Publicystyka | 2010-08-30 14:17:48 | Nadesłał: Krzysztof Zarychta | Źrodlo: inf.własna
Mamy piękne hale, mamy oddanych kibiców, których zazdrości nam cały świat, mamy rzekomo dobrych zawodników, którzy grają w znanych klubach za granicą. Nasza rodzima liga także nie jest przecież słaba. W naszej reprezentacji chcą grać koszykarze z za granicy (o dziwo reprezentujący dobry poziom). Do stworzenia „Dream Teamu” brakuje nam tylko jednego. Wyników!
Przed każdym meczem naszych koszykarzy, można zauważyć, że ci zawsze zapewniają o swoim świetnym przygotowaniu, ogromnym entuzjazmie i chęci do gry. Zazwyczaj wszystkiego tego starcza tylko na max 2-2,5 kwarty. Później (tak jak w meczu z Belgią) tracimy kilku, kilkunastopunktową przewagę, gonimy wynik i nie trafiamy decydującego kosza. Tak w skrócie wygląda większość ostatnich meczów w wykonaniu „naszych”. Jak to możliwe, że zespół mający w składzie koszykarza NBA, kliku z ligi rosyjskiej i włoskiej a reszta to koszykarze czołowych klubów polskich, nie może praktycznie nic osiągnąć? Nasi rodacy zaczynają upodobniać się do piłkarskiej reprezentacji Walii, która dysponując w swojej historii takimi piłkarzami jak Ryan Giggs, John Hartson, Craig Bellamy, Mark Hughes oraz wielu innych, w swojej historii nie osiągnęła praktycznie nic. W prawdzie polscy koszykarze mieli swoje wielkie chwile, ale ich ostatnia wielka impreza miała miejsce w Helsinkach 43 lata temu. Czy naprawdę by chwalić się naszą reprezentacją, musimy się cofać do takiej prehistorii?
W zeszłym roku podczas „EuroBasketu” odbywającego się w Polsce, liczyłem, że coś się zmieni. Widać było w końcu, że polscy koszykarze chcą grać, wiedzą jak wygrywać ale przede wszystkim dostrzec można było wielka determinację oraz to, że z drużyny niepoukładanej by nie powiedzieć rozbitej tworzy się zespół. Liczyłem, że ten turniej będzie jak jakiś amerykański film o sportowej tematyce, gdzie drużyna będąca w rozsypce, na najważniejszy turniej w karierze podniesie się, zacznie wygrywać mecze, dojdzie do finału a zwycięski kosz padnie równo z kończącą syreną. Rozmarzyłem się jednak za bardzo, bo naszym rodakom entuzjazmu starczyło tylko na dwa pierwsze mecze z Bułgarią i Litwą. Potem było już tylko gorzej i gorzej…
Być może wina stoi po stronie PZKosz. Zatrudnienie 7 trenerów w ciągu 10 lat to przynajmniej o 3 za dużo. Żeby drużyna odnosiła sukcesy potrzeba czasu a przede wszystkim cierpliwości a to niestety w polskim narodzie bardzo szwankuje. Sytuacja w polskiej koszykówce to kolejny dowód na potwierdzenie mojej tezy z poprzedniego artykułu. To właśnie zbytnia niecierpliwość jest według mnie jednym z powodów braku sukcesów w polskiej koszykówce od prawie pół wieku. Być może prezesom chodzi zwyczajnie o to, by jakiś wielki sukces zdarzył się koniecznie za ich kadencji. Jeśli jest to prawda, to Polacy jeszcze długo nie osiągną nic godnego uwagi na arenie międzynarodowej, chyba, że grupowo zdarzy im się jakiś „turniej życia”, ale patrząc realnie na ostatnie mecze, raczej nieszybko to nastąpi.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.