I Liga | 2014-01-04 08:30:47 | Nadesłał: Mateusz Czarnecki | Źrodlo: Marcin Celejewski
Rok temu o tej porze, kibice i działacze w Świnoujściu głowili się czy klub zdoła spełnić wymogi licencyjne na grę w ekstraklasie. Flota była liderem I ligi ze sporym zapasem punktowym nad pozostałymi drużynami. Statystyki, eksperci i ludzie związani z piłką, nie mieli wątpliwości. Wyspiarze musieli awansować.
Kilka miesięcy później napompowany do granic wytrzymałości balon z napisem "awans" pękł jak mydlana bańka. Zespół nie tylko nie awansował, ale stracił możliwość na zarobienie sporych pieniędzy. Do historycznego sukcesu zabrakło... dwóch punktów. Zamiast fety związanej z awansem, zarząd musiał skupić się na złożeniu drużyny na kolejny sezon. Wszystko bowiem ustawione było pod kątem gry w ekstraklasie, a działacze kontraktując znanych jak na I ligę zawodników postawili wszystko na jedną kartę.
Świnoujście opuściło wielu czołowych piłkarzy m.in. Grzegorz Kasprzik, Sebastian Olszar czy Patryk Fryc. Z trenerskiego stołka odszedł również Tomasz Kafarski, za którego kadencji gra Floty wyglądała być może najlepiej "dla oka" w dziejach klubu. To wszystko spowodowało, że celem na nowy sezon było jedynie utrzymanie na zapleczu T-Mobile Ekstraklasy. Stery nad zespołem powierzono Bogusławowi Baniakowi, którego trenerskie doświadczenie miało pozwolić na spokojny ligowy byt.
Początek sezonu był dość obiecujący, niestety z każdym następnym meczem forma drużyny spadała. Do tego doszła coraz gorsza atmosfera w szatni i zgrzyty wśród zespołu. Baniak jako pierwszy trener w historii klubu zakotwiczył w strefie spadkowej I ligi. Kibice oczekiwali natychmiastowej zmiany trenera, zarząd natomiast był nieugięty i szkoleniowiec posady nie stracił. Świnoujścianie rok zakończyli na piętnastej pozycji, zaledwie z czterema wygranymi meczami na koncie. Tak słabej rundy nie spodziewali się nawet najwięksi pesymiści.
Flota od lat przysparza wielu emocji. Praktycznie od początku swojej gry na pierwszoligowych boiskach funduje swoim kibicom skrajne emocje. Potrafi wygrywać mecz za meczem i być okrzyknięta murowanym faworytem do awansu, by za chwilę przegrywać z kretesem i być skazywaną do natychmiastowego spadku. Ludzie obserwujący ten klub byli niejednokrotnie świadkami wzlotów i upadków. A rywalizacja sportowa na linii Flota – Pogoń spowodowała, że o województwie Zachodniopomorskim zaczęto mówić i pisać coraz częściej.
Wszystko wskazuje na to, że runda wiosenna może być dla Floty ostatnią w profesjonalnej piłce na długie lata. Przy ewentualnym spadku, klub nie zdoła funkcjonować w II lidze. - Jeżeli zostaniemy zdegradowani to będziemy musieli pożegnać się z piłką zawodową. Będziemy musieli szukać rozwiązań w zakresie futbolu amatorskiego - mówił w rozmowie z Głosem Szczecińskim prezes Floty.
Na razie z zespołem pożegnał się Mateusz Szałek oraz Charles Nwaogu. Wolna pozostaje również posada trenera bramkarzy, a grającym asystentem zostanie być może Ensar Arifović. Klub liczący blisko 57 lat, grający od sześciu sezonów w I lidze jest na granicy przepaści. Kilkanaście miesięcy temu grą Floty zachwycała się cała piłkarska Polska, teraz z niedowierzaniem oglądają marsz klubu poza granice profesjonalnej piłki. Stare piłkarskie porzekadło brzmi "do póki piłkarz w grze", wszystko, więc w nogach i głowach zawodników, od których zależeć będzie los zawodowej piłki na wyspie Uznam.
autor tekstu: Marcin Celejewski
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.