Reprezentacja | 2013-01-30 09:51:29 | Nadesłał: Krzysztof Wilk | Źrodlo: pzpn.pl
Pierwszy dzień zgrupowania reprezentacji Polski przed meczem z Rumunią miał być dniem w miarę krótkim i w miarę przyjemnym. Co do pierwszego – nie mamy wątpliwości. Nie udało się.
Podróż z Warszawy do Marbelli trwała ponad 12 godzin. Na lotnisku Chopina w Warszawie nic tragedii nie zwiastowało. Na pewno nie dobry humor Waldemara Fornalika, zachwyt Dominika Furmana nad książką Andrzeja Iwana „Spalony” ani fascynacja Jakuba Wawrzyniaka filmami dokumentalnymi o katastrofach lotniczych. No, może to ostatnie najprędzej… Lot z Warszawy do Paryża był lekko spóźniony i to spowodowało, że w Paryżu pryncypialni Francuzi nie „przytrzymali” na chwil kilka samolotu lecącego do Malagi i reprezentacja na jego pokładzie się nie znalazła. „O której następny lot?” – pytali wszyscy. „Aaa, za jakieś osiem godzin!” – usłyszeli.
Taki stan rzeczy nie specjalnie przeraził Daniela Łukasika, pomocnika Legii Warszawa. – Kiedyś wracaliśmy z turnieju towarzyskiego z Burkina Faso. Trwało to… 38 godzin! Na lotnisku w Mali czekaliśmy 12! Śpiąc na torbach i błagając o możliwość zajrzenia do hotelu choćby na chwilę – opowiadał.
Jego kolega z drużyny, Jakub Wawrzyniak, czuł, że ten dzień będzie nie do końca udany. – Wyjeżdżając dzisiaj rano z garażu, porysowałem samochód. Skupiłem się na zaspach śnieżnych zamiast na pobliskim płocie – z uśmiechem na twarzy opisywał zdarzenie.
Dla Andrzeja Dawidziuka, odpowiedzialnego w kadrze za bramkarzy, samolotowe problemy zaczęły się znacznie wcześniej: – Samolot, którym leciałem z Poznania do Warszawy, nie mógł wylądować w stolicy, najpierw z powodu turbulencji, później z powodu warunków atmosferycznych – denerwował się.
Podobno życie piłkarza to ciągłe czekanie. Najpierw na debiut, później na gola, następnie na transfer życia aż w końcu na wielkie trofea. No, to wczoraj na lotnisku w Paryżu z umiejętności czekania trzeba było skorzystać w całej rozciągłości. Telefon, gazeta, tablet, książka, telefon, gazeta, tablet, książka etc. Tak to mniej więcej wyglądało. Był czas na obiad, małe zakupy w strefie wolnocłowej, ale przede wszystkim był czas na… granie. Karty wybrali m.in. Paweł Wszołek, Łukasz Teodorczyk, Tomasz Kupisz czy Tomasz Jodłowiec, a grę FIFA13 – Daniel Łukasik. W „Trybie Kariery” wybrał sobie… Mateusza Klicha i jego Wolfsburg. Klich, jak sam zapewnia Łukasik, „jest bardzo ważnym ogniwem w jego drużynie”. Nie wiem, ile meczów zdążył zagrać piłkarz Legii, ale dotrwał do 20:40. Wtedy wsiedliśmy wreszcie do samolotu lecącego do Malagi i ….padliśmy. A skoro padliśmy, wstaniemy. Choć na pewno nie skoro świt.
Łukasz Wiśniowski, Marbella (Hiszpania)
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.