Najnowsze newsy

Piłka Nożna » Ligi polskie » I Liga

I Liga | 2009-04-16 22:43:06 | Nadesłał: mickjagger | Źrodlo: Zagłębie Lubin SA

Trudne momenty mam wpisane w życiorys

Fot.: Zagłębie Lubin SA

- Porozmawiajmy jutro. Bo wie Pan, ja dziś wstałem o piątej rano, a jestem już w takim wieku, że za chwilę będę kładł się spać – mówił tuż po zajęciach nowy szkoleniowiec Zagłębia Lubin. Bez dwóch zdań po blisko półgodzinnym spotkaniu z tym trenerem można powiedzieć, że jest to postać nietuzinkowa.

Niezwykle dowcipny, mający niebanalne poglądy, a przy tym niezwykle wymagający, piekielnie inteligentny rozmówca. Bez dwóch zdań jest to człowiek, który jest w stanie wprowadzić Zagłębie Lubin do Ekstraklasy. Czy to jemu się uda? Czy jest w stanie tchnąć w zespół Zagłębia nowego ducha i sprawić, że w sobotę lubinianie ograją Tura Turek. Na te, a także inne pytania Pan Lenczyk odpowiedział w jakże charakterystycznym dla siebie stylu.

- Przede wszystkim trzeba zastanowić się nad tym, czy łatwiej jest spadać, czy się podnosić. Prawdziwego człowieka można poznać właśnie po tym, czy potrafi się podnieść – tak rozpoczął z nami rozmowę szkoleniowiec. - Mogę o kilku zawodnikach powiedzieć, że ich umiejętności są spore. I oni nie chcą spadać. Jeżeli pozwolimy sobie wspomnieć o tym, że ambicje klubu są na miarę walki z najlepszymi w Polsce, bo nie po to się buduje ten stadion, to będzie można powiedzieć, że w razie spadania z tego miejsca, w którym jesteśmy, wielu zawodnikom dziękujemy. Bo oni udowodnią, że nie nadają się do tego klubu. Nie powiem jednak Panu tego , co teraz trzeba w zespole naprawić, bo jestem tutaj za krótko. A nawet, jeśli to wiem, to nie chcę pewnych zawodników obrazić.

Co Pan robił, odkąd rozstał się z GKS-em Bełchatów?
- Mam ważny do końca sezonu kontrakt w Bełchatowie. Ponieważ jak na polskie warunki sprawa jest dość kuriozalna, postanowiłem nie korzystać z propozycji, które w międzyczasie otrzymałem. Z jednej strony biorąc pod uwagę to, że nie jestem trenerem z kapelusza. Jeżeli ktoś zapomina, że ten sport, ta dyscyplina jest konfrontacją dwóch zespołów, z których każdy ma jednakowy cel – wygrać. A mecz, jak to mawiał Kazimierz Górski, wygrać, przegrać albo zremisować. I jako trener wiem o tym, że można przegrać, że trzeba umieć przegrywać, ale przy tym wyciągać takie wnioski piłkarskie z gry zespołu, żeby umieć z trudnej sytuacji z twarzą. Odszedłszy z Bełchatowa zostawiłem tam zawodników dobrze przygotowanych, czego dowodem były kolejne mecze w wykonaniu tego zespołu. Nie ściągnięto tam trenera z najlepszej ligi zachodniej, tylko zostali Ci trenerzy, którzy byli ze mną. To jest dla mnie dowodem na to, że swoje zadanie spełniałem najlepiej jak potrafiłem. Wynik meczu zależy wyłącznie od liczby zdobytych bramek, a jak zabraknie tych bramek, to meczu się nie wygrywa. Widzę pewną analogię w stosunku do Zagłębia. Micanski, który strzelał bramki, przestał to robić, a nie ma innego kolegi, który by to robił. W rozmowie z panem prezesem dałem do zrozumienia, że czasem trzeba zamiast kupić dziesięciu przeciętnych piłkarzy kupić dwóch, którzy będą decydować o wyniku meczu.

Czytałem, że po rozstaniu z Bełchatowem mógł się Pan przynajmniej częściej z wnukiem widywać.
- A z trzema wnukami! Jak się ma dzieci, to człowiek w pewnym momencie wie, że z nich już nic lepszego nie będzie. A z wnukami sprawa wygląda tak, że zawsze jest szansa.

Wrócę na chwilę do tych analogii dotyczących skuteczności między Zagłębiem, a GKS. Pod koniec Pana pracy w Bełchatowie najlepszym strzelcem był Costly, a zaraz później obrońca Popek…
…Ale rozmawiajmy już tylko o Zagłębiu.

Chciałbym jednak wyjaśnić tę analogię.
Jest na to bardzo prosta odpowiedź, ponieważ od kilku lat stałe fragmenty gry mają decydujące znaczenie dla wyniku meczu. Po rzutach rożnych i wolnych Popek, który dobrze gra głową zdobywał bramki. A bardzo często tak jest, że przeciwnik nastawia się na krycie tych zawodników, którzy są napastnikami i którzy mają nazwiska. A tymczasem bramki strzelają ci, którzy są jakby niezauważalni.

Zagłębie Lubin znajduje się obecnie w trudnym momencie ligowej wiosny. Prezes Paweł Jeż, argumentując wybór Pana osoby na nowego trenera Zagłębia Lubin powiedział, że wielokrotnie przejmował Pan różne zespoły w różnych momentach. Dlaczego zdecydował się Pan przyjąć propozycję lubińskiego klubu?
- Nigdy nie przejmowałem drużyn w dobrych momentach. Pewnie wpisane jest to w mój życiorys, że biorą mnie tam, gdzie się pali. A strażakiem nie jestem , bo strażaków już trochę zebrano we Wrocławiu…

A co Pana przekonała, żeby przyjść tutaj i prowadzić ten zespół?
- Jestem zakochany we Wrocławiu, a stąd jest do tego miasta blisko. Studiowałem we Wrocławiu, ożeniłem się we Wrocławiu, urodziły mi się dzieci we Wrocławiu i zostawiłem mnóstwo przyjaciół we Wrocławiu.

W tym mieście grał Pan również w piłkę…(w Ślęzie Wrocław – przyp. red.)
- Ee…Kopałem, a nie grałem.

Na razie opinie kibiców po Pana zatrudnienia są bardzo pozytywne.
- A gdzie oni są?

Kibice wypisują je na forach internetowych.
- Kurczę…Szkoda, że nie czytam. Pewnie już jakieś paszkwile piszą…

Nie, nie. Wręcz przeciwnie.
- Tak? Buzi mi jednak nie dadzą… Ale oni wiedzą, że to trzeba Turków pokonać? Myślałem, że to Sobieski miał zrobić, a tymczasem mnie tego przyszło dokonać…

Czy to najtrudniejsze wyzwanie w pańskiej trenerskiej karierze?
- (chwila ciszy). Nie myślałem o tym. Pamiętam jednak, że kiedyś przez kilka miesięcy pracowałem w pewnym drugoligowym klubie i powiedziałem sobie, że w życiu nie będę pracował w drugiej lidze. Powiedziałem sobie, że mogę nawet nie pracować pięć lat, ale nigdy nie wrócę do drugiej ligi. A wzięło się to z tego, że po czterech treningach przyszedł do mnie kierownik drużyny i powiedział, że trzeba oddać punkty tam, gdzie jedziemy, bo oni nam oddali w zeszłych rozgrywkach. Mogę tylko żałować, że w tym momencie nie pożegnałem się z tym klubem. Jakim? A chce mnie Pan wysłać do Wrocławia?

Zdecydowanie wolałbym, żeby Pan został tutaj. Panie trenerze, chciałbym przytoczyć pańskie słowa wypowiedziane niegdyś na łamach „Sportu”…
- A w którym roku? Tysiąc dziewięćset którym?

Miałem na myśli styczeń 2008.
- A…styczeń 2008. Możliwe.

Dokładnie. Chciałbym, żeby Pan w ogóle ustosunkował się, czy rzeczywiście te słowa wypowiedział. „Wszystkim działaczom, z którymi miałem okazję współpracować, brakuję cierpliwości. Wynik sportowy nie rodzi się w ciągu miesiąca, czy dwóch”. A przecież w Lubinie ten wynik sportowy musi się urodzić w tym właśnie okresie.
- Mogę odpowiedzieć na to pytanie w ten sposób, że jest to, tak jak określiłem, wyzwanie. Widzew, czy Korona też mają jeszcze ciężkie mecze. Żeby to optymistycznie zakończyć powiem, że wszystko jest możliwe. Mamy zadanie do wykonania i zrobimy wszystko, aby ta najgorsza możliwość dla Lubina nie została spełniona.

Pana przyjście do Lubina sprawiło, że w klubie powiało optymizmem…
- …a ja chciałbym, żeby zawodnicy się nie „zagotowali”, żeby grali to, co potrafią i wygrali z drużyną, która, jak powiedziałem zawodnikom na boisku, nie ma wielkiej taktyki i wielkich piłkarzy. A z taką się najgorzej gra. Bo będą biegać, kopać, gryźć, walczyć, a do tego zagrają na własnym boisku. Kiedyś grałem sparing w Turku. Wspaniale mnie przyjęto, do dzisiaj wspominam salceson i pasztetową, którą mnie wówczas przyjęto. Natomiast od momentu, kiedy zaczęliśmy przegrywać 1:2 , to już się elegancja skończyła. To przypomina mecze z drużynami, które awansują do Pucharu Polski z trzeciej lub czwartej ligi. Gdy tam się przyjeżdża, panuje Francja-Elegancja. Natomiast w czasie meczu to jest hiszpańska corrida.

W jaki sposób będzie chciał Pan dźwignąć Zagłębie z dołka?

- Nie odpowiem. Nie odpowiem, bo mogę Panu odpowiedzieć, że na pewno słońce za chwilę zajdzie… To jest takie proste pytanie, prawda? Trochę mnie serducho boli, bo po dwóch tygodniach pożegnałem na lotnisku w Krakowie wnuka, który właśnie tam wylądował, gdzie to słońce właśnie zachodzi.

Na jak długo związał się Pan z Lubinem?
- Zdecydowałem się na pracę w Zagłębiu jak to się mówi „na czas nieokreślony’. Zostało to przyjęte zarówno przeze mnie, jak i kierownictwo klubu.

Cel, jaki przed Panem postawiono jest pewnie jeden. Awans.
- Prezes nie musiał przedstawiać celu, ponieważ od momentu jak Zagłębie rozpoczęło rozgrywki w tej pierwszej lidze, to absolutnie zdawałem sobie sprawę, że gra w tej lidze za karę i z pewnością ambicją wielu zawodników grających w tej drużynie jest, aby w niej grać tylko rok. Jestem przekonany, że wielu z nich zdecydowało się pozostać w zespole nie tylko dlatego, że jest to klub stabilny, ale również dlatego, że zostawili już tutaj trochę serca w poprzednich sezonach. To dobrze, bo gwarantuje to pewną stabilizację. A są to zawodnicy na tyle kluczowi i znani, że z pewnością w dalszym ciągu decydują o jakości tego zespołu.

Zapewne nie może Pan po pierwszym treningu powiedzieć w jakiej oni są dyspozycji fizycznej…
- Z pewnością są uśmiechnięci. Dziś dopisała nam pogoda. To, co robili, a prosiłem ich o pomoc, ponieważ sam się zabrałem do pracy bez asystentów, sprawiło, że jestem zadowolony.

Nie będzie miał Pan asystentów?
- Ja mówię o tym, co miało miejsce dziś. Jestem trenerem, który bardzo lubi mieć współpracowników mądrzejszych od siebie. Jest to bardzo ważne, ponieważ są to partnerzy, są to ludzie na których można polegać. Bo klocki czy chorągiewki na treningu to sam sobie będę nosił.

Można się spodziewać, że kogoś zaprosi Pan do współpracy?
-Z mojej strony jest to absolutnie brane pod uwagę.

Obserwował Pan Zagłębie w ostatnich miesiącach?
- Czytałem, oglądałem mało, choć mam kasety do przeglądnięcia jeszcze dziś i jutro. Ponieważ skład jest w miarę stabilny, jedna lub dwie pozycje są wymieniane, to nie ma aż takiego problemu. Powiem może inaczej. Mam nadzieję, że nie zaszkodzę zespołowi, a po dwóch, trzech meczach będę z pewnością mądrzejszy.

Bardzo Pana martwią kontuzje w obozie Zagłębia?
- Uważam, że jest to z pewnością duży problem dla klubu. Z pewnością dlatego, że nie ma tutaj kadry dwudziestu dwóch zawodników o na tyle wyrównanych umiejętnościach, żeby się martwili, czy będą grali w najbliższym meczu. Jestem przekonany, że kontuzje, jeżeli nie wynikają z urazu dokonanego przez przeciwnika, to z pewnością wynikają z treningu. A jeżeli wynikają z indywidualnych predyspozycji, czy podatności na kontuzje, to można zadać pytanie, co taki zawodnik robi w klubie? Jak się kupuje konia, to się jemu zagląda w zęby. Z piłkarzem trzeba zrobić podobnie. Trzeba by wziąć pod uwagę statystykę. Policzyć ile rozegrał meczów, ile miał kontuzji, jakie to były urazy? Czy to były ciągle kontuzje mięśnia dwugłowego, czy może kolan? To wszystko nie leży wyłącznie w rękach trenera, bo on jest tym, które podczas treningu aplikuje obciążenia, ale także sztabu medycznego, który powinien być kompetentny od strony sportowej. Bo nie może być tak, że piłkarz jest zdrowy, bo jest zdrowym człowiekiem. To musi być zdrowy sportowiec, czyli osoba narażona również na obciążenia, które mają wpływ na uzyskanie dobrej formy.

W Lubinie dość dobrze pracuje się z młodzieżą…
- … również to był jeden z punktów, który brałem pod uwagę przy podejmowaniu decyzji. Jestem przekonany, że minęły czasy, w których trzydzieści lat temu dziewięćdziesiąt procent piłkarzy Wisły było z Krakowa, a w tych dziewięćdziesięciu procentach siedemdziesiąt procent stanowili wychowankowie. Przyszły jednak takie czasy, że liczą się umiejętności. Pewnie również pieniądz, bo łatwiej jest kupić piłkarzy niż go wychować. Statystyka mówi, że na stu zawodników podejmujących treningi w trampkarzach jeden ma szansę trafić do pierwszej ligi. To już dawno zrozumieli ci, co chcą grać na najwyższym poziomie. A przykładem tego jest fakt, że wielu mężczyzn urodzonych w Afryce ma takie cechy wrodzone, które nie jest w stanie wykształcić poprzez trening piłkarz urodzony w Europie. Popatrzmy choćby na reprezentację Francji. Trzeba by się zastanowić, czy jest to reprezentacja Francji, czy Zimbabwe. To, że jest tu dużo młodzieży absolutnie postrzegam jako plus. Ponieważ przyjechałem dziś do Lubina nie wiedząc jeszcze, że będę tutaj trenerem, zostanę tutaj w niedzielę na meczu drugiej drużyny również po to, żeby oglądnąć te zaplecze.

Wysłuchał: WW/Zagłębie Lubin SA

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Piłka nożna

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane