Publicystyka | 2008-10-05 21:59:22 | Nadesłał: Magdalena Pawlik-Paciorek | Źrodlo: inf. własna
Wspaniałe stadiony, zapełnione wielotysięcznym tłumem kibiców - tych kulturalnych, którzy siedzą i oglądają piłkarskie zmagania swoich ulubieńców na pięknie przystrzyżonej soczysto-zielonej, bez względu na porę roku i warunki atmosferyczne, murawie...
Sen jutra, który ma się spełnić, przynajmniej w kilku miastach naszego kraju, już w okolicach 2012 roku nijak ma się do tego, co można zobaczyć dziś na boiskach pierwszej ligi, ale też i ekstraklasy. Wszystko jest OK kiedy słonko miło przyświeca w długie letnie wieczory, jest znacznie gorzej, gdy przychodzi rozgrywać mecz jesienią, zimą lub wczesną wiosną - czyli w zdecydowanej części roku piłkarskiego. Przecież i piłkarzom należą się wakacje.
Pamiętam nie tak dawne czasy starego, wysłużonego stadionu kieleckiej Korony (dziś służy za boisko treningowe, tam też grają rezerwy Korony), który podobno był nie do użytku - choć z przyjemnością patrzę na jego zadbana murawę za każdym razem, kiedy mam okazję tam być. Kiedy okazało się, że obiekt nie spełnia norm, na całe szczęście znalazły się pieniądze na zbudowanie w mieście ślicznego obiektu na miarę czasów, w których żyjemy.
Rozwydrzył mnie ten nowoczesny stadion? Możliwe... Niestety nie wszystkie kluby mają to szczęście i czasem wyjazdowy mecz Korony ma dodatkowe "atuty". Część obiektów jest w trakcie rozbudowy, część powstaje prawie od podstaw, ale gros jest w stanie nienaruszonym od wielu lat.
"Przepraszamy Państwa, za brak zegara, ale...", "Ze względu na przebudowę stadionu, kibice przejezdni nie będą mogli uczestniczyć w spotkaniu" - to teksty, na które należy się nastawić w polskiej piłce nożnej.
Lubelski Motor to klub z długa tradycją i stadionem mogącym zmieścić 13 tysięcy kibiców - obecnie ograniczone jest to do 4 tysięcy, w tym jednak jest ponad 3 tysiące miejsc siedzących. Całkiem niezła pojemność, całkiem niezłe usytuowanie w centrum miasta. Brak oświetlenia powoduje, że mecze muszą być rozgrywane wczesną porą, ale przecież i w ekstraklasie bywały stadiony bez jupiterów.
Problem w tym, że geograficznie Polska leży w takim rejonie świata, że jesienne dni bywają dżdżyste. Wtedy to zdecydowana większość kibiców pozostaje w domach, by w ciepłych papuciach posłuchać transmisji w lokalnym radiu - plany potencjalnego sponsora całej ligi dają nadzieję, że można będzie w spokoju i ciepełku obejrzeć meczyk swojej drużyny w TV. Oczywiście uzbroiwszy się wcześniej w odpowiedni dekoder. Tymczasem są jeszcze kibice, którzy choć przemoknięci do suchej nitki - bo ileż z naszych stadionów posiada zadaszenie nad wszystkimi trybunami? - są ze swoimi piłkarzami przez te 90 i więcej minut. Są i starają się w tym wszystkim znaleźć sens i logikę.
Osoby, które nie kochają piłki nożnej czasem pytają, co jest porywającego w oglądaniu 22 facetów biegających za jedna piłka przez półtorej godziny? Co mają powiedzieć ci, którzy w niesprzyjających warunkach atmosferycznych obserwują walki błotne, na placyku, który nosi ślady trawiastej murawy. Co mają powiedzieć, kiedy po kilku minutach meczu jest mała różnica pomiędzy piłkarzami w białych i czarnych strojach, a już z pewnością trudno rozpoznać grających z twarzy. Jak mają zareagować, na fakt, że brak jest nawet dzieci podających piłkę, która opuszcza boisko. Swoja droga słowa uznania dla sędziów liniowych, bo to niemała sztuka gwizdać na boisku na którym linie znikają wraz z upływającym czasem.
W takich momentach człowiek zastanawia się gdzie jest, bo równie dobrze mógłby być na podmokłej łące gdzie bawią się w Wielką Piłkę dzieci. Tyle, że ta świadomość, że właśnie na jego oczach rozgrywa się walka o kolejne punkty, o prestiż. Wtedy zaczyna patrzeć na piłkarzy jak na bohaterów, Syzyfów mierzących się z przeciwnościami losu, którzy odrzucając zdroworozsądkowy lęk przed kontuzją walczą.
Widzi kibiców, dzielnie wspierających swoje jedenastki. Widzi piłkę, która może niezbyt łatwo, ale znajduje drogę do bramki. Wtedy przestaje w nim narastać bunt, bo wie, że ten mecz na długo zostanie w jego pamięci. A cena biletu? Dość często nieadekwatna do warunków w jakich przyszło przeżywać te nie tylko piłkarskie uniesienia... Jesteśmy w Polsce, a tu wszystko jest możliwe.
Jeżeli nie stanie się cud i złota polska jesień nie potrwa w tym roku do końca listopada, przeżycia jak podczas meczu Motor-Lublin mamy gwarantowane na niejednym stadionie. Bez znaczenia, czy będzie to ekstraklasa, I czy II liga.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.