Liga Mistrzów | 2014-08-10 22:36:02 | Nadesłał: Krzysztof Wilk | Źrodlo: legia.com
W sali konferencyjnej na Trybunie Zachodniej Pepsi Areny, odbyła się konferencja prasowa dotycząca stanowiska Legii Warszawa w sprawie decyzji Control Ethics and Disciplinary Body UEFA z dnia 8 sierpnia 2014 roku. Wzięli w niej udział właściciele Legii - Dariusz Mioduski i Bogusław Leśnodorski. Prezentujemy zapis spotkania z dziennikarzami.
Bogusław Leśnodorski: Miałem nadzieję, że kolejny raz będę przy tym stole w innych okolicznościach, kiedy awansujemy do LM, ale trzeba zmierzyć się z tą sprawą. Nie muszę mówić, jaką traumą to jest dla wszystkich piłkarzy i pracowników klubu. Chcieliśmy przedstawić, jak sytuacja wyglądała z naszej strony i co zamierzamy zrobić w najbliższych dniach. Należy zacząć od tego, że błąd formalny był po stronie klubu. Nie powinien się zdarzyć. Przepraszamy. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego miało jeszcze kiedyś miejsce. Odpowiedzialnych jest za to kilka osób, głównie z działu sportowego. Musimy wyciągnąć konsekwencje wobec odpowiedzialnych osób i zrobić wszystko, żeby tę sytuację naprawić. Cztery osoby współodpowiedzialne za zdarzenie oddały się do dyspozycji zarządu Klubu i w ciągu kilku najbliższych dni podejmiemy decyzje. Taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca.
BL: Bartek Bereszyński w naszym mniemaniu pauzował w trzech meczach za czerwoną kartkę, jaką otrzymał w poprzednim sezonie. Żyliśmy w przekonaniu, że nie wpisując go na listę i zostawiając puste miejsce, on tę karę odbywa. Został wprowadzony nowy system komputerowy i nazwisko Bereszyńskiego nie pojawiło się na liście, a powinno się znaleźć. Komisja w składzie jednoosobowym podjęła decyzję o usunięciu nas z LM. Zostaliśmy przesunięci do drabinki rozgrywek LE. Nie pozostaje nam nic innego, jak przejść całą procedurę odwoławczą przed UEFA i Trybunałem Arbitrażowym, aby jakoś z tej sytuacji wyjść. Na pewno otrzymamy pytanie, jakie mamy szanse. Myślę, że wynoszą one od 5 do 75 procent. Po stronie komisji UEFA były pewne reguły formalne, które zostały przez nią naruszone. Wygraliśmy na boisku i zasady fair oraz „jedenaście wartości” UEFA – mamy nadzieję – raz jeszcze będą wziętą uwagę, a wynik naszych działań będzie pozytywny. Padnie pewnie też pytanie o nazwiska odpowiedzialnych osób. Dyrektorem sportowym jest Jacek Mazurek i właśnie ten dział zawiódł.
Dariusz Mioduski: Oczywiście niekwestionowalny jest fakt, że popełniliśmy błąd. Z drugiej strony, przynajmniej w naszym mniemaniu, kara jest niewspółmierna do popełnionego błędu. Przepraszam, taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, ale będziemy starali się to naprawić. Nie jesteśmy jeszcze organizacją idealną, zresztą takich nie ma w ogóle, ale odpowiedzialne osoby zostaną ukarane, żeby takie błędy nie miały miejsca w przyszłości. Przede wszystkich chciałbym podziękować wszystkim osobom, które w ostatnich dniach udzielają nam wsparcia. Oczywiście są to nasi kibice, ale głosy wsparcia otrzymujemy też od naszych rywali z Ekstraklasy. Działacze Górnika Łęczna byli wczoraj z nami i było to szczere. Te głosy nie są pojedyncze. Po drugie, głosy napływają z całego świata, nie tylko ze świata piłki. Ludzie są oburzeni, wdząc co się stało. Jesteśmy dumni z naszej drużyny, bo zwyciężyła na boisku. Tym bardziej jesteśmy zmotywowani do tego, aby wykorzystać wszystko, żeby tę decyzję odwrócić. Jestem realistą - szanse na pozytywny wynik odwołania są małe, ale jest to bardzo ważne z punktu widzenia tego, o co chodzi w sporcie. Sprawiedliwość i duch sportu zostały w tej decyzji pominięte.
DM: Bulwersujące jest zachowanie władz Celtiku. To, co zrobili, jest nie do zaakceptowania. Zostały wysłane do nich listy, w których prosiliśmy o rozmowę, co w tej sytuacji możemy zrobić. Jestem fanem Celtiku, zawsze imponował mi ten klub, jego wartości i kibice. Jestem zdziwiony, że zarząd klubu z takimi kibicami może zachowywać się w ten sposób. Wartości Celtiku z mojej perspektywy zostały zachwiane. Dzisiaj wyślę list otwarty do Celtiku z jeszcze jedną prośbą o spotkanie. Wygraliśmy na boisku i nie powinniśmy odpaść. Póki co władze Celtiku nawet się do nas nie odezwały.
BL: Artykuł 34 punkt 5 przewiduje, że w takich sytuacjach kluby powinny nawiązać dialog. Celtic więc ten punkt regulaminu złamał.
BL: Komisja Dyscyplinarna w I instancji jak i instancji odwoławczej podchodzi bardzo restrykcyjnie do przepisów i dlatego podjęła taką decyzję. Ale uniemożliwiono nam złożenie naszego stanowiska. Polecieliśmy do Nyon, by takie stanowisko złożyć, ale nie pozwolono nam, co jest złamaniem zasad. Dostaliśmy też pismo, w którym mieliśmy się ustosunkować do całej sytuacji, ale Komisja powołała się na cały artykuł 23, który przewiduje trzy albo cztery sytuacje, więc nie wiedzieliśmy, jaki błąd konkretnie nas dotyczy. Nie mogliśmy więc wtedy zająć stanowiska. Poza tym, taka komisja obraduje w trzy osoby, a teraz decyzja została podjęta w składzie jednoosobowym. Będziemy powoływali się też na kilka innych błędów formalnych w instancji odwoławczej. Naszą realną szansą jest jednak dopiero Trybunał Arbitrażowy, który może orzec zupełnie inaczej niż organy UEFA.
DM: Wiemy, że popełniliśmy błąd. To nie jest tak, że oczekujemy, że zostaniemy potraktowani zupełnie inaczej, niż przewidują regulaminy. Nie podważamy kompetencji UEFA, absolutnie. Podważamy tylko sposób załatwienia tej sprawy przez jedną z komisji i dlatego chcemy się odwoływać. Istnieją ogólne zasady proporcjonalości kary do czynu i chcemy, żeby UEFA stanęła na straży swoich wartości. Chcemy, żeby wynik osiągnięty na boisku został utrzymany.
BL: Ludzie w UEFA nawet nie przewidywali, że komisja może podjąć decyzję o walkowerze. Dostaliśmy nawet plakietki na losowanie Ligi Mistrzów, które potem zostały nam odebrane. Obiecano nam, że będziemy mogli pojawić się na obradach komisji, żeby przedstawić stanowisko. Nie pozwolono nam jednak na to, a o decyzji dowiedzieliśmy się z Internetu…
BL: Prezes Boniek zachował się tak, jak powinien zachować się prezes PZPN. Zajął swoje jasne stanowisko i jest z nami cały czas w kontakcie. Wiemy, że PZPN zamierza zająć oficjalne stanowisko w tej sprawie. Boniek uważa, żę kara jest bez sensu i nie ma nic wspólnego z duchem sportu. Najbardziej bulwersuje go to, jak zostaliśmy potraktowani. Nie pozwolono nam być aktywną częścią procesu. Wg informacji, które Boniek ma, powinniśmy się odwołać.
DM: Nie liczymy jeszcze strat. Jeśli nie zagramy w LM, to nie otrzymamy ogromnych pieniędzy, ale wtedy będziemy musieli awansować do LE. Jestem idealistą. Wierzę w ten Klub, w ten sport, w piłkę nożną, w jej znaczenie społeczne i cała sytuacja ma wymiar czystej sprawiedliwości. Coraz częściej mówi się, że piłka dzisiaj to czysta komercja. Na pewno jest w tym dużo prawdy, ale to nie znaczy, że musimy to akceptować. Chodzi o coś większego. Regulamin jest, jaki jest, ale konsekwencje powinny być inne. Kara dotyka wszystkich: trenerów, piłkarzy, pracowników klubu, kibiców. Ludzie przez taką decyzję tracą swoje marzenia. Jeżeli ktoś jest lepszy na boisku powinien wygrać. Błędy ludzie są częścią sportu – pomyłki sędziowskie. To był błąd administracyjny.
DM: Cała ta sytuacja pokazuje słabość naszego środowiska piłkarskiego. Jaką my mamy pozycję w tych gremiach UEFA? Nie jesteśmy silni. Doceniam to, co próbuje robić Zbigniew Boniek i dziękuje mu za to. Teraz powinniśmy uświadomić sobie, że musimy zaistnieć w tych europejskich strukturach, żeby po prostu zrozumieć, jak to wszystko działa. Musimy się tym zająć na poziomie narodowym. Musimy mieć ludzi, którzy będą sobie w takich sytuacjach radzić w przyszłości.
BL: Dyrektor sportowy, dwie osoby pracujące w biurze i kierownik drużyny – to odpowiedzialne osoby.
BL: Terminy wyglądają tak, że cała sytuacja powinna zostać rozwiązana w ciągu 7-8 dni. UEFA chce, żebyśmy przeszli przez ścieżkę odwoławczą i nie będzie nam w tym przeszkadzać.
DM: Czasu jest bardzo mało, ale walczymy o Ligę Mistrzów. Cały czas nie dostaliśmy uzasadnienia decyzji. Dopiero, gdy je otrzymany, możemy składać odwołanie. Jeśli nie otrzymamy jej w ciągu 7-8 dni, to będziemy prowadzić proces, niezależnie od tego, jak długo to potrwa. Pracujemy na okrągło, żeby się do tego przygotować i zawalczyć o zmianę decyzji. Rozumiemy oczywiście, że może okazać się, że za 10 dni będziemy musieli jechać do Kazachstanu i walczyć o LE.
BL: Rozważamy case FC Sion. Jest ich jednak cała masa. Na poziomie Trybunału Arbitrażowego dość często decyzja jest zmieniana.
BL: Ten przypadek jasno pokazuje, że ponosi się konsekwencje swoich działań z przeszłości. Nasza marka w UEFA nie jest najlepsza. Mamy markę klubu, który przysparza problemów. To jest tak, jak z uczniem w szkole, który nawet jak zrobi coś dobrze, to i tak stawia mu się jedynkę. Musimy stworzyć swoją pozycję w UEFA. Nie mamy tam jednak teraz przyjaciół.
BL: Nawet na meczu z Celtikiem w Warszawie UEFA odnotowała jakąś jedną naszą flagę, a zupełnie nie zwróciła uwagi na banery Antify w Szkocji.
DM: Przyjęlibyśmy każdą karę, która nie wyrzuciłaby nas z rozgrywek.
BL: Ten przepis pojawił się po to, żeby zawodnicy zmieniający kluby, nie unikali kar pauzy.
BL: Wsiedliśmy do samolotu i otrzymaliśmy maila, że komisja wszczęła postępowanie. Podczas lotu nawet więc nie mogliśmy sprawdzić, o co dokładnie chodzi. Wszystko więc zaczęło się dziać na pełnych obrotach po lądowaniu w Warszawie.
BL: Nie zgadzam się z tezą, że powinniśmy mieć ciągłość myśli trenerskiej, bo do tej pory w Legii takiej myśli nie było w ogóle. To nie jest zadanie trenera czy asystenta, żeby myśleć o tym, czy mogą wpuścić piłkarza na boisko. Przecież oni dostali gotowe protokoły, w których wszystko się zgadzało.
BL: W I instancji odwoławczej przed UEFA skorzystamy tylko z argumentów formalnych, bo ta komisja zajmuje się tylko tym. Dostaliśmy od dwóch, trzech delegatów pisma, że takich sytuacji we wcześniejszych rundach było kilka i delegaci pomagali, żeby w ostatnich chwilach pomóc klubom, żeby nie popełniły błędu.
BL: Poczucie odpowiedzialności w klubie jest bardzo duże. Wszystko wskazuje na to, że ktoś straci pracę.
BL: W ramach odprężenia dyskutowaliśmy o tym, jak sami zachowalibyśmy się, gdbyśmy byli w takiej sytuacji jak Celtic. Wydaje nam się jednak, że większość legijnej społeczności nie przyjęłaby takiego rozwiązania.
DM: Ja tylko mogę to potwierdzić. W moim głębokim przekonaniu postąpilibyśmy w zgodzie z naszymi wartościami.
DM: Zostały popełnione błędy i konsekwencje będą wyciągnięte. Dbamy jednak o naszych ludzi. Oni pracują w tym Klubie nie dla pieniędzy, z miłości do niego i dają z siebie wszystko. Nie jesteśmy bezduszną korporacją, która będzie wyciągała każde potknięcie pracowników, żeby ich ukarać. Wymagamy profesjonalizmu i kompetencji, ale błędy będą popełniane zawsze. Na pewno w Legii nie będzie tak, że ludzie będą pracowali w strachu przed tym, że mogą popełnić jakiś błąd. To nie jest zgodne z naszymi wartościami. Bądźmy ludźmi. Apeluję też o to do kibiców.
BL: Moją rolą jest, aby takie konsekwencje zostały wyciągnięte. Jedna z osób, która pracowała w Klubie od kilkudziesięciu lat – pan Zbyszek Korol – po tej całej sytuacji po prostu podał się do dymisji, chociaż nie był winien zaistniałej sytuacji. Będziemy się starali żeby wrócił. Marta Ostrowska udzieliła kilku niefortunnych wypowiedzi dla prasy, stworzyła lawinę domysłów. Jest jednak jedną z winnych w tej sprawie.
BL: Te regulaminy to nie jest żadne rocket science. Nie wymagają jakichś niesamowitych kompetencji, ale teraz będziemy sprawdzać to wszystko po trzy razy.
BL: Zatrudniliśmy międzynarodowych prawników, którzy mają doświadczenie w sprawach przed Trybunałem Arbitrażowym i oni pracują teraz, żeby odwołanie się udało.
DM: Będziemy się starać, żeby to naprawić. Będziemy walczyć o Legię. Dziękujemy.
legia.com
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.