Ekstraklasa | 2014-03-03 15:44:59 | Nadesłał: Mateusz Czarnecki | Źrodlo: legia.com
Zapis poniedziałkowej konferencji prasowej właścicieli Legii - Dariusza Mioduskiego oraz Bogusława Leśnodorskiego ws. wydarzeń z niedzieli podczas meczu Legia Warszawa - Jagiellonia Białystok.
Bogusław Leśnodorski: - To, co się wczoraj wydarzyło, nigdy nie powinno mieć miejsca i mam nadzieję, że nigdy więcej nie będzie miało. Nie ukrywam, że to dla mnie najtrudniejszy moment, odkąd trafiłem na Legię. Jest nam bardzo przykro i nad tym ubolewamy. Jesteśmy w pełni przekonani, że wszyscy, którzy odpowiadają za to, co się zdarzyło, powinni ponieść konsekwencje. Prawo na to pozwala. Wszystkie osoby, które naruszyły normy przyjęte na stadionie, dostaną maksymalnie długie zakazy stadionowe. Dziś do końca dnia będzie ich kilkanaście, a później na pewno więcej niż pięćdziesiąt. Zidentyfikujemy i ukarzemy osoby odpowiedzialne za to, co się wydarzyło na stadionie. Naszym obowiązkiem jest ukarać winnych i chronić niewinnych. Uważamy, że gdyby prawo na to pozwalało, zakazy powinny być dłuższe, nawet dożywotnie. Bezpieczeństwo było i jest priorytetem. Wczoraj granica została przekroczona. Nasz stadion jest stadionem dla wszystkich Kibiców piłki nożnej i Klubu, a nie dla bandytów. Zrobimy wszystko, by takie osoby wyeliminować.
Granica bezpieczeństwa została jasno nakreślona mniej więcej rok temu, a wczoraj została przekroczona. Kwestia przemocy, wandalizmu, agresji miały miejsce i to nie może się powtórzyć. Musimy zrobić wszystko, aby wyeliminować osoby odpowiedzialne za to, co się wydarzyło.
Dariusz Mioduski: - Nie wyobrażam sobie, aby taka sytuacja mogła się kiedykolwiek powtórzyć. Przy tym, co próbujemy robić, budując wielką Legię, takie zachowania nie mogą mieć miejsca i nie będą mieć miejsca. Są trzy obszary działania. Jeden z nich to obszar Klubu, za który my odpowiadamy. Zakazy stadionowe nie były w istotny sposób używane. Teraz będą. Dla bandytów nie ma miejsca na tym stadionie. W tym tygodniu przeprowadzimy wewnętrzny audyt bezpieczeństwa. Zrobimy to w kompleksowy sposób. Będzie dotyczył on wszystkich obszarów, włącznie z infrastrukturą.
Drugi obszar to współpraca z innymi instytucjami i podmiotami - wojewodą, policją, Ekstraklasą, PZPN-em i innymi instytucjami. Chcemy wypracować wspólne stanowisko, jak procedować i co robić - to dotyczy całej polskiej piłki, nie tylko Legii. Z powodu wydarzeń na naszym stadionie jesteśmy jeszcze bardziej zmotywowani, by to robić. Chciałbym zaproponować stworzenie zespołu, który zajmie się takimi sprawami. Rekomendacje, które zostaną wypracowane przez taki zespół, będziemy wdrażać u siebie.
Nie powinno być odpowiedzialności zbiorowej. Zamykanie stadionów i karanie wszystkich to nie jest dobra droga. Wykorzystajmy narzędzia, które mamy, a jeśli one nie są wystarczające, stwórzmy nowe - musimy karać tych, którzy są winni - tych bandytów, którzy zainspirowali wczorajsze wydarzenia z jednej lub z drugiej strony. Moim zdaniem wszelkie instrumenty idące w stronę odpowiedzialności zbiorowej są przejawem bezsilności, a my nie jesteśmy bezsilni i władze też nie są bezsilne. Razem usiądźmy i spróbujmy coś zrobić.
Bogusław Leśnodorski: - Sytuacja dotyczyła zachowania kilkudziesięciu osób ze strony Legii. Uważamy, że w regulaminach powinny być jasno określone kary za to, co się dzieje na stadionie. Odpowiedzialność finansowa jest elementem, który musi być stosowany. To nie jest prawda, że brama była zamknięta. W momencie, w którym zobaczyłem, że dzieje się na stadionie coś niedobrego, około 30. minuty, pojawiłem się w centrum dowodzenia. Podjąłem decyzję o tym, że policja powinna wejść na stadion. Po minucie - dwóch policja pojawiła się w sektorze gości.
Nie stać nas na to, aby płacić kary. Płacenia kar jest głupotą. Poza pierwszą drużyną i misją czysto sportową mamy misję społeczną. Pieniądze powinny być wydawane na Akademię i rozwój dzieci. Nie chcemy być postrzegani jako Klub, który toleruje czy akceptuje tego typu sytuacje.
Temat rac jest omawiany po raz tysięczny. Nie wiemy, jak to się stało, że race zostały wniesione. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić.
Praca agencji ochrony nie została wykonana należycie. Konsekwencje na pewno zostaną wyciągnięte. Osoby, które były odpowiedzialne za ochronę na stadionie, powinny ponieść konsekwencje. Nie widzę innego rozwiązania.
Decyzja o przerwaniu meczu została podjęta w 43. minucie. Osobiście optowałem za tym, żeby pierwsza połowa meczu została dograna do końca. Kiedy Kibice opuszczali stadion, doszła do nas informacja, że zawodnicy obu zespołów chcieli kontynuować mecz. Przez kilka minut ustalaliśmy, co jest możliwe. Dalsza gra nie była jednak możliwa. Uważamy, że nie może być tak, że przestępcy decydują o tym, czy mecz może być rozgrywany, czy nie.
Jeśli chodzi o kibiców Korony Kielce, otrzymaliśmy informację, że wszystko odbyło się bardzo dobrze. W tamtym spotkaniu nie było żadnych incydentów. Z tego co wiem, w zakresie kontroli wszystko odbyło się tak jak powinno. Sektor gości nie może być zabezpieczony w taki sposób, aby była możliwość rzucania jakichś przedmiotów.
To była pierwsza sytuacja, w której doszło do zagrożenia bezpieczeństwa i przekroczenia standardów i norm możliwych do zaakceptowania. Uważam, że komunikacja powinna wyglądać tak, że Klub przedstawia, co jest bezpieczne. To nie powinien być wynik dialogu. Nie byłem stroną rozmów dotyczących kwestii bezpieczeństwa. Jesteśmy od tego, aby robić to, co do nas należy.
Dialog z Fanami jest potrzebny. Przez ostatni rok udało się zrobić dużo w tej kwestii. Zdecydowana większość Kibiców bardzo negatywnie ocenia to, co się zdarzyło. Takie miejsca nie mogą mieć zdarzenia. Obowiązkiem Klubu jest zapewnienie wszystkim komfortu i bezpieczeństwa.
Cofnęliśmy się wczoraj o kilka lat. Konsekwentnie uważamy, że osoby, które przekraczają normy, muszą być eliminowane. Wydaje mi się, że będziemy pozytywnymi pionierami - duża grupa osób będzie musiała się pożegnać z możliwością chodzenia na Łazienkowską.
Kary będą dotkliwe i musimy je ponieść, lekko nie będzie. Musimy możliwie najszybciej odbudować zaufanie. Eliminując jednostki, które zagrażają bezpieczeństwu, chcemy sprawić, by wszyscy poczuli się komfortowo. Przez ostatnie pół doby skupialiśmy się na tym, co zrobić, aby takie sytuacje się nie powtarzały.
Dariusz Mioduski: - Nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Mamy nadzieję, że w ciągu tygodnia naszą determinacją pokażemy, że nie ma powodów, aby zamykać cały stadion. Normalni Kibice nie powinni cierpieć z tego powodu. Zdaję sobie sprawę, że mogą być takie konsekwencje. W interesie nas wszystkich jest to, by karać tych, którzy są odpowiedzialni, a nie wszystkich.
Bogusław Leśnodorski: - Rok temu jasno nakreśliliśmy granicę. Ona wczoraj została przekroczona i to nie może się nigdy powtórzyć. Straty finansowe będą bardzo duże, ale to jest wtórne. Dla nas najgorsze jest to, jak cierpi wizerunek Klubu. Liczenie strat finansowych nie ma sensu.
Zgadzam się z tym, że prowokowanie ze strony spikera jest niedopuszczalne. Kwestia spikera na Legii w najbliższym czasie zostanie rozwiązana.
W ostatnim roku dużo rozmawiałem z Kibicami różnych drużyn. Kwestia flag jest w moim domniemaniu zabawą dużych chłopców w podchody. Nie znam szczegółów sytuacji, ale może nie słusznie nie traktowałem tego poważnie - nie zagłębialiśmy się w tę kwestię. Badamy jak to się zdarzyło, że flagi Jagiellonii zostały wniesione na stadion przez Kibiców Legii. To nie powinno mieć miejsca.
Rozmawiamy z przedstawicielami Kibiców, którzy siedzą na różnych trybunach. Wszyscy jasno potępiają tę sytuację.
Nie rozmawiałem ze sponsorami i partnerami. Musimy takie rozmowy odbyć. Oni na pewno nie są zadowoleni, bo nikt by nie był. Mogę tylko powiedzieć, że zrobimy wszystko, by takie sytuacje nie miały miejsca i aby zaufanie do Klubu było możliwie największe. Myślę, że oni mają do nas takie zaufanie i dopóki będą wierzyli, że chcemy dobrze, to z nami zostaną.
Suma wszystkich zdarzeń z ostatniego roku dotyka nas bardzo i jeszcze długo będziemy za to płacili.
Nie zawieraliśmy żadnych porozumień, skupiliśmy się na tym, aby jako Klub dać wszystkim Kibicom poczucie tego, że są dla nas ważni. Kwestia bezpieczeństwa to komunikacja w jedną stronę – od nas. Liczymy, że Kibice ze wszystkich trybun staną za Klubem.
Najważniejsze jest zaufanie Kibiców do Klubu oraz poczucie bezpieczeństwa. Zrobiliśmy krok w tył.
Zawsze staraliśmy się przestrzegać przepisów prawa. Trzeba ponosić odpowiedzialność za to, co się robi. Być może ja będę musiał ponieść taką odpowiedzialność i się od niej nie uchylam. Policja, wojewoda czy wszystkie inne organy chcą dobrze, nawet jeśli mają różne postrzeganie danej sytuacji. Zależy im na bezpieczeństwie i na tym, aby warszawiacy mogli uczestniczyć w takim święcie, jakim są mecze piłki nożnej.
Zamknięcie trybun byłoby porażką całego systemu. Jest szerokie oczekiwanie, by była możliwość indywidualnego karania. Zdecydowaną większość albo nawet wszystkie osoby uczestniczące we wczorajszym incydencie ukarać najdłuższymi zakazami jak to możliwe.
Wczoraj nie zastanawiałem się, czy zrezygnować z pełnionej funkcji. Niezależnie jaką decyzję bym podjął, muszę być odpowiedzialny wobec Klubu czy wszystkich ludzi, którzy w ten Klub wierzą. Jestem w sytuacji, w której nie mogę z dnia na dzień podjąć decyzję, czy rezygnuję, czy nie. Kilka razy w roku miałem przemyślenia, czy to co robię, jest właściwe, czy spełniam oczekiwania i czy nadaję się do tego, co robię. Każda osoba ma takie przemyślenia, ja również kilka razy w minionym roku miałem.
Zachowywanie się odpowiedzialnie i adekwatnie do sytuacji nie należy nazywać pójściem na zwarcie. Podejmowanie decyzji, które możemy podjąć, by wszyscy czuli się bezpiecznie, nie jest radykalizmem, ale rozsądnym działaniem. Myślę, że zdecydowana większość albo nawet prawie wszyscy Kibice wierzą, że po stronie Klubu nie ma złej woli, a Klub zrobił wszystko, by do takich sytuacji nie doszło.
Dariusz Mioduski: - Chcemy karać tych, którzy są bandytami czy przestępcami, a nie zwykłych Kibiców. Wydaje nam się, że mamy wsparcie wszystkich Kibiców, wszyscy chcą tego samego. Grupy osób, które mają inny sposób na życie, nie chcemy na stadionie.
Bogusław Leśnodorski: - Jesteśmy bardzo niezadowoleni z pewnych działań, które miały miejsce wczoraj na stadionie. Zgadzamy się z panem wojewodą, że problem służby ochrony na stadionach w Polsce jest dużym kłopotem. Jest tak, że te służby specjalnie nie pomagają. Musimy ten problem rozwiązać jak najszybciej.
Uważam, że nigdy nie powinno dość do sytuacji, która miała wczoraj miejsce.
Dariusz Mioduski: - Mam nadzieję, że następnym razem spotkamy się w bardziej miłych okolicznościach.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.