Piłka Ręczna | 2009-05-15 22:48:42 | Nadesłał: Alicja Chrabańska | Źrodlo: inf. własna
Zespół szczypiornistów, KS NMC Powen Zabrze we wspaniałym stylu awansował do Ekstraklasy. Wielki wkład w ten niebywały sukces miał prawoskrzydłowy ekipy zabrzan, Łukasz Kulak. Jego znakomita postawa, zwłaszcza u schyłku sezonu wprawiła w zachwyt niejednego sympatyka piłki ręcznej. Specjalnie dla naszych czytelników, sympatyczny zawodnik zdecydował się podsumować miniony sezon.
Jak oceni Pan poczynania swojego zespołu z perspektywy całego sezonu?
Łukasz Kulak: Zaczęliśmy sezon spokojnie. Nawet powiedziałbym, że "daliśmy małą plamę" jedynie remisując z Politechniką Radomską. Ale od tej chwili z meczu na mecz było coraz lepiej. Często wygrywaliśmy nieznacznie, remisowaliśmy, przydarzyła nam się także "wpadka" z ASPR Zawadzkie. Jednak tydzień temu na własnym parkiecie pokazaliśmy, kto w tej parze jest lepszy i wygrywając to spotkanie przypieczętowaliśmy awans do Ekstraklasy.
Czy jest Pan zadowolony ze swojej indywidualnej postawy prezentowanej w zakończonych właśnie rozgrywkach?
- Myślę, że końcówka sezonu w moim wykonaniu była lepsza od początkowej fazy rozgrywek. W moim odczuciu początek sezonu nie był najlepszy dla mnie. Wydaje mi się, że było to efektem tego, że po trzech latach wróciłem na „stare śmieci”, do ekipy z Zabrza i za bardzo chciałem się pokazać z dobrej strony. Cieszę się, że w miarę upływu czasu moja gra wyglądała coraz korzystniej. Mam nadzieję, że w Ekstraklasie będzie jeszcze lepiej oraz że, dzięki grze w najwyższej klasie rozgrywkowej, zdobędę nowe umiejętności.
Czy w zespole, podczas długiego sezonu, wystąpił jakiś szczególny problem, który utrudnił waszemu zespołowi pracę?
- Z całą pewnością głównym problemem naszego zespołu były kontuzje. Różnego rodzaju urazy trapiły nas przez cały sezon. Nawet dzisiaj w meczu z powodu kontuzji nie mogło wystąpić aż czterech zawodników. Ale i z tych opresji wyszliśmy obronną ręką. Miejmy nadzieję, że w przyszłym sezonie urazów będzie zdecydowanie mniej.
Jeśli chodzi o kontuzje to ma Pan na swoim koncie dość osobliwy rekord...
- Zgadza się, dwukrotnie miałem złamany nos. Jednak jest to uraz, który można bardzo szybko wyleczyć, toteż nie uniemożliwiał mi on występów w meczach. Cóż, mam gorącą nadzieję, że w rozgrywkach Ekstraklasy nie zapiszę na swoim koncie kolejnego złamania.
Czy któreś z rozegranych w tym sezonie spotkań miało dla Pana szczególne, przełomowe znaczenie?
- Zdecydowanie był to pojedynek z ASPR Zawadzkie. W ubiegłorocznych rozgrywkach zespół Pogoni, aż dwa razy przegrał z tym oponentem. W tym sezonie musieliśmy uznać ich wyższość po raz kolejny. Wiktoria na własnym parkiecie z Zawadzkimi zmyła plamę, jaką pozostawiły po sobie trzy wspomniane przez mnie porażki.
Nie wypada oceniać trenera, ale można z pewnością wskazać jakiś szczególny element, który wniósł do zespołu trener Robert Nowakowski.
- Najważniejsze, co wniósł do zespołu trener Nowakowski to charyzma. Cieszy się on także ogromnym autorytetem. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest chodzącą legendą, chociażby ze względu na znakomite występy w Ekstraklasie, Bundeslidze czy reprezentacji Polski. Już samym autorytetem był w stanie zmotywować nas do pracy i zachęcić do udowadniania, że zasługujemy na awans.
Jako zespół stanowicie jedność. Jednak każdy z zawodników w tym sportowym „monolicie” prezentuje swój unikalny styl gry. Z którym z zawodników najlepiej układała się Panu współpraca boiskowa?
- Od samego początku liderem zespołu był Michał Szolc, z którym znakomicie gra się w ataku. Jeśli zaś chodzi o obronę to najlepiej współpracowało mi się z Dariuszem Mogielnickim, który jest trzonem naszej defensywy.
Łukaszowi Kulakowi oraz całemu zespołowi NMC Powen Zabrze gratulujemy awansu i życzymy wielu sukcesów na parkietach Ekstraklasy.
*z zawodnikiem rozmawiała Alicja Chrabańska
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.