Speedway Ekstraliga | 2012-07-17 22:42:48 | Nadesłał: Konrad Cinkowski | Źrodlo: inf. własna
Niedzielny pojedynek Stelmet Falubazu Zielona Góra z Lotosem Wybrzeże Gdańsk był debiutem w rozgrywkach ligowych dla Remigiusza Perzyńskiego. Remik dostał szansę od trenera Dobruckiego ze względu na kontuzje Patryka Dudka i Kacpra Rogowskiego. Chociaż w ligowym meczu punktów nie zdobył, zaprezentował się z dobrej strony.
Perzyński miał okazję już w swoim pierwszym wyścigu zdobyć punkt. Młody żużlowiec klubu spod znaku Myszki Miki na dystansie wyprzedził Marcela Szymko. Niestety w dojechaniu do mety przeszkodził defekt motocykla[/b]. Wychowanek Andrzeja Huszczy, nie ukrywa że do tych zawodów podszedł na totalnym luzie - Nie było stresu. Jakoś udało mi się go powstrzymać. Podszedłem na totalnym luzie do tych zawodów, jak do treningu. Nie myślałem o tym z kim jadę, o co jadę. Po prostu skupiłem się na tym, co mam zrobić. I chyba się udało. W pierwszym biegu było bardzo dobrze. Prowadziliśmy 4:2. Niestety awarii uległo sprzęgło, na trasie zacząłem jechać coraz wolniej i wolniej, wyprzedził mnie kolega z przeciwnej drużyny, a motocykl zdefektował - powiedział Perzyński na łamach portalu sport.zgora.pl.
W niedzielę żużlowiec miał okazję na własnej skórze przekonać się jak wygląda cała otoczka w meczach Enea Ekstraligi, gdyż dotychczas oglądał mecze z wysokości trybun. - Na pewno mecz ligowy jest to inne przeżycie niż na zawodach młodzieżowych. Kibice na prezentacji dodają otuchy. Było inaczej, ale w porządku. Po biegu trener pytał co stało się z motocyklem. Powiedział, że nie było źle. Wiadomo, że zawsze może być lepiej. Ale dodał otuchy - dodał Remik.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.