Najnowsze newsy

Piłka Nożna » Ligi zagraniczne » Pozostałe ligi

Pozostałe ligi | 2014-08-25 14:35:40 | Nadesłał: Krzysztof Wilk | Źrodlo: inf. własna

Groundhopperska (piłkarska) wyprawa do Niemiec i Czech

Fot.: Dawid Ćmielewski

W ramach groundhopperskich pasji, polegających na zaliczaniu stadionów w czasie spotkań piłkarskich, udaliśmy się na mecze do Czech i Niemiec. W ciągu 4 dni (od piątku 15.08. do poniedziałku 18.08.) byliśmy na 6 piłkarskich spotkaniach. Oba kraje potraktowaliśmy sprawiedliwie, bo pooglądaliśmy w nich po 3 mecze. Przekrój lig był duży, zwłaszcza w Niemczech, gdzie w meczu pucharowym oglądaliśmy zespół z Bundesligi, a w innym spotkaniu zespoły z VIII ligi. W Czechach byliśmy na meczach od I do V ligi. Bazę noclegową zorganizowaliśmy sobie w Bogatyni na terenie Polski, skąd blisko mieliśmy do obu sąsiednich państw.

Piątek

Tego dnia byliśmy na 1 meczu. Oglądaliśmy pojedynek Slovana Liberec z Duklą Praga. Mecz był niezły, ale niestety nie padła w nim żadna bramka. Na trybunach było niewielu, bo poniżej 4 tysięcy widzów. Wśród nich była mała grupka fanów gości, która była niezwykle mocno oflagowana. Miejscowi wystawili 2 konkurencyjne młyny. Po ostatnim gwizdku fani z Liberca zrobili oprawę pirotechniczną, w której domagali się legalizacji pirotechniki.

Sobota

W sobotę oglądaliśmy po 1 meczu w Niemczech i Czechach. Byłem ciekawy jak wygląda mecz niskiej ligi niemieckiej. Pojechaliśmy więc do Oderwitz, gdzie miejscowy zespół w meczu VIII ligi podejmował SV Neueibau. Tu nam wynagrodzono piątkowy brak goli, bo wpadło ich aż 11. Niestety wynik był bardzo jednostronny, bo 10:1 dla gospodarzy. Samo spotkanie nie było takie złe. Goście wcale nie położyli się na murawie tylko prowadzili dość otwartą grę. Kibiców było 90. Bilety kosztowały 3 euro od osoby. Sprzedawano piwo i różne kiełbaski. Spożycie było dość duże. Wokół barierki okalającej boisko wisiały puszki na pety, bo w Niemczech i Czechach na stadionach wolno palić.
Przed meczem przez przypadek trafiliśmy na jakieś zawody hippiczne.
Po meczu w Oderwitz pojechaliśmy do czeskiej Chrastavy na mecz V ligi, Spartak Chrastava – Jiskra Mseno. Zdecydowałem się na ten mecz przez to, że polscy groundhopperzy rozreklamowali polski klub LZS Chrząstawa i postanowiłem zobaczyć, jak wyglądają mecze w czeskiej Chrząstawie. Tu niestety spóźniliśmy się. Zobaczyliśmy typowo czeski mecz w niskiej lidze. Była kryta trybuna, pieczone kiełbaski, piwo itp. Też wokół wisiały puszki na papierosowe pety. Mecz był zacięty, zwłaszcza jego końcówka, gdy goście zdobyli kontaktową bramkę. Chrastava wygrała jednak 2:1.

Niedziela

W ten dzień plan był podobny, czyli obejrzenie po 1 meczu w Niemczech i Czechach. Jednak tym razem zgodnie podnieśliśmy poziom lig o 3 poziomy. Na początek w IV lidze niemieckiej zobaczyliśmy mecz Budissa Bautzen (Budziszyn) – Union Berlin II. Na stadionie beniaminka IV ligi niemieckiej zasiadło 1400 widzów. Siedzieli wygodnie na ładnej (i krytej) trybunie. Po drugiej stronie na stojącej (kamiennej) trybunie było kilkudziesięciu fanów Unionu. Miejscowi mieli młyn, po którym się dużo spodziewałem. Niestety , ale ich doping był bardzo cichy. Goście wcale dopingu nie prowadzili. Na terenie obiektu były punkty gastronomiczne z piwkiem i kiełbaskami oraz sklep z pamiątkami klubowymi. Zespołem wyraźnie lepszym byli goście, którzy wygrali 2:0. Wyróżniającym się piłkarzem gości był zawodnik ze Sri Lanki. Drugim był turecki Niemiec.
Stamtąd pojechaliśmy na mecz II ligi czeskiej do Varnsdorf. To miejscowość położona tuż przy granicy z Niemcami, stąd trochę Niemców na trybunach słyszałem. FK Varnsdorf bezbramkowo zremisował z FK Pardubice. Miejscowi kibice prowadzili doping, który nie był zbyt głośny, ale dość oryginalny. Przypominał mi trochę doping z tras narciarstwa alpejskiego. Używali jakieś dziwnej kołatki. Kibiców gości nie było.

Poniedziałek

Tego dnia wybraliśmy się na najciekawszy mecz. W meczu I rundy Pucharu Niemiec Energie Cottbus podejmowało Hamburger SV. Energie to zaledwie trzecioligowiec. Mimo, że spadli do III ligi, to kupili m.in.: Zbynka Pospecha (w poprzednim sezonie zdobył 16 bramek dla Dukli Praga), Fabiana Pawelę (Podbeskidzie Bielsko-Biała) i Roka Elsnera (wygrywał ligę w barwach Śląska Wrocław).
Z kolei HSV to zespół złożony z bardzo znanych zawodników. W tym meczu na boisku pojawili się: Adler, Jansen, Djouru, Westermann, Diekmeier, van der Vaart, Jiracek, Lasogga, Behrami, Badelj, Arslan, Rudnevs, Ilicević i Zoua.
Pod stadionem zameldowaliśmy się już 4 godziny przed meczem. Okazało się, że sporo osób też przyjeżdżało tak szybko jak my. Najczęściej były to całe rodziny. Początkowo podjeżdżali głównie kibice HSV. Przez moment myślałem, że jesteśmy na parkingu dla gości. Po przyjechaniu kibice ci najczęściej się przebierali w klubowe stroje. Zupełnie nie czaili się, że są za HSV, a wcale nie byli wtedy jakąś grupą. Około 15 zaczęli na podobnych zasadach podjeżdżać kibice Energie. Na 2 godziny przed meczem poszliśmy pod stadion, ale jeszcze przez godzinę kręciliśmy się po okolicy, żeby chłonąć tamtejszą atmosferę. Wokół kręcili się kibice obu drużyn. Obserwowałem jak na stadion wchodzili fani gości. Zupełnie nikt ich nie kontrolował. Nie sprawdzano im nawet plecaków. Widziałem, że wnosili na stadion nie składające się parasolki, mimo, że było zdjęcie, według którego były one w wykazie przedmiotów zakazanych. Z przyjemnością patrzyłem jak całe rodziny w barwach Energie zbliżały się do stadionu. Wielu kibiców było dosłownie obwieszonych szalikami. Najczęściej kibic miał na sobie 3, a niekiedy nawet 4 szale. Po 1 przywiązanym do każdej ręki i po 1 na szyi i przewiązanym w pasie. Na stadionie są napisy w 3 językach: niemieckim, serbołużyckim i … polskim. Stadion wypełnił się prawie całkowicie. Było ponad 16 tysięcy widzów. Było sporo miejsca na trybunie gości oraz był sektor buforowy. Nie wiem po co, bo na pozostałych trybunach było sporo kibiców HSV, którzy byli w swoich barwach. Byli przemieszani z miejscowymi.
Organizatorzy meczu na początek pokazali oprawę godną finału tych rozgrywek. Kibice HSV zaznaczyli swą obecność odpalając race. Reszta stadionu wygwizdała to. Nie wiem, czy to była dezaprobata dla pirotechniki, czy dla kibiców gości. W tym czasie jakiś kolorowy dym na moment pojawił się nad sektorem fanów Energie. Od początku oba młyny prowadziły doping. Na boisku lekką przewagę uzyskali hamburczycy. Jednak w 10. minucie bramkę z rzutu karnego zdobyli gracze z Cottbus. Stadion oszalał. Goście na swojego gola musieli czekać do 70. minuty. Zdobył go Westermann. Od tego momentu hamburczycy przez kilka minut mieli przygniatającą przewagę. Trwał ostrzał bramki gospodarzy. Ci jednak przetrwali ten trudny okres i do 90. minuty toczyli wspaniałą walkę. Dzięki temu doprowadzili do dogrywki. Gdy w 96. minucie słynny van der Vaart strzelił gola wydawało się, że będzie po meczu. Tymczasem gracze Energie wznieśli się na wyżyny. W 105. minucie udało im się wyrównać na 2:2. W ostatnich 5 minutach oba zespoły chciały zdobyć zwycięskiego gola. Cały stadion oglądał końcówkę na stojąco. Emocje były niesamowite. Po 120 minutach potrzeba było zorganizować konkurs rzutów karnych.
Pierwszy do piłki podszedł van der Vaart, który wykorzystał karnego. Po nim strzelał Pawela, który grał od 77. minuty. Strzelił lekko i Adler łatwo obronił. Bramkarz HSV wyłapał też strzał Michela. Przy stanie 3:1 wykonawcą karnego był Rudnevs, który strzelił i zapewnił swojemu zespołowi awans.

Ten mecz zakończył naszą trzydniową przygodę. Udało mi się powiększyć kolekcję piłkarskich biletów o kolejne 6 sztuk. Wprawdzie nie zdobyłem biletu z meczu w Chrastavie (nie wiem czy były), ale po meczu Slovan Liberec – Dukla Praga udało mi się znaleźć bilet z meczu Slovana Liberec z … FC Astra (Liga Europy).

Krzysztof Wilk @MojeWielkieMecz

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Najnowsze galerie

Polecane