1. liga | 2008-06-13 20:00:29 | Nadesłał: Dawid Ćmielewski | Źrodlo: Warta Poznań
Wśród tysięcy kibiców, którzy przchodzą na mecze Lecha Poznań, na stadionie przy ul. Bułgarskiej często można spotkać piłkarzy Warty. Nic w tym dziwnego, w końcu niektórzy z nich grali kiedyś w Kolejorzu, mają tam znajomych lub po prostu chcą obejrzeć I-ligową piłkę. Niewiele mniej kibiców przyciągają mecze żużlowców PSŻ Poznań. I tam również można się natknąć na zawodników wildeckiego klubu.
Częstym gościem na stadionie przy ul. Warmińskiej jest pomocnik (a czasem obrońca) Warty Przemysław Otuszewski. – Moja miłość do żużla zaczęła się jeszcze w dzieciństwie. Ojciec zabierał mnie na Golęcin, kiedy jeździła tam ekipa Poloneza Poznań. Potem żużel na wiele lat zniknął z naszego miasta, ale kiedy dwa lata temu w II lidze wystartował zespół PSŻ Poznań, byłem na wszystkich ich meczach – opowiada piłkarz.
Od zeszłego sezonu "Skorpiony" jeżdżą już w I lidze. – Jeśli tylko terminy rozgrywania spotkań na Golęcinie nie kolidują z meczami Warty, to staram się być na stadionie. W tym roku udało mi się też zaliczyć pierwszy mecz wyjazdowy PSŻ. Poznańscy żużlowcy jeździli w Grudziądzu, a że z okolic tego miasta pochodzi moja dziewczyna, to wybrałem się na stadion. Niestety, nie siedziałem w sektorze dla gości, tylko z miejscowymi kibicami. Kiedy w samej końcówce żużlowcy z Grudziądza wygrali wyścig i zapewnili sobie zwycięstwo w całym meczu, jeden fanów GKM zapytał mnie nawet, dlaczego się nie cieszę. Nie przyznałem się wówczas, że jestem z Poznania. Na żużlu raczej nie ma agresji i na stadionach jest dość bezpiecznie, ale w takim małym mieście, jakim jest Grudziądz, mogło być z tym różnie – śmieje się Przemek.
Jego niezrealizowanym jeszcze marzeniem jest obejrzenie na żywo zawodów cyklu Grand Prix. – Jak dotąd widziałem je tylko w telewizji. Nawet kiedy impreza odbywała się blisko, w Bydgoszczy, Wrocławiu czy Lesznie, to akurat Warta grała swoje mecze. Za to w Lesznie byłem w zeszłym roku na finale Drużynowego Pucharu Świata. To były fenomenalne zawody, pełen stadion żywiołowo reagujących ludzi, świetny poziom, emocje do końca, a Polska zdobyła mistrzostwo – wspomina "Otuch".
– Często słyszę opinie, że speedway jest nudny, że cały czas jeżdżą w lewo. Ale żeby pokochać ten sport, trzeba pójść na stadion. Żadna dyscyplina na żywo nie wygląda tak, jak w telewizji, ale żużla dotyczy to w szczególności. Mnie w żużlu fascynuje prędkość, bo maszyny w trzy sekundy rozpędzają się do 100 km/h, ryk maszyn i zapach spalin, a tego nie da się poczuć przed telewizorem. Systematycznie chodzę na żużel z bratem, a kiedy się da, zabieramy krewnych i znajomych. Ostatnio udało nam się "zarazić" tym sportem jego szwagra – mówi Przemek.
Zakończony niedawno sezon był bardzo udany dla piłkarza Warty. – Można powiedzieć, że osiągnąłem trzy sukcesy. Z kolegami awansowaliśmy do II ligi, a potem się w niej utrzymaliśmy, a kilka miesięcy temu skończyłem studia na specjalizacji trenerskiej w poznańskiej AWF – cieszy się Otuszewski. Tytuł jego pracy magisterskiej brzmiał "Porównanie sprawności ogólnej młodych piłkarzy ze środowiska miejskiego i wiejskiego". Po wakacjach "Otucha" znów zobaczymy w barwach Warty i... na meczach PSŻ Poznań. – Bardzo bym chciał, by terminarz naszych spotkań nie kolidował z imprezami żużlowymi. Nie jestem zbyt rozpoznawaną postacią i czasami, kiedy jestem na Golęcinie to słyszę, jak ludzie pytają się o wynik Warty, rozmawiają o naszych meczach, interesują się sytuacją klubu. Jeśli nasze spotkania i zawody żużlowe odbywałyby się o różnych porach, to może do "ogródka" przychodziłoby więcej ludzi – kończy Przemek Otuszewski.
Tekst Krzysztof Piech - Warta Poznań
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.