Speedway Ekstraliga | 2012-07-15 11:49:04 | Nadesłał: Konrad Cinkowski | Źrodlo: falubaz.com/Tylko Falubaz
Wczoraj ukazał się nowy numer nieregularnika Tylko Falubaz. W nim znajdziecie m.in. obszerną rozmowę z Andreasem Jonssonem, aktualnym liderem drużyny. Dziś jej kolejna część. AJ opowiada o swoim synu, chorobach oraz mecz z Wybrzeżem.
http://przegladligowy.com/zuzel/ligi-polskie/speedway-ekstraliga/news,40264,andreas-jonsson-przyciaga-mnie-mozliwosc-sportowego-rozwoju - Pierwsza część rozmowy z Andreasem Jonssonem.
Cztery lata temu w sierpniu urodził się Twój syn Vincent. Chciałbyś, żeby też został żużlowcem?
– Vincenta już ciągnie do sportów motorowych! Niedawno miał swoją pierwszą jazdę na mini-motocrossie, pokonał na małym motocyklu kilka okrążeń toru! Wszyscy byliśmy pod wielkim wrażeniem swobody, z jaką taki malec potrafi jeździć na motorze. Szczerze mówiąc, jako ojciec Vincenta nie za bardzo bym chciał, aby poszedł w moje ślady… Chodzi mi oczywiście o bezpieczeństwo. Wszyscy wiemy, jak bardzo speedway potrafi być niebezpieczny. Gdy Vincent dorośnie, będzie miał jednak wolną rękę i sam podejmie decyzję, czy chce spróbować swoim sił na żużlu. Jeżeli tak postanowi, będę go wspierał na każdym kroku.
W tym roku w cyklu GP z pewnością wyróżnia Cię kevlar i stylizacja na „Lighting McQueena". To świadomy zabieg?
– Od początku sezonu dość często jestem pytany o nową, czerwoną kolorystykę teamu AJ Racing. Co chwilę słyszę jednak z różnych źródeł historie, skąd taki, a nie inny design oraz kolory… Żeby uciąć wszelkie spekulacje, opowiem, jak było naprawdę. Ostatniej zimy spędziliśmy z moim menedżerem Dawidem i Błażejem Kępką z KW Speedway Products bardzo pracowity weekend projektując kevlar i stylistykę teamu na nowy sezon. Pomysłów było wiele, ale ostatecznie zdecydowaliśmy na czerwień z żółtymi elementami. Z czasem zorientowaliśmy się, że nowa stylizacja przypomina kolorystyką słynnego bohatera bajki „Auta” – Zygzaga McQueena. Nie było to zamierzone, ale bardzo uszczęśliwiło mojego syna i wielu innych, najmłodszych fanów speedway’a.
Skuter wodny to relaks? A może przyszła sportowa alternatywa po zakończeniu kariery żużlowej?
– To jedna z moich ulubionych form relaksu w wolnych chwilach. Uwielbiam odpoczywać uprawiając inne dyscypliny sportu – szczególnie te, w których jest element rywalizacji! Nieważne, czy to skuter wodny, czy motocross. Zawsze, gdy dosiadam czegoś z silnikiem, wstępuje we mnie duch walki! Przekonał się o tym Dawid, kiedy wybrał pościągać się ze mną na torze gokartowym i wrócił do domu z obitymi żebrami, bo wydawało mu się, że może ze mną wygrać... Do dziś mi to wypomina, choć po sezonie obiecał rewanż. Skutery to świetna, lecz wymagająca fizycznie zabawa. Jeżeli tylko pogoda dopisuje i czas mi pozwala, chętnie wystawiam skuter z garażu i idę poszaleć na wodzie. Poza tym fajnie dla odmiany pościągać się czasami na czymś, co w przypadku błędu nie wiąże się od razu z uderzeniem w twarde podłoże i bolesnym urazem.
Może właśnie od szaleństw na skuterze wodnym wynikają Twoje przewlekłe problemy z zatokami?
– Zatoki były dla mnie naprawdę sporym problemem w zeszłym roku. W tym sezonie na szczęście nie są już one aż tak poważną dolegliwością. Wszystko zaczęło się podczas jednego z wielu ubiegłorocznych przelotów na zawody, kiedy podczas lądowania poczułem potworny ból w górnej części przegrody nosowej. Niestety, ciągłe podróże samolotem nie sprzyjają leczeniu takich problemów zdrowotnych. Od zeszłego roku jestem pod stałą kontrolą świetnego lekarza dr. Cezarego Rybackiego z Bydgoszczy. Wszyscy, którzy również cierpieli z powodu zatok, wiedzą, jak ciężko jest zupełnie pozbyć się tej dolegliwości. Wierzę, że pewnego dnia mój organizm poradzi sobie definitywnie z zapaleniem zatok.
Czy to prawda, że jesteś „pracusiem” nie tylko na torze, ale i przy domowych zajęciach?
– Musiałabyś się o spytać Fridy – mojej narzeczonej. Prawdą jest, że nigdy nie uciekałem od prac domowych. Od dziecka uczyłem się samodzielności, ponieważ moi rodzicie ciężko i długo pracowali, a ja musiałem radzić sobie sam w domu. Przyzwyczaiłem się do prac i obowiązków domowych. Część z nich – jak na przykład gotowanie – sprawia mi naprawdę frajdę! Szczególnie, gdy uda mi się przygotować wyśmienity obiad, a kuchnia czy łazienka w domu lśnią jak w reklamie telewizyjnej!
W Twoim teamie są: dobrzy mechanicy, prywatny tuner, menedżer. Czego w takim razie brakuje Ci, abyś został mistrzem świata?
– Czasami to kwestia szczęścia, a czasami detali, które decydują o tym, czy przyjedziesz do mety pierwszy lub ostatni… Ciężko odpowiedzieć jednoznacznie. Gdybym znał odpowiedź, już byłbym Mistrzem Świata! Wiele czynników składa na końcowy sukces w danych zawodach. Na pewno niczego mi nie brakuje, jeśli chodzi o mój team. Przed każdymi zawodami i w ich trakcie, czuję silne wsparcie mojego zespołu. W tym sezonie w naszej ekipie naprawdę wszystko świetnie się układa i każdy bardzo stara się, aby końcowy rezultat był zawsze jak najlepszy. Czasami jednak ja mogę mieć słabszy dzień, czy też po prostu pojechać niewystarczająco dobrze w kilku wyścigach – obrać złą ścieżkę na torze lub o ułamek sekundy spóźnić start. Czasami mimo usilnych starań całego teamu nie możemy po prostu znaleźć idealnych ustawień na daną nawierzchnię toru. Kwestia osiągania lepszych rezultatów w Speedway Grand Prix w tym sezonie nie zależy w moim przypadku od składu teamu AJ Racing – ten jest idealny – ale właśnie od różnorakich kwestii technicznych i odrobiny więcej szczęścia w niektórych biegach. Mam jednak nadzieję, że jeżeli nie w tym, to w jednym z kolejnych sezonów uda mi się sięgnąć po mistrzowski tytuł. I wierzę, że osiągniemy to wspólnie z Carlem, Dawidem, Mirkiem oraz Darkiem.
W tym roku paru zawodników przesiadło się na silniki offset. Ty tego nie zrobiłeś, dlaczego? Nie pasują Ci te silniki?
– W przeszłości bardzo lubiłem eksperymentować z nowinkami sprzętowymi. Zawsze chciałem być pierwszy i inwestowałem, czasami dość pochopnie, w nowe rozwiązania techniczne. Nie zawsze jednak zdawało to egzamin. Wiele nowinek okazywało się być niewypałem, a koszty eksperymentowania bywały spore – zarówno w aspekcie finansowymi, jak i mojego wyniku na torze. Teraz wolę poczekać, zobaczyć, jak nowości sprzętowe sprawdzają się w praktyce i dopiero po pewnym czasie podjąć decyzję, w którym kierunku pójść ze sprzętem. W tym sezonie kupiłem kilka silników offsetowych, ale na razie czuję się lepiej na tradycyjnych.
Co byś zmienił, gdybyś dziesięć lat temu startując pierwszy raz w SGP, posiadał taką wiedzę, jaką masz obecnie?
– Pewnie nic bym nie zmienił, bo byłem wówczas młodym zawodnikiem, który po prostu inaczej myślał na torze. Nie bez powodu przypisano mi wtedy ksywkę „Adrenalina”. Gdy teraz patrzę na nagrania moich wyścigów sprzed wielu lat, sam czasami dziwię się, że podejmowałem pewne, nie do końca rozważne decyzje na torze. Oczywiście, nieraz skutkowały one moimi sukcesami, lecz od czasu do czasu brawurową jazdę przypłaciłem poważną kontuzją i tygodniami żmudnej rehabilitacji. Z czasem nabrałem jednak doświadczenia i zmienił się mój styl jazdy. Nie można jednak powiedzieć, że na mniej skuteczny. Wicemistrzostwo świata udało mi się przecież wywalczyć w ubiegłym roku, a nie dziesięć lat temu.
Część zawodników spala się podczas zawodów Ekstraligi, a w imprezach indywidualnych jadą dobrze. U Ciebie jest odwrotnie...
- Nie lubię słowa spalanie się. Chodzi po prostu o lepsze lub nieco gorsze radzenie sobie z presją. A tę odczuwam większą podczas zawodów indywidualnych, w szczególności turniejów z cyklu Speedway Grand Prix. Wtedy presja osiągnięcia dobrego rezultatu ciąży tylko na mnie, a nie na siedmiu zawodnikach walczących dla drużyny, którą reprezentuję. Nie ukrywam, że psychicznie czuję się bardziej komfortowo, kiedy wynik rozkłada się na cały team, a na torze możemy sobie wzajemnie pomagać i stosować różne rozwiązania taktyczne.
Jak Twoim zdaniem powinno wyglądać wymarzone szkolenie młodzieży w żużlu?
– Nie jest to łatwe pytanie, ponieważ nikt nie zna recepty na wyszkolenie żużlowca, który w przyszłości zostanie mistrzem świata. Ale myślę, że większą wagę powinno się przykładać do ćwiczeń nad kondycją młodych zawodników. Tego nie da się kupić, tylko trzeba wypracować żmudnymi treningami na siłowni czy też basenie. To chyba największe zaniedbanie, jeśli chodzi o obecne szkolenie młodzieży, ponieważ z odpowiednim wsparciem sponsorskim młody zawodnik może praktycznie od razu mieć dostęp do najlepszego sprzętu – równie dobrego jak ci, które jeżdżą już na żużlu od wielu lat. Wówczas pozostaje jednak pytanie, czy mimo niesamowicie szybkich motocykli, młody żużlowiec będzie miał wystarczająco siły, aby je opanować i po prostu zrobić z nich użytek.
Wiele osób uważa cię za znakomitego technika, który z toru potrafi wyciągnąć maksimum. Komu lub czemu to zawdzięczasz?
– Nigdy nie lubiłem łatwych wygranych. Zawsze bardziej cieszyły mnie zwycięstwa po walce na dystansie. Trzy punkty smakują tym lepiej, im więcej wysiłku cię kosztują. Zdaję sobie również sprawę, że bardziej cieszą także kibiców, którzy przychodzą na stadion oglądać walkę i jak najwięcej mijanek w każdym biegu. Żeby im to zapewnić, trzeba wyciągać maksimum z toru – szukać jak najlepszych ścieżek i walczyć nieustępliwie od startu do mety.
W pierwszym meczu z Gdańskiem zdobyłeś 14 punktów. Jakie są Twoje przewidywania przed rewanżem?
– Żadnego rywala nie można lekceważyć, lecz myślę, że będzie dobrze. Nie ma innego wyjścia niż jazda po trzy duże ekstraligowe punkty!
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.