Piłka Ręczna | 2009-04-16 08:12:40 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna
Kiedy pojawia się między słupkami wzbudza niezwykły entuzjazm na trybunach. Młody i doświadczony, niezastąpiony i skromny... O sobie, piłce ręcznej oraz o swoim zespole zdecydował się opowiedzieć czytelnikom serwisu PrzegladLigowy.com, bramkarz NMC Powen Zabrze - Sebastian Kicki.
W ostatnich spotkaniach z Dzierżoniowem oraz Końskimi nie prezentowaliście się tak dobrze jak zwykle. W czym upatrujesz przyczyny tej gorszej postawy?
Sebastian Kicki: Jeśli myślimy o meczu z Dzierżoniowem to trzeba zauważyć, że tylko początek pojedynku był nie najlepszy w naszym wykonaniu. Niestety mamy problem mentalny, jeśli chodzi o spotkania z przeciwnikami teoretycznie słabszymi. Lepiej gra nam się z rywalami z wyższej półki, jak choćby z Olimpią Piekary. W ostatniej potyczce z Dzierżoniowem w miarę upływu czasu graliśmy coraz lepiej i myślę, że sam wynik nie był zły. Zwłaszcza, że w drugiej połowie, na parkiecie z dobrej strony zaprezentowali się młodzi zawodnicy. W meczu z Końskimi było już nieco gorzej. Od pierwszego gwiazdka sędziego byliśmy bardzo zmobilizowani, prowadziliśmy już nawet 10:5. Nagle nasza gra zaczęła się „sypać”, nie wyszliśmy obronną ręką z kilku pojedynków sam na sam, a to zaowocowało tym, że rywale doprowadzili do remisu. Około 45. minuty nasi oponenci mieli nad nami przewagę trzech bramek (19:16). Na szczęście poukładaliśmy grę i pojedynek zakończył się remisem. Nie da się ukryć, że jeśli chcemy awansować bez problemów, to nie możemy prezentować nawet odrobinę słabszej postawy. Z reguły wygrywamy w meczach przed własną publicznością i mam nadzieję, że z Zawdzkimi nie będzie inaczej. Chociaż warto podkreślić, że z tym zespołem gra nam się wyjątkowo ciężko. Jakkolwiek, wierzę że w najbliższym spotkaniu zaserwujemy kibicom sporą dawkę dobrej piłki ręcznej oraz że już niebawem będziemy ją prezentować w Ekstraklasie.
W tym sezonie zazwyczaj pojawiasz się w trakcie trwania meczu. Czy możesz porównać grę od początku do wejścia w czasie trwania pojedynku?
- Z całą pewnością wolałbym wybiegać na boisko w wyjściowej siódemce. Zupełnie inne emocje towarzyszą zawodnikowi, który zaczyna spotkanie przy stanie 0:0 niż temu, który musi wejść w trakcie gry. Kiedy trzeba budować przewagę nad rywalem, wówczas czuje się ogromną adrenalinę. Z kolei pojawienie się na parkiecie przy swoim prowadzeniu np. 10 bramkami pozbawia piłkarza tych wielkich emocji, trudno wtedy też o odpowiednią mobilizację. Zgoła inaczej sytuacja wygląda, kiedy zastępuję Cezarego między słupkami, przy prowadzeniu przeciwników. To niesamowite uczucie, wejść z ławki i pokazać, że można zagrać dobrze, będąc rezerwowym.
Ekstraklasa to zupełnie inna półka niż I liga. Czy masz jakieś obawy przed grą w najwyższej klasie rozgrywkowej?
- Ekstraklasę i I ligę dzieli przepaść. Obecnie nie dysponujemy składem gotowym osiągać sukcesy w Ekstraklasie. Przed sezonem do naszej drużyny będzie musiało dołączyć czterech-pięciu nowych zawodników. Już sparingi ze Stalą Mielec czy Miedzią Legnica, które teraz walczą o utrzymanie, pokazały, że trudno nam mierzyć się z zespołami z wyższej półki. Oczywiście udawało nam się nieznacznie wygrywać te mecze kontrolne, ale nie wyobrażam sobie stanąć w szranki z Vive Kielce czy Wisłą Płock, przy naszym obecnym składzie personalnym.
Jak zmieniła się atmosfera w zespole od początku sezonu?
- Jeśli chodzi o szatnię, to nie mamy żadnym problemów. Naszą tradycją jest to, że trzymamy się zawsze razem. Motywujemy się wzajemnie. Starsi zawodnicy potrafią przywołać młodych do porządku i skłonić do większego wysiłku na treningu. Po wygranych spotkaniach bywa, że wybieramy się gdzieś całą grupą. Mam nadzieję, że po awansie urządzimy wielką fetę razem z kibicami (śmiech).
Czy masz wzory sportowe?
- Z polskich zawodników bardzo imponuje mi Sławomir Szmal, który jest niesamowicie szybki. Kolejnym zawodnikiem, którego podziwiam jest Francuz, Thierry Omeyer. Staram się podczas meczów podpatrywać ich zagrania i samemu próbować podobnych na treningach. Czasami można w ten sposób bardzo zaskoczyć przeciwnika.
Na hali można było zaobserwować pokaźną grupę Twoich fanek. Czy jesteś świadomy tej lokalnej popularności i jak wpływają na Twoją postawę oczekiwania kibiców?
- Zawsze grało mi się ciężko przed własną publicznością. Lokalni kibice patrzą swoim zawodnikom wnikliwie na ręce i doskonale ich znają. Presja stwarzana przez kibiców motywuje mnie do dobrej gry. Jestem świadomy tego, że muszę zagrać na maksimum swoich możliwości, żeby nie zostać poddanym ostrej krytyce. Jeszcze do niedawna na hali pojawiała się garstka kibiców, w skład której wchodziły głównie nasze rodziny. Teraz sytuacja się zmieniła, coraz więcej osób przychodzi na mecze. Do dziś bardzo żałuję, że nie miałem okazji pojawić się na boisku w zeszłym sezonie, kiedy graliśmy ze Stalą Mielec. Bowiem wówczas hala była wypełniona po brzegi, a przy tak licznej publiczności naprawdę chce się grać. Mam nadzieję, że uda nam się zachęcić coraz liczniejszą grupę ludzi do kibicowania naszej drużynie.
Czy zdarzają się sytuacje, kiedy podchodzą do Ciebie kibice po meczu, okazując dowody sympatii?
- Ostatnie zdarza się to coraz częściej. Kibice podchodzą, kupują koszulki, proszą o zdjęcie. To bardzo przyjemne uczucie.
Rozmawialiśmy o kibicach jako o motywatorze. Czy jest jeszcze coś szczególnego co motywuje Cię do dobrej gry?
- Kiedyś do pracy motywowała mnie moja dziewczyna, niestety w tym sezonie rozstaliśmy się. Ponieważ ona sama gra w piłkę ręczną była dla mnie źródłem ogromnej motywacji. A teraz, cóż gram dla siebie, dla kolegów z drużyny, dla realizacji postawionych sobie celów...
W jaki sposób przygotowujesz się do meczu? Jakiś rytuał?
- Tak jak zazwyczaj wstaję bardzo wcześnie. Czas, który pozostaje mi do rozpoczęcia spotkania spędzam częściowo przed komputerem. Zwykle przed pojedynkiem mało jem, wówczas lepiej czuję się na boisku. Im bliżej meczu, tym więcej się o nim myśli. Prawdziwa koncentracja zaczyna się w szatni na odprawach.
Jaka jest największa korzyść i trudność wynikająca z profesjonalnego uprawiania sportu?
- Niektórzy twierdzą, że sport pochłania dużo czasu. A dla mnie to wciąż mało. Stąd dla mnie nie ma trudności. Największy plus to fakt, że jest się aktywnym, że ma się cele do których dąży się wytrwale. Tak gdzie dany sport jest bardzo lubiany, dochodzi popularność.
Jesteś wyjątkowo dobrze wykształconym zawodnikiem. Czy trudno jest pogodzić studia ze sportem?
- Początki były trudne. Chociaż ja i tak byłem w komfortowej sytuacji, bo kiedy podjąłem studia, grałem w uczelnianym AZS-ie. IOS pozwolił mi na podzielenie czasu między zajęcia i treningi. Pierwszy stopień studiów był najtrudniejszy. Pozostałe dwa lata nie sprawiły mi już problemów. Jednak obserwuję moich kolegów z zespołu, którzy równolegle trenują i studiują. Widzę, że czasami brakuje im sił. Przystosowanie się do takiego stanu nie jest łatwe, ale ja wierzę że i oni sobie poradzą.
Na ile ważne jest dla sportowca wykształcenie?
- Moim zdaniem jest bardzo ważne. W zawód sportowca wpisane jest ryzyko kontuzji. Czasami jedna może przekreślić całą karierę. Poza tym wiadomo, że nie można grać wiecznie. Kiedyś trzeba przejść na sportową „emeryturę” i robić wtedy coś konstruktywnego.
Liga przyspiesza, awans bliski czy myślisz już o odpoczynku po sezonie?
- Przed nami jeszcze cztery mecze, najpierw musimy je rozegrać. Jeśli chodzi o wakacje to jeszcze nie mam skonkretyzowanych planów. Myślimy z kolegami o pobycie w górach, żeby porządnie zakończyć sezon. Później być może wybierzemy się nad morze. Długość urlopu w dużej mierze zależy od tego jak ukształtuje się kalendarz rozgrywek i kiedy przyjdzie nam zainaugurować sezon.
Już jutro zapraszamy na drugą część wywiadu z Sebastianem Kickim
*Z zawodnikiem rozmawiała Alicja Chrabańska
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.