Najnowsze newsy

Żużel » Wywiady

Wywiady | 2012-11-25 13:37:23 | Nadesłał: Daria Kawczyńska | Źrodlo: inf. własna

7 pytań do... Mirosława Jabłońskiego

Mirosław Jabłoński niedawno przedłużył kontrakt z Włókniarzem Częstochowa. Co myśli o swoim poprzednim sezonie, jak ocenia współpracę z klubem, a także, jakie cele stawia sobie na przyszłość?

1.Wróćmy na chwilę do zakończonego niedawno sezonu. Jak ocenia Pan swoją postawę?

- To był rok dużych zmian i nadziei, ale też zmiany poziomu, na jakim zacząłem startować. Wcześniej w E-lidze jeździłem tylko w Gdańsku. Przechodząc do Włókniarza, przyszedłem
z nadziejami występów co mecz i prawie mi się to udało. Czasami na dobrym, czasami na gorszym poziomie. Chociaż zdarzały się wpadki, uważam, że z mojego pierwszego sezonu w ekstraligowej drużynie Włókniarza, nie mogę być niezadowolony. Myślę, że również działacze mogą być usatysfakcjonowani z moich wyników, bo chyba nikt nie liczył na to, że będę liderem i, że co mecz będę zdobywał ponad dziesięć punktów.
Zapłaciłem jednak frycowe na torach, na których dawno nie jeździłem, których nie pamiętam, które musiałem rozszyfrowywać od nowa. Sądzę, że to zaprocentuje w przyszłym roku, bo już wiem, jakiego sprzętu mogę użyć, lub też nie, na danym owalu.
Teraz z perspektywy czasu trochę żałuję, że po meczu w Rzeszowie, kiedy upadłem i to dość groźnie, nie zrobiłem sobie przerwy od żużla. Uparłem się, że pojadę, a później niestety dwa mecze z Zieloną Górą zawaliłem. Jechałem bardzo poobijany i nie wyszło mi to na dobre. Takie rzeczy nie dostają się czasami do opinii publicznej, ale teraz wiem, że powinienem odpocząć, bo z trudem się wtedy ruszałem.
Indywidualnie, uważam ten sezon za bardzo udany. Od dawien dawna nie stratowałem
w eliminacjach Indywidualnych Mistrzostw Polski czy Złotego Kasku, bo nie było na to środków, a takie imprezy są bardzo kosztowne. W tym roku mogłem się dobrze przygotować się do tych zawodów, wystartowałem więc w eliminacjach i dotarłem do wszystkich finałów,
w których chciałem wystąpić. W obu zająłem dopiero 12. miejsce, ale samo do nich przebrnięcie przez sito eliminacji w Polsce uważam za sukces. Gdyby nie drobne pomyłki w finale, mogłoby być o wiele lepiej.


2. Wielokrotnie chwalił Pan klub z Częstochowy, zmiana barw klubowych chyba wyszła na dobre… Jak współpracowało się Panu z działaczami spod Jasnej Góry?

- Uważam, że Włókniarz to bardzo profesjonalny klub, z najwyższej półki. Współpraca
z działaczami układała mi się bardzo dobrze, czego dowodem jest szybkie porozumienie
i decyzja o pozostaniu we Włókniarzu na przyszły sezon. Pragnę serdecznie podziękować włodarzom częstochowskiego ekstaligowca za cały miniony rok, wzajemne zaufanie
i profesjonalne podejście do współpracy.


3. Po sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej, nasuwa się takie pytanie: I liga czy Ekstraliga?

- Zdecydowanie Ekstraliga, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że żeby utrzymywać poziom, trzeba jeździć z najlepszymi. W tym roku pokazałem się z dobrej strony i wiem, że
w przyszłym roku stać mnie będzie na lepsze wyniki. Nie będę tutaj obiecywał gruszek na wierzbie, ale wierzę, że stać mnie na to, żeby ustabilizować formę i, żeby nie przytrafiały mi się wpadki.


4. Nie mogę pominąć kwestii nowej drużyny w ENEA Ekstralidze. Już za kilka miesięcy zespół Włókniarza stanie w szranki ze Startem Gniezno…

- Start Gniezno jest moim macierzystym klubem. To w czerwono-czarnych barwach jeździłem przez znaczną część mojej kariery. Znam gnieźnieński tor „od podszewki” i doskonale się na nim czuję. Ale w sezonie 2013 na stadionie przy ul. Wrzesińskiej 25 wystąpię jako gość, zawodnik częstochowskiego Włókniarza. Cieszę się, że Start po trzynastu latach awansował do Ekstraligi. Gratuluję moim kolegom tego historycznego sukcesu. Myślę, że gdy
w przyszłym sezonie spotkamy się na gnieźnieńskim owalu, będzie to dla mnie wyjątkowy mecz, ponieważ po raz pierwszy od dawna wystąpię w Gnieźnie, jako żużlowiec drużyny przeciwnej.
W minionym sezonie nie miałem przyjemności startować w pierwszej stolicy Polski,
a wiadomo, że na prezentacji najlepiej słychać, czy jest się lubianym przez miejscowych kibiców czy też nie, czy są gwizdy, czy brawa. Sądzę, że za rok będzie pół na pół, bo jak to w życiu bywa, jeżeli ma się swoich zwolenników, to ma też się przeciwników. Szczerze mówiąc, jako zawodnik spotykam się tylko i wyłącznie z pozytywnym odbiorem. Spora grupa kibiców mówi mi, że chętnie by mnie widziało w gnieźnieńskim składzie, że jednak inaczej dopinguje się drużynę, w której jeżdżą wychowankowie. Nie zwykłem nikomu odmówić rozmowy, chętnie odpowiadam na każde pytanie. Ale taki jest sport, takie są czasy, że kluby dobierają sobie zawodników według swojego wzoru, a zawodnicy, nie oszukujmy się, jeżdżą tam, gdzie ich chcą, gdzie czują się dobrze i nie ukrywajmy, gdzie mogą też zarobić pieniądze.


5. Rozważał Pan zmianę przynależności klubowej w sezonie 2013?

- W miniony czwartek przedłużyłem kontrakt z częstochowskim Włókniarzem. Był on dla mnie priorytetem. Pojawiały się oczywiście się luźne zapytania odnośnie mojej osoby
z innych klubów, ale na pierwszym miejscu po tym sezonie stał właśnie Włókniarz. Nie widziałem sensu, aby poszukiwać pracodawcy gdzieś indziej. Bardzo dobrze współpracowało nam się w sezonie 2012, więc negocjacje z włodarzami klubu przebiegły bardzo szybko. Na moją decyzję wpłynęła chęć jazdy i rywalizacji w Ekstralidze. Z działaczami Włókniarza doszliśmy do porozumienia w krótkim czasie i bez wahania zdecydowałem się przedłużyć umowę. Mam nadzieję, że dzięki startom w teamie spod Jasnej Góry będę mógł się rozwijać.


6. Jakie są Pana cele na przyszły sezon? Przygotowania już rozpoczęte?

- Indywidualnie, na pewno chciałbym poprawić wszystkie wyniki z tego roku. Dotarłem w tym sezonie do finałów, ale miejsca, które w nich zająłem, nie były w pełni satysfakcjonujące. Jeżeli poprawię się o kilka pozycji, to będzie ekstra. W Ekstralidze chciałbym zdobywać po 6-7 punktów co mecz. Wolę regularne zdobycze, niż komplet w jednym meczu, a w drugim 0 czy 1 punkt. To chcę wyeliminować. Pragnę doprowadzić do tego, by działacze i kibice uważali mnie za pewny punkt drużyny, na którym można polegać. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć tę minimalną poprzeczkę, którą sobie postawiłem.
Przygotowania już powoli zacząłem. Chcę zgubić parę kilo, a żeby uniknąć problemów zdrowotnych czy efektu jojo, najlepiej jest robić to na długiej przestrzeni czasu. Najważniejszym etapem moich przygotowań jest hokej na lodzie. Od połowy października gram w PTH Poznań. Treningi mamy 2-3 razy w tygodniu i to jest dla mnie najlepsze przygotowanie kondycyjne. Dopóki pogoda na to pozwala, 2-3 razy w tygodniu jeżdżę na motocrossie, żeby mieć jak najkrótszy okres bez czucia motocykla. Do tego dochodzą: basen i bieganie. Kondycja jest jednym z ważniejszych czynników, bo bez niej nie da się wytrzymać trudów całego sezonu. Na pełne obroty moich przygotowań wejdę od grudnia.
Jeżeli chodzi o sprzęt, wszystko, że tak powiem idzie już w odstawkę. Znalazłem kupców na „stare” motocykle, czyli te jednosezonowe i na nowy sezon zakupię nowe. Najlepsze silniki z minionego sezonu wyremontuję i zostawię, ale nie ukrywam, że będę chciał się dosprzętowić i to bardzo. Postanowiłem zdecydować się na zakup silników z dwóch nowych źródeł, prawdopodobnie czterech sztuk. Miejmy nadzieję, że będę miał ten komfort przed sezonem, że wybiorę trzy, cztery najlepsze ze wszystkich, na których będę bazował. Przekonałem się ostatnio, że żonglowanie silnikami nie wychodzi na dobre. Po każdym meczu spisywałem uwagi na ten temat, które przeanalizowałem po sezonie. Wyciągnąłem konkretne wnioski, co robić, żeby było tylko i wyłącznie lepiej w przyszłym roku.


7. Chciałby Pan przekazać jakieś słowa kibicom?

- Zmieniając barwy klubowe na początku minionego sezonu, miałem o tyle łatwiej, że dobrze pokazałem się w Częstochowie w meczu barażowym z roku 2011. Kibice wiedzieli więc, że nie odpuszczam, że walczę do końca. Tak samo oni do końca wierzyli w nas, w żużlowców częstochowskiego Włókniarza, przez cały rok 2012. Nawet gdy mieliśmy gorsze momenty, dopingowali nas. Jednym z fajniejszych momentów, jaki wspominam, jest ten, kiedy na pierwszym meczu była ze mną moja rodzina i mój syn zapytał: „Tata, a dlaczego oni cały mecz krzyczeli?”. Na Włókniarzu był taki doping, że głowa mała. Cały czas krzyczenie, skandowanie, dopingowanie... - coś wspaniałego. Gdy dopinguje Cię tyle osób, tyle gardeł krzyczy, to włosy stają dęba, ciarki przechodzą po plecach i chce się wygrywać, chce się dawać z siebie wszystko dla tych kibiców. Częstochowscy fani speedway’a stoją murem za klubem i jego zawodnikami. Trzeba przyznać, że Częstochowa ma jednych
z najlepszych kibiców w Polsce. Pragnę serdecznie podziękować im za to wsparcie. Mam nadzieję, że w sezonie 2013 będę miał okazję odwdzięczyć się im jak najlepszą jazdą.

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane