Najnowsze newsy

Piłka Nożna » Ligi polskie » I Liga

I Liga | 2009-04-16 22:38:24 | Nadesłał: mickjagger | Źrodlo: Zagłębie Lubin SA

Ma dość siły i ambicji

Fot.: Zagłębie Lubin SA

- Mam dość siły i ambicji, aby pokazać, że jeszcze coś znaczę. Komu pokazać? A choćby Leo Beenhakkerowi, który jest przecież moim rówieśnikiem i jak widzę, w Polsce wciąż jest na absolutnym topie – deklarował kilka dni temu na łamach mediów Orest Lenczyk. Dziś wraca na trenerską ławkę. Cel, jaki postawiono jemu i zespołowi nie jest łatwy do zrealizowania, ale szkoleniowiec absolutnie nie pęka.

Jeszcze w sezonie 2006/07 był uznawany za jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego, szkoleniowców pracujących w polskiej Ekstraklasie. Z szacunku do jego wiedzy i osiągnięć ochrzczono go nawet przydomkiem „Oro-Profesoro”. Dlaczego? Gdy w październiku 2005 roku po trzyletniej przerwie wrócił na ławkę trenerską w GKS-ie Bełchatów, bardzo szybko odcisnął swoje piętno na tym zespole. Bełchatowianie z ligowego słabeusza przeobrazili się w nietuzinkowy i świetnie grający zespół. Przekonało się o tym w sezonie 2005/06 Zagłębie prowadzone przez Franciszka Smudę, które wiosną uległo bełchatowianom 0:3.

Wprawdzie w kolejnych rozgrywkach lubinianie dowodzeni z trenerskiej ławki przez Edwarda Klejndinsta zrewanżowali się rywalom, ogrywając ich 2:1, lecz jak się później okazało to właśnie drużyny Bełchatowa i Zagłębia Lubin toczyły zaciekły bój o tytuł Mistrza Polski. Ostatecznie, ku naszej radości, lepsi okazali się piłkarze prowadzeni przez Czesława Michniewicza. Niemniej jednak Bełchatow, mimo iż przegrał korespondencyjny bój, mógł sezon 2006/07 uznać za najlepszy w swojej historii. - Mam jednak satysfakcję, że osiągnęliśmy z Bełchatowem wiele. Przede wszystkim graliśmy widowiskową piłkę, strzelaliśmy dużo goli. Zewsząd zbieraliśmy wiele komplementów – mówił szkoleniowiec.

Pod okiem Lenczyka znakomicie rozwinęli się Rafał Boguski i Łukasz Garguła . Pierwszy całkiem niedawno wyrósł na odkrycie reprezentacji Polski, drugi, gdyby nie paskudna kontuzja, byłby liderem narodowej jedenastki. Lenczyk miał także znakomity wpływ na Radosława Matusiaka, który jesienią 2006 zaliczył fantastyczną, najlepszą w swojej karierze rundę. W przerwie sezonu zdecydował się jednak na transfer do włoskiego Palermo, co, jak pokazał czas, było fatalnym krokiem i punktem zwrotnym w karierze „Rado-Matu”. - Matusiak ma czego żałować, bo jakby został z nami, to byłby mistrzem Polski, a tak to tylko zagrał trzy razy w lidze włoskiej – powiedział w Skarbie Kibica dołączonym do Przeglądu Sportowego szkoleniowiec, który z Edwarda Cecota i Dariusza Pietrasiaka, dwóch obrońców, którzy przez wiele sezonów gry w Ekstraklasie nigdy nie wybili się ponad przeciętność, zrobił dwóch czołowych stoperów ligi. Oszlifował talent Dawida Nowaka, jednego z najbardziej pożądanych dziś piłkarzy Ekstraklasy, odbudował Pawła Strąka. Poza tym Lenczyk odkrył także dla Ekstraklasy Mariusza Ujka, który z zawodnika tułającego się po nędznych klubach stał się czołową postacią najwyższej klasy rozgrywkowej.

Odrodzony Bełchatów został wicemistrzem Polski. W klubie ten sukces tylko rozbudził nadzieje na to, że ten zespół może osiągnąć coś więcej. PGE GKS celował nawet w mistrzostwo Polski. Chciał także nieco zamieszać w Pucharze UEFA. Drugi cel nie został zrealizowany po tym jak zespół odpadł z rywalizacji po pojedynkach z ukraińską „trzecią siłą” Dnipro Dnitropietrowsk. - Oczekiwania wobec mnie oraz zespołu zdecydowanie wzrosły. Nie przypuszczałem, że przegramy rywalizację z Dnipro, wszak w pierwszym meczu zdołaliśmy zremisować. Kto mógł przypuszczać, że w ciągu 10 minut popełnimy dwa koszmarne błędy. To dla mnie bolesne doświadczenie – stwierdził szkoleniowiec, który zwracał uwagę na to, że jego drużyna stanowczo zbyt często dzieli się punktami z rywalem. Gdy Bełchatów przegrał pięć kolejnych spotkań, a w mediach rozpoczęto spekulacje o tym, kto rychło zastąpi szkoleniowca, który doprowadził GKS do sukcesów. - W GKS zapaliła się na razie stodoła, a nie chałupa. Trzeba ugasić w niej pożar. Ja się pytam, czy Lenczykowi nagle odebrało rozum. Ci, którzy uważają, że Lenczyk podejmuje złe decyzje, prawdopodobnie sądzą, że płonie już chałupa i trzeba zmienić strażaka do gaszenia. Jeśli drużyna miała walczyć o mistrzostwo Polski, to należało ją solidnie wzmocnić – w ten charakterystyczny dla siebie sposób trener Lenczyk komentował medialne spekulacje. Wkrótce jednak na trenerskim stołku zastąpił go Jan Złomańczuk. - U nas jest teraz podobna sytuacja, jak w starożytnym Rzymie, gdzie gilotyna ścinała głowy, jak leci, nie uwzględniając skali winy. Tak to już bywa. Miałem i, co ważniejsze, mam przekonanie, że w każdym klubie, w którym pracowałem, miałem do zrealizowania określone cele sportowe. I tego, w moim przekonaniu, dokonałem. Zawsze interesowało mnie boisko, miałem satysfakcję, jak moi podopieczni awansowali do różnych reprezentacji kraju – powiedział wówczas Orest Lenczyk.

Wielu fanom osoba tego znakomitego szkoleniowca nieodłącznie kojarzy się z sukcesami GKS, a przecież nie jest to jedyny klub, w którym szkoleniowiec święcił triumfy. Lenczyk, który jako piłkarz próbował swoich sił w Sanoczance Sanok, Stomilu Poznań, Ślęzie Wrocław oraz Moto Jelczu Oława, już w wieku 28 lat zawiesił buty na kołku po to, by pracować w piłce w charakterze trenera. Najpierw w 1975 roku trafił do Wisły Kraków, w której przez dwanaście miesięcy pełnił rolę asystenta. Następnie działacze powierzyli mu samodzielne prowadzenie „Białej Gwiazdy”, którą w sezonie 1978-79 poprowadził do tytułu Mistrza Polski, pierwszego od 1950 roku, a także do 1/4 ówczesnego Pucharu Mistrzów. Od wiślaków, którzy odprawili z kwitkiem Brugię i Zbrojovkę Brno lepszy okazał się szwedzki Malmö FF.

Do Krakowa Orest Lenczyk wracał jeszcze trzykrotnie, a kolejny sukces osiągnął z nią podczas ostatniego pobytu. Po niebywale emocjonującym dwumeczu i porażce 1:4 w pierwszym spotkaniu rozegranym w Saragossie, Wisła na własnym obiekcie pokonała Real 4:1. chociaż już na początku meczu straciła bramkę na 0:1! W kolejnej rundzie za mocne okazało się FC Porto.

Sukces na międzynarodowej arenie, choć nieco mniejszego kalibru, trener Lenczyk osiągnął z Ruchem Chorzów. W 1998 roku dotarł z „Niebieskimi” aż do finału Pucharu Intertoto, w którym jednak chorzowianie musieli uznać wyższość włoskiej Bologni.

Dla Oresta Lenczyka Zagłębie będzie trzynastym klubem, w jakim podjął się pracy trenera w swojej długiej i naznaczonej sukcesami karierze szkoleniowej. Nie jesteśmy przesądni. Prędzej liczymy na to, że „Oro-Profesoro” już niebawem w rubryczce zatytułowanej „Sukcesy” będzie mógł śmiało wpisać: Awans z Zagłębiem Lubin do Ekstraklasy.

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Piłka nożna

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane