówkę Gościniakowi, a ten fatalnie skiksował z kilku metrów. Ta sytuacja zemściła się na podopiecznych Grzegorza Dziubka niespełna 60 sekund później. Damian Pawlak dośrodkował z lewej strony na dalszy słupek do Huberta Oczkowskiego, który zgrał piłkę w okolice pola bramkowego, gdzie niefortunnie interweniował Damian Czech, pakując ją do własnej siatki. Po trzech minutach na indywidualną akcję zdecydował się Szymon Matuszewski, uderzając zza pola karnego nad poprzeczką. Były gracz Jaroty nie miał łatwego życia w tym spotkaniu, bowiem niemal każdy jego kontakt z piłką spotykał się z ironicznymi docinkami ze strony jarocińskich kibiców. Tak było chociażby w 40. min, gdy po dograniu Czecha z prawej strony kaliski skrzydłowy nie ucelował czysto w futbolówkę, marnując dogodną sytuację.

Drugą połowę kaliszanie zaczęli bardzo ofensywnie i już w 46. min strzał oddał Gościniak. W 55. min z dobrej strony pokazał się Mateusz Świergiel, który z lewej strony ograł dwóch graczy i dograł na długi słupek, gdzie Matuszewski w ostatniej chwili został zablokowany. Dwie minuty później skontrowali podopieczni Czesława Owczarka. Po dograniu Patryka Cierniewskiego z kilkunastu metrów huknął Mateusz Śliwa, tuż obok spojenia słupka z poprzeczką. W 59. min znów dał o sobie znać Matuszewski, jednak i tym razem nie potrafił pokonać Brzostowskiego, uderzając z rzutu wolnego z ostrego kąta wprost w golkipera Jaroty. Kaliszanie, którym nie można było odmówić woli walki, zostali nagrodzeni za swój upór w 62. min. Marcel Kotwica wypatrzył Błażeja Ciesielskiego, a ten zrobił to, co do niego należało. Król strzelców ubiegłego sezonu III ligi przechytrzył doświadczonego Piotra Garbarka i w sytuacji sam na sam nie dał żadnych szans Dariuszowi Brzostowskiemu. Po 120 sekundach groźnie zrobiło się pod bramką Ludwikowskiego, lecz Bartoszak chybił w sytuacji sam na sam. W kolejnych minutach częściej w posiadaniu piłki byli piłkarze Calisii i oni też stwarzali bramkowe okazje. Źle ustawione celowniki mieli jednak Matuszewski oraz Grzegorz Dziubek, który chcąc pomóc swoim podopiecznym na ostatni kwadrans zastąpił Świergiela. W ostatnich fragmentach gospodarze oddali inicjatywę Jarocie i zupełnie niepotrzebnie dopuszczali rywali pod własne pole karne. Nieszczęście kaliszan zaczęło się w pierwszej minucie doliczonego czasu gry, gdy sędzia zarządził rzut rożny dla jarocinian, gdy jego zdaniem Ludwikowski nie zdołał utrzymać piłki w obrębie boiska. Po wrzutce Cierniewskiego głową zgrał Garbarek, a do siatki trafił Bartosz Kieliba. Obrońca Jaroty ułatwił sobie pozycję, odpychając wcześniej Czecha, ale arbiter nie dopatrzył się przewinienia. Kaliszanie impulsywnie protestowali, posypały się żółte kartki, ale gol został uznany i to jarocinianie mogli cieszyć się z udanego początku sezonu.

Trenerski dwugłos
Grzegorz Dziubek
(trener KP Calisia): Już po kwadransie mogliśmy prowadzić nawet 3:0. Tymczasem sami strzeliliśmy sobie gola i zaczęła się nerwówka. Byliśmy zespołem dominującym. Co prawda były momenty, że Jarota tworzyła sytuacje, ale to my prowadziliśmy grę. To, co zrobił sędzia, w głowie się nie mieści. Myślałem, że w II lidze sędziowie nie popełniają tak kardynalnych błędów, jak się to zdarza w III czy IV. Jeśli arbiter nie widzi takiego faulu, jak przy drugim straconym golu, to trudno to komentować. Tego nie widzieli chyba tylko kibice Jaroty, bo wszyscy inni musieli to zauważyć. Po tej sytuacji było po meczu. Nie zasłużyliśmy na porażkę, nie powinniśmy przegrać.
Czesław Owczarek (trener Jaroty): Pierwsze spotkania w sezonie zawsze są wielką niewiadomą. Mecz był brzydki, jak na warunki drugoligowe, dominował chaos na boisku. Liczą się jednak trzy punkty. Były fragmenty, w których przeważała Calisia, ale wynikało to głównie z naszego braku świeżości i zgrania.

***

KP Calisia Kalisz - Jarota Hotel Jarocin 1:2 (0:1)
Bramki:
0:1 Damian Czech 25. min (sam), 1:1 Błażej Ciesielski 62. min, 1:2 Bartosz Kieliba 90+1. min

Calisia: Ludwikowski - Matuszewski, Czech, Wiącek, Bzdęga (67. Kupczyk) - Sowiński, Kotwica, Gościniak, Migawa (60. Lis), Świergiel (75. Dziubek) - Ciesielski

Jarota: Brzostowski - Oczkowski, Kieliba, Garbarek, Śliwa - Czabański, Danielak (83. Tomkowiak), Pawlak (64. Kamiński), Grobelny, Cierniewski (90+4. Skowron) - Bartoszak (78. Owczarek)

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane