Piłka Nożna | 2012-06-01 18:32:55 | Nadesłał: Sylwia Kuś-Vega | Źrodlo: inf. własna
Boiska w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu gościć będą niebawem najlepsze reprezentacje Europy w ramach Euro 2012. Kraków doczekał się swojego małego "Euro" – na przełomie kwietnia i maja, rywalizowała tu ze sobą młodzież z 11 krajów europejskich. Ceremonię zamknięcia zawodów uświetnił swoją osobą Jerzy Dudek.
Gospodarzem Światowych Igrzysk Młodzieży Salezjańskiej Kraków był po raz pierwszy w historii. W imprezie uczestniczyli zawodnicy z Ukrainy, Niemiec, Belgii, Hiszpanii, Portugalii, Włoch, Słowacji, Słowenii, Czech, Chorwacji i oczywiście Polski. Wcześniejsze edycje odbywały się m.in. w Zagrzebiu, Ostrawie, Lublanie, Essen, Rimini, Madrycie, Walencji, Barcelonie i Lizbonie. W roku 1997, 2001 i 2005 Igrzyska zawitały do Warszawy. Tegoroczna edycja była dwudziestą drugą odsłoną rozgrywek. Patronat honorowy nad Młodzieży Salezjańskiej w Krakowie objął Prezydent RP Bronisław Komorowski. – Życzę Wam wszystkim sukcesów i zwycięstw oraz radości ze współzawodnictwa, opartego na życzliwości i szacunku – napisał w liście skierowanym do uczestników.
Krakowskie święto młodzieży rozpoczęło się od uroczystej Mszy Św. z czytaniami w kilku językach. Następnie odbył się przemarsz przez ulice miasta do Auditorium Maximum. Właśnie tam doszło do otwarcia turnieju, któremu towarzyszyło m.in. zapalenie znicza i odśpiewanie hymnu Igrzysk. Kolejnego dnia młodzież podjęła rywalizację na krakowskich obiektach sportowych. Młodzi sportowcy walczyli o medale w czterech różnych dyscyplinach – piłce nożnej (wersja 5-osobowa i 11-osobowa), siatkówce, koszykówce i tenisie stołowym. Poza atrakcjami sportowymi, młodzieży zapewniono także bogatą ofertę kulturalną – zwiedzanie Krakowa, Wieliczki, opactwa w Tyńcu i Oświęcimia. Na zaproszenie organizatorów, przed młodymi sportowcami wystąpił Krzysztof Golonka – Mistrz Świata Trików Piłkarskich 2011.
Goście z Europy byli zaskoczeni piękną pogodą, jaka zastała ich na miejscu. – Cały nasz bagaż zimowych ubrań na nic się nie zdał – stwierdził Carlos Martínez San Valero, młody piłkarz reprezentujący drużynę z Walencji. – W Krakowie jest cieplej niż w Hiszpanii – dodał z uśmiechem trener grupy Martineza San Valero, Fernando Lobo Peribáñez. Słoneczna pogoda sprzyjała radosnej rywalizacji. – Te igrzyska to podsumowanie całorocznej pracy – podkreślił ks. Tomasz Kijowski, Krajowy Delegat ds. Duszpasterstwa Młodzieży. – Wartością jest samo uczestnictwo w tych zawodach, niekoniecznie kolor zdobytego medalu, choć oczywiście każdy z uczestników wkłada w walkę 120 procent zaangażowania.
Krakowskie Igrzyska wspierali m.in.: Marcin Gortat – jedyny Polak w NBA, a także Jerzy Dudek – znakomity bramkarz, który uświetnił swoją osobą ceremonię zamknięcia Igrzysk w Parku Edukacji Rozwojowej przy ul. Tynieckiej 39. – Jestem zbudowany tym, co tutaj widzę. Tej młodzieży towarzyszą takie same emocje jak te, których ja doświadczałem, wyjeżdżając na pierwszy turniej zagraniczny – stwierdził Jerzy Dudek. W opinii byłego reprezentanta kraju, sport łączy ludzi na całym świecie – muzułmanów, katolików, ateistów. – Sport to bezbolesna forma udoskonalania się, kształtuje i ciało, i ducha – dodał Dudek, który zjawił się w Krakowie na zaproszenie ks. Edwarda Plenia – Krajowego Duszpasterza Sportowców.
*************
Wywiad z Jerzym Dudkiem:
Tegoroczna, XXII edycja Światowych Igrzysk Młodzieży Salezjańskiej zawitała do Krakowa. Jak podobała się Panu organizacja tego turnieju? Był Pan jedną z twarzy tych Igrzysk.
Jerzy Dudek: - Na Igrzyska w Krakowie zaproszony zostałem przez znajomego kapelana - ks. Edwarda Plenia. W ostatnim czasie często byłem w podróży - przyjechałem tu prosto z Kielc, gdzie mieliśmy imprezę rodzinną. Można powiedzieć zatem, że w Krakowie - gdzie od ponad pół roku mieszkam - pojawiłem się "na ostatnią chwilę". Jestem bardzo pozytywnie zbudowany tym, co tutaj widzę. Tej młodzieży towarzyszą takie same emocje jak te, których ja doświadczałem wyjeżdżając na pierwszy turniej zagraniczny do Niemiec. Tam też zjechało się wiele drużyn, bodajże dwanaście, było więc międzynarodowe grono. To, co dzieje się w Krakowie - przechodzi ludzkie pojęcie. Przyjechało mnóstwo ludzi i to zewsząd - z całej Europy. To niesamowite przedsięwzięcie. Bardzo cieszę się, że tak to wygląda. Jest rywalizacja, integracja - wszystko to, co powinno być.
Czy element współzawodnictwa jest tu jednak faktycznie istotny?
- Rywalizacja w takich zawodach - tak, jak w każdych innych zawodach - być musi. To ona jest swoistym początkiem wszystkiego. Kiedy podejmujemy się czegoś, musimy mieć pewien cel, do którego zmierzamy. Myślę, że rywalizacja, pragnienie zwycięstwa jest właśnie tym celem. Zwycięstwo daje zawodnikom satysfakcję, pozwala nabrać pewności, że praca, którą wykonaliśmy, została wykonana przez nas dobrze.
Jakie pozytywy dostrzega Pan w uczestnictwie w Światowych Igrzyskach Młodzieży Salezjańskiej?
- Widzę dużo pozytywów. Wszyscy wiemy, jak skonstruowany jest teraz świat, jak wiele jest teraz konfliktów religijnych i międzykulturowych. Za sprawą wzajemnego poznawania się, młodzież ma szansę się integrować, jak również wymieniać się doświadczeniami. Przez wiele lat żyłem za granicą - w Holandii, w Anglii, w Hiszpanii, widziałem więc problemy, z którymi borykają się ludzie, widziałem jakie mają bariery. Takie Igrzyska mogą zapoczątkować coś dobrego, coś, co w przyszłości da bardzo fajny efekt. Nie zapominajmy, że wszystkich tu łączy sport. Wszystko to, co udało się mi w życiu, udało mi się osiągnąć dzięki piłce nożnej. Od rana do wieczora żyłem sportem - i właśnie to ukształtowało mnie. Sport to bezbolesna forma udoskonalania się, kształtuje i ciało, i ducha. Ponadto, sport scala ludzi na całym świecie - muzułmanów, katolików, ateistów.
Nad Igrzyskami czuwają duchowni. Wydaje się, że to kolejna próba "wyjścia" do młodzieży...
- Te Igrzyska to naprawdę piękne przedsięwzięcie. Ostatnio zadano mi pytanie czy księża nie powinni pozostać w kościołach, odprawiać nabożeństwa i spowiadać zamiast organizować takie turnieje. Moim zdaniem takie inicjatywy to genialny sposób by dotrzeć do młodzieży. Ja osobiście znam wielu bardzo fajnych księży, zawsze można czegoś się od nich dowiedzieć. Łączenie się poprzez sport to - powtórzę raz jeszcze - genialny pomysł, aby zachęcić tych młodych ludzi do zastanowienia się nad naszą wiarą. Teraz, nikt z nich nie myśli jeszcze o przyszłości, ale z czasem, każdy zaczyna wchodzić w polemikę z samym sobą - myśli: co dalej? Dokąd zmierzamy? By odpowiedzieć sobie na te pytania potrzebujemy wiary, potrzebujemy Jezusa.
Idea "zarażania" młodych sportem to słuszna idea?
- Na pewno warto inwestować w młode pokolenie. Ze swoich czasów pamiętam kluby przykościelne, ksiądz trenował z ministrantami grę w piłkę nożną. Ten kontakt księży z młodzieżą zawsze był bardzo dobry. Chłopcy mieli swoje pięć minut, aby się wykazać, wszystko to miało ręce i nogi. Sport daje pole do popisu. Na Igrzyskach w Krakowie zaprezentować się mogli nie tylko młodzi piłkarze, ale siatkarze, koszykarze, tenisiści stołowi. Co ważne, każdy z zawodników był bardzo mocno zaangażowany w ten turniej, każdy z nich reprezentował swój kraj. To świetny pomysł, w pełni go popieram.
Ostatniego dnia Igrzysk, bardzo szybko obległy pana tłumy. Dla tych młodych sportowców jest Pan wielkim autorytetem. Czuje Pan tę odpowiedzialność?
- Patrząc poprzez pryzmat lat doświadczeń można ocenić czy jest się traktowanym jak autorytet, czy ludzie chcą z tobą przebywać czy nie. Ja bez wątpienia wiem, czego się ode mnie oczekuje, czego oczekuje się od moich przyjaciół sportowców. Ludzie chcą utożsamiać się ze sportowcami. W związku z tym, mamy szansę by swoją osobą wpływać na kształtowanie się młodych ludzi. W ich wieku, także i ja miałem swoich idoli, na których się wzorowałem, po cichu marząc, że uda mi się im dorównać. Ci młodzi tak samo mają swoje marzenia, te marzenia niezbędne do życia. To właśnie marzenia obligują nas do pracy - chcemy coś osiągnąć. Trzeba tylko pamiętać, by nie przerodziło się to w obsesję. Jeśli robimy coś z pasją, wiele rzeczy może nam się udać.
Swoje pierwsze siatkarskie kroki właśnie w SALOSie stawiał reprezentant Polski, Patryk Czarnowski. Czy Pana zdaniem młodzież, która decyduje się na współpracę z Salezjanami ma szansę, by "wybić" się podobnie jak on?
- Zdecydowanie tak. Trener reprezentacji Hiszpanii - Vicente del Bosque na każdym kroku podkreśla ile zawdzięcza salezjanom, trenował na należących do nich obiektach. Jeśli młody zawodnik uczestniczy w systematycznych treningach, niezależnie czy trenuje koszykówkę, siatkówkę czy piłkę nożną, ma szansę by zaistnieć. Kluczem do sukcesu jest praca, praca i jeszcze raz praca, a do tego odrobina szczęścia. Być może ktoś za 10, 15 lat przyjedzie tu jako gwiazda światowego formatu, czego gorąco tym młodym ludziom życzę. Byłaby to wielka satysfakcja dla księży i wychowawców, którzy z tak wielką pokorą pracują z młodzieżą. Ja sam mam trójkę dzieci i wiem, że każde z nich inaczej dojrzewa, ma inne priorytety. To samo życie.
Trenerzy to bardzo często nauczyciele wychowania fizycznego. Jak wielki wpływ mają oni na rozwój młodego człowieka?
- Ja swój autorytet próbowałem odnaleźć właśnie w nauczycielu wychowania fizycznego. Był to mój trener, mój wychowawca i mój wzór - wszystko w jednym. Dziś często słyszy się od nauczycieli, że nie są wystarczającymi autorytetami dla swoich uczniów, że młodzi nie chcą ich słuchać. Im wcześniej tymczasem zrozumiemy, że nasz trener chce nam pomóc, tym dla nas i dla naszego rozwoju zdecydowanie lepiej.
W ramach XXII Światowych Igrzysk Młodzieży Salezjańskiej rywalizowało ze sobą 11 reprezentacji. Swoich przedstawicieli w Krakowie miał m.in. kraj-potęga w piłce nożnej - Hiszpania...
- Konfrontacja z najlepszymi jest zawsze czymś bardzo pozytywnym, daje nam szansę rozwoju. Często stajemy wówczas do walki z własnym strachem, sprawdzamy się czy jesteśmy lepsi czy gorsi. Niezależnie czy ta walka kończy się dobrze czy źle, zawsze mobilizuje ona do doskonalenia naszych umiejętności. Zawsze jest jakaś drużyna lepsza od nas, który musimy gonić, a gdy my jesteśmy już najlepsi, nie możemy dać się dogonić. To zamknięte koło, które wymaga nieustannej pracy, wyciągania wniosków z ewentualnych porażek.
Za Panem wiele lat wspaniałej kariery. Pamięta pan swoje początki?
- Oczywiście, pamiętam swój pierwszy turniej międzynarodowy - ograliśmy w nim Herthę Berlin. Było to dla mnie coś niesamowitego. Pokonaliśmy wielki klub z Bundesligi. Była to dla nas ogromna satysfakcja, w dodatku wygraliśmy cały ten turniej. Takie zawody to okazja by móc udowodnić swoją wielkość. A porażki? Trzeba umieć je przyjmować i brnąć dalej, być wytrzymałym psychicznie. Sport to także walka psychiczna, walka z samym sobą, walka by opanować stres. Wszystko to pozwala nam stawać się kimś lepszym.
Wśród uczestników Igrzysk byli także młodzi bramkarze, którzy zastanawiają się zapewne co zrobić, by osiągnąć tyle co Jerzy Dudek. Co odpowiedziałby Pan tym chłopcom?
- Trenować i traktować ten sport jako szansę. Dla mnie była to wielka szansa i wielka pasja. Dziś mówię do swojego syna: zainwestuj połowę czasu, który spędzasz przed komputerem w sport, a pomoże ci to być lepszym sportowcem, lepszym człowiekiem. Sport sprawia, że nasz umysł się oczyszcza, a ciało lepiej funkcjonuje. Jeśli nawet jest się amatorem, sport oddziałuje na nasze życie, ma dobry wpływ na nasze samopoczucie.
Sport i wiara - na ile te dwie płaszczyzny nachodzą się na siebie w Pana życiu?
- Myślę, że sport i wiara to jedna, integralna część. Grając - musimy wierzyć. Wierzyć w zwycięstwo, w to, że ktoś na Górze nam sprzyja. W Polsce jesteśmy raczej pesymistami - bardzo dużo narzekamy, twierdząc, że nic nam się nie uda, jednak w głębi serca wierzymy w sukces. Działa to według zasady, że wolimy nie zapeszać. Inne nacje: niemiecka, hiszpańska, portugalska mówią: wygramy mecz i kropka, my natomiast mówimy: zobaczymy co będzie. Pokora jest dobra, niemniej musimy wierzyć, że jesteśmy w stanie zwyciężyć. Ja wierzyłem zawsze, marzyłem, że zostanę zawodowym piłkarzem. W pewnym momencie powiedziałem sobie: okej, nikt nie mnie chce, zostanę górnikiem. Wystarczyła jedna sytuacja i wszystko się odmieniło. Musimy czekać na ten jeden moment, jedną sytuację. Musimy wierzyć, że przyjdzie - jeśli nie dziś, może przyjdzie jutro? Jeden gest człowieka może naprawdę wszystko odmienić. Musimy umieć odczytywać te gesty. Może nam to bardzo pomóc w życiu.
Czym dla zawodowego piłkarza jest według Pana znak krzyża? Czym był on dla Pana?
- Na boisko nie wchodziłem nie żegnając się wcześniej. Wchodząc na nie, nie prosiłem o zwycięstwo, aby wygrać trzeba samemu nad tym pracować. Prosiłem za to, abym zszedł z boiska zdrowy, nie chciałem doznać kontuzji. Wykonując znak krzyża prosiłem Boga, by miał mnie w swojej opiece. Każdy zawodnik ma do znaku krzyża indywidualne podejście. Wiara jest naprawdę bardzo istotna w życiu sportowca.
Jakie perspektywy widzi Pan przed młodzieżą, która marzy karierze sportowej? Warto walczyć o swoje marzenia?
- Oczywiście, że tak, ale potrzebna jest odpowiednia infrastruktura, by te dzieci faktycznie miały szansę się rozwijać. Nie wszystkie miasta, wioski, mają takie zaplecze. Do Zachodu jeszcze nam daleko. Na Zachodzie jest póki co więcej boisk do siatkówki, koszykówki, pół golfowych, każdy może "trafić" w swój talent. Nasze państwo musi postawić na sport. Mamy problemy ze służbą zdrowia - jak można je rozwiązać, jeśli nie poprzez walkę o to by społeczeństwo było zdrowsze, żeby mniej wydawało na leki? Warto dbać o swoje zdrowie poprzez sport. W wielu krajach to się sprawdza. Promocja sportu amatorskiego i zawodowego jest bardzo ważna. Chciałbym, aby obie te gałęzie sportu rozwijały się.
Na zakończenie, proszę zdradzić swoje typy na zbliżające się Euro. Kto okaże się najmocniejszą drużyną Starego Kontynentu?
- Myślę, że Hiszpania i Niemcy to faworyci, szanse mają też Holendrzy. Oczywiście, chciałbym, aby Polska była czarnym koniem tych Mistrzostw, ale czy tak będzie? Szansa jest zawsze, trzeba w to wierzyć. Wszystko w rękach... i nogach piłkarzy. Miałem powiedzieć: "w rękach Boga", ale może lepiej pozostawmy to piłkarzom. Jest taki kawał: wszyscy proszą Boga o zwycięstwo, na co Bóg: grajcie tak, jak umiecie, mnie w to nie mieszajcie! Wydaje mi się, że to adekwatne do sytuacji.
*************
Wywiad z Carlosem Gonzalezem Sanzem (trenerem Salesianos Don Bosco Valencia - zdobywców złota w kategorii 5-osobowa piłka nożna, gr. młodsza):
Twoi podopieczni okazali się w Krakowie najlepsi. Jak zapamiętałeś tegoroczne Igrzyska? Z pewnością pozostawiły one miłe wspomnienia?
Carlos González Sanz: - Były bardzo udane, każda z drużyn skorzystała na udziale w tych Igrzyskach. Jeśli miałbym podsumować te zawody, powiedziałbym krótko: było genialnie. Dodatkowo, nasz zespół sięgnął po złote medale - lepiej być już nie mogło (uśmiech). W finale zmierzyliśmy się z Belgią. Był to bardzo wyrównany pojedynek, zakończył się on remisem 3:3, o wszystkim zadecydowały rzuty karne. Kiedy wygraliśmy, chłopcy byli przeszczęśliwi. Byli też bardzo zmęczeni - w ciągu kilku dni rozegrali wiele spotkań, w prawdziwym upale. Za rok mamy nadzieję powtórzyć ten sukces, niezależnie od tego gdzie - w jakim kraju - rozgrywana będzie kolejna edycja Igrzysk.
Ekipa z Belgii była godnym rywalem w walce o złoto?
- Belgowie byli naszym rywalem już w fazie grupowej Igrzysk w Krakowie, wygraliśmy wtedy z nimi wynikiem 3:1. Tamto spotkanie było zdecydowanie łatwiejsze. Rozgrywka finałowa była dużo bardziej skomplikowana, w nasze szeregi wkradły się nerwy, pojawiło się zmęczenie. Ostatecznie dopisało nam szczęście we wspomnianych już rzutach karnych. Na pewno Belgowie byli jednak twardym przeciwnikiem, grali zespołowo i czysto.
W Krakowie przywitała Was piękna pogoda. Spodziewaliście się, że będzie tak ciepło?
- Do Krakowa przylecieliśmy z Walencji, gdzie zawsze jest bardzo gorąco. Nie chcąc zmarznąć w Polsce wzięliśmy ze sobą typowo zimową garderobę: płaszcze, szaliki... Na miejscu okazało się, że był to błąd - w ogóle się nie przydały. Zamiast nich przydały się okulary przeciwsłoneczne i krótkie spodenki. Pogoda, która zastała nas w Polsce była wspaniała, była dla nas niespodzianką. Panował straszny upał, żar "lał" się z nieba.
Z iloma młodymi piłkarzami stawiłeś się w Polsce?
- Normalnie, w Hiszpanii pracuję z grupą 18-osobową. Z różnych przyczyn: czy to z powodów finansowych, czy z powodów egzaminów, do Polski przyleciało tylko 7 moich zawodników. To grupa, z którą nie ma problemów - chłopcy nie piją, nie palą, prowadzą zdrowy tryb życia. O 23.00 kładli się spać, o północy już spali. W Polsce bardzo im się podobało, żałowaliśmy, że Igrzyska nie trwały choćby tydzień dłużej. Chętnie powróciłbym tu z moimi przyjaciółmi z Walencji. Kraków to piękne miasto, ludzie są bardzo mili. Do pełni szczęścia brakowało nam tylko dwóch rzeczy - plaży i hiszpańskiej muzyki (uśmiech).
Na czym polega fenomen piłki nożnej? Czemu tak wielu chłopców marzy o karierze piłkarza?
- Ciężko jest to wytłumaczyć. Ja gram w piłkę, bo grał w nią mój tata, zawsze bardzo to lubiłem. Sport to najlepsza z dróg dla młodych ludzi, szczególnie dla tych w tzw. trudnym wieku, 14-15-latków. W tym wieku często wpada się w złe towarzystwo, zaczynają się kontakty z alkoholem, narkotykami, później dochodzą do tego problemy rodzinne. Sport, piłka nożna jest pewną alternatywą. Ma na tych młodych ludzi bardzo dobry wpływ.
Piłka nożna już od lat dzierży tytuł najbardziej popularnej dyscypliny w Hiszpanii...
- Tak, to sport numer jeden. Dla przykładu: w wiadomościach sportowych często przez 40 minut mówi się o piłce nożnej, pozostałym dyscyplinom poświęca się... dwie minuty. To wyraźnie obrazuje chyba sytuację. Piłka nożna absorbuje praktycznie całą uwagę. O piłce ręcznej, tenisie, pływaniu, mówi się zdecydowanie mniej. Na piłce nożnej generalnie łatwiej też zarobić. Siatkarze występujący w Superlidze nie staną się nigdy milionerami, bogaczami. Piłkarze grający w Primera División mają nieporównywalnie wyższe zarobki.
Zarobki, które dla przeciętnego Hiszpana są nieosiągalne. Co więcej, szczęśliwcami można nazwać tych, którzy mają jakiekolwiek stałe źródło utrzymania - o pracę niełatwo...
- To prawda, w Hiszpanii nastały trudne czasy, nie ma pracy, ale mimo wszystko... ludzie są szczęśliwi. My, Hiszpanie z założenia jesteśmy szczęśliwi. Powszechny jest system myślenia: nie mam pracy, cóż, siedzę więc w domu, może praca jakoś mnie znajdzie (uśmiech). Myślę, że w ciągu najbliższych lat sytuacja w kraju ustabilizuje się - i to na każdym gruncie. Póki co kryzys panuje w całej Europie - w Grecji, Włoszech, Irlandii...
Wracając jednak do piłki - zdradź czy lepiej pracuje się z młodzieżą czy z dziećmi?
- Z dziećmi pracuje się zupełnie inaczej. Kiedy miałem 18 lat i zaczynałem swoją przygodę jako trener, pracowałem z 7-8-latkami. Musiałem być dla nich... ojcem. Oczywiście, uczysz ich jak kopać piłkę, ale przede wszystkim uczysz ich jak zachowywać się na boisku i poza nim, to podstawowa wiedza. Dzieci muszą nauczyć się punktualności, szacunku do przeciwnika i wielu innych rzeczy. Mnie osobiście lepiej pracuje się z młodzieżą. Tak, jak powiedziałem już - praca z dziećmi wymaga byś był dla nich ojcem. Ja mam dopiero 24 lata, zatem będzie jeszcze czas, żeby sprawdzić się w roli ojca (uśmiech).
Kto jest dziś sportowym idolem dla hiszpańskiej młodzieży?
- Jest podział na dwa "obozy" - fanów Cristiano Ronaldo i Leo Messiego. Mimo wszystko więcej jest zwolenników Leo Messiego, z charakteru przypomina zwykłego chłopaka. Cristiano Ronaldo uwierzył w to, że jest gwiazdą, wszędzie zjawia się "wymuskany"... (uśmiech). Jeśli chodzi o moich idoli, wśród zawodników jest nim właśnie Messi, to najlepszy obecnie piłkarz świata. Wśród trenerów wskazałbym Guardiolę. To trener, który na każdym kroku udowadnia, że jest dżentelmenem. Może być wzorem dla młodzieży.
Jak widzisz szanse Polski w rozgrywkach Euro 2012?
- Droga Polski do złota może być nieco skomplikowana (uśmiech). My oczywiście wierzymy, że Euro zwycięży Hiszpania. Myślę, że mamy szansę wygrać, mamy bardzo mocną ekipę, a do tego dobrego trenera. Swoich szans na zwycięstwo w całym turnieju szukać będą także na pewno Niemcy i Holendrzy. Moim zdaniem, obok nas - Hiszpanów, Niemcy będą najbardziej wymagającym przeciwnikiem na tych Euro. Na dobry występ, który da nam medal, liczymy także na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie.
* Z Carlosem Martinezem San Valero, Fernando Lobo Peribañezem, ks. Tomaszem Kijowskim, Jerzym Dudkiem i Carlosem Goznalezem Sanzem rozmawiała Sylwia Kuś
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.