Najnowsze newsy

Siatkówka

Siatkówka | 2019-01-03 20:52:05 | Nadesłał: Katarzyna Cipcer | Źrodlo: inf. własna

Złoto po raz drugi - podsumowanie 2018 roku

Fot.: Sylwia Kuś-Vega

2018 rok w siatkówce mężczyzn bez żadnych wątpliwości miał jednego głównego bohatera - reprezentację polskich siatkarzy. Team prowadzony przez Vitala Heynena osiągnął niemożliwe i obronił tytuł Mistrza Świata zdobyty cztery lata temu w katowickim Spodku. W zakończonym właśnie roku miało miejsce wiele innych ciekawych wydarzeń zarówno na polskim, jak i światowym podwórku. Przypomnijmy sobie zatem, do czego będziemy wracać wspomnieniami za kilka lat.

NIE CZAS NA NUDĘ, CZYLI 2018 ROK NA POLSKICH PARKIETACH

Pierwszym trofeum, które można było zdobyć na początku nowego siatkarskiego roku był turniej rozgrywany we wrocławskiej Hali Stulecia. Półfinałowe starcia w parach ZAKSA Kędzierzyn – Koźle vs. Trefl Gdańsk oraz ONICO Warszawa vs. PGE Skra Bełchatów wyłoniły ostatecznych finalistów.
W najważniejszym meczu po przeciwnych stronach siatki stanęły teamy z Gdańska i Bełchatowa. Spotkanie zapowiadało się niezwykle ciekawie. Na oczekiwaniach się jednak skończyło i od początku inicjatywę przejęli podopieczni Andrei Anastasiego i to oni po trzech rozegranych setach wznieśli w górę ręce w geście triumfu i okazali się pierwszymi triumfatorami w nowym roku.

I choć Puchar Polski padł łupem siatkarzy znad Bałtyku, to triumfatorem PlusLigi sezonu 2017/2018 została już inna ekipa. Początek rozgrywek zdecydowanie należał do kędzierzyńskiej ZAKSY, która gromiła rywala za rywalem, zapisując na swoim koncie kolejne punkty. Jak się jednak okazało w najważniejszym momencie sezonu swoje rakiety „odpaliła” bełchatowska Skra i to ona w konsekwencji przechyliła szalę zwycięstwa na swoją stronę, zostawiając kędzierzynian ze srebrnymi krążkami. Drugi tytuł w tym sezonie zatem przeszedł podopiecznym trenera Andrei Gardiniego koło nosa. Do Pucharu Polski brązowe krążki dołożyli siatkarze Trefla Gdańsk.

Niesamowicie ciekawie zapowiadał się także sezon PlusLigi, który zainaugurowany został jeszcze w 2018 roku. Potęgę zdawali się budować włodarze klubu ze Szczecina, którzy do współpracy zaprosili m.in. Mateja Kazijskiego, Łukasza Żygadłę czy Bartosza Kurka (o którym słów kilka w dalszej części niniejszego podsumowania). Tą wybuchową mieszankę miał prowadzić do boju młody wilk, który szlify zdobywał podczas sezonu reprezentacyjnego u boku Vitala Heynena, Michał Mieszko Gogol. Przygoda Stoczni z najwyższą klasą rozgrywek na polskim podwórku miała być pisana złotymi literami.

Pierwsze spotkanie szczecinian w sezonie 2018/2019 stało się niezwykle wymowną wróżbą na dalsze losy teamu. Przypomnijmy, w starcu z Treflem Gdańsk w Netto Arenie zgasło światło. Blask szczecińskiej konstelacji gwiazd zgasł równie szybko. I nawet Nostradamus w swoich przepowiedniach nie mógłby przewidzieć takiego obrotu spraw. Nie zdążyliśmy się jeszcze ze Stocznią dobrze zapoznać, a już trzeba było się z nią rozstać. Finansowe obietnice bez pokrycia nie pozwoliły na budowanie dalszych marzeń o siatkarskiej potędze, a okręt zaczęli powoli opuszczać gracze największego formatu. Chcąc, nie chcąc Stocznia Szczecin zapisze się na wieki w siatkarskiej historii Polski. Szkoda tylko, że pozostawiła po sobie niezbyt przyjemne wspomnienia.

Równie ciężko sezon rozpoczęła Asseco Resovia Rzeszów, z tą jednak różnicą, że ekipa z Podkarpacia ma jeszcze trochę czasu, by zatrzeć nieco ślad sześciu (!) bolesnych przegranych spotkań z rzędu. W międzyczasie włodarze klubu zdecydowali się na zmianę na stanowisku trenera i tak miejsce Andrzeja Kowala zajął dobrze znany polskiej publiczności Gheorghe Cretu. Pod jego wodzą rzeszowianie wystartowali w Klubowych Mistrzostwach Świata rozgrywanych na polskiej ziemi. I chociaż nie udało im się zdobyć żadnego krążka, to zdołali nieco zrehabilitować się w oczach kibiców za nieudany początek w rozgrywkach rodzimej ligi.

Rok 2018, a szczególnie jego końcówka, w polskiej lidze siatkówki wprowadził nieco zamieszania. Rozbiór szczecińskiej Stoczni sprawił, że punkty drużyn, które zdążyły rozegrać i wygrać z tym teamem swoje spotkania mogły czuć się nieco pokrzywdzone. W lepszej sytuacji nie były ekipy, które z racji na wycofanie się Stoczni Szczecin musiały inaczej podejść do treningów, gdyż nastąpiły zmiany w terminarzu PlusLigi. Zdaje się, że na całym tym zamieszaniu najwięcej zyskała ekipa ONICO Warszawa, zapraszając do swojego grona Bartosza Kurka i Nikołaja Penczewa.


CHYTRY PLAN HEYNENA, CZYLI PRZEPIS NA SUKCES

Początek 2018r. na poziomie reprezentacji przyniósł nam rozstrzygnięcie telenoweli z wyborem nowego szkoleniowca biało-czerwonych. Burzliwe rozstanie z Ferdinando De Giorgim we wrześniu 2017r. rozpoczęło wyścig o fotel trenera Polaków. Do tego tytułu pretendowali m.in.: Piotr Gruszka i Andrzej Kowal, którzy zyskali poparcie poirytowanych tym, że stery polskiej kadry od kilku dobrych lat dzierżyli w swoich rękach obcokrajowcy. Owszem, ich sukcesów nikt nie podważał, ale każdy z poprzednich szkoleniowców z zagranicy rozstawał się ze swoimi podopiecznymi po bolesnych porażkach psujących nastroje zarówno całej drużyny, jak i samych kibiców. „Nadszedł czas na Polaka” – zdało się brzmieć jednym głosem całe siatkarskie środowisko. I kiedy wiele wskazywało na to, że tak właśnie się stanie, do gry wkroczył Vital Heynen.

Ekscentryzm i niekonwencjonalne podejście Belga sprawiły, że miał po swojej stronie wielu zwolenników, a przeciwko sobie wiele głosów, które były mu mocno nieprzychylne. Polski Związek Piłki Siatkowej podjął jednak ryzyko i postawił na Heynena, oddając mu w swoje ręce swój okręt flagowy, jakim była ekipa Mistrzów Świata 2014. Jak potoczyła się ta przygoda? O tym już w dalszej części artykułu.


2018 rok obfitował w wiele zmian, także w światowej siatkówce. Dotychczasowa Liga Światowa, rozgrywana od 1990r. przekształcona została w Ligę Narodów. Do rozgrywek zaproszono 16 zespołów, w tym reprezentację Polski. Zmiana formuły turnieju nie zmieniła podejścia do niego i wzorem lat poprzednich wielu trenerów podjęło decyzję, by „ogrywać” i wprowadzać do drużyn nowe twarze. Z podobną inicjatywą wyszedł także szkoleniowiec reprezentacji Polski i podczas światowych wojaży rotował składem biało-czerwonych, mając na uwadze zbliżające się wielkimi krokami mistrzostwa świata. Nie bez echa przeszła także informacja o powrocie do narodowej reprezentacji Bartosza Kurka, który po przygodzie w Turcji powrócił także na parkiety PlusLigi.

Polakom rzutem na taśmę udało się awansować do historycznych finałów, które odbyły się we francuskim Lille. Poza biało-czerwonymi awansowali także: Francuzi, Rosjanie, Amerykanie, Serbowie i Brazylijczycy. Polska ekipa nie sprostała jednak wymaganiom grupowych rywali – Rosjanom oraz Amerykanom i tak zakończyła się wielka przygoda podopiecznych Vitala Heynena z francuskim Lille. Ciekawe boje w półfinałach wyłoniły dwie najlepsze drużyny i o ostateczne zwycięstwo zmierzyły się ekipy Francji i Rosji.

Finał na miarę największego siatkarskiego widowiska, okraszony doskonałą oprawą pozameczową zaspokoił apetyty nawet najbardziej wybrednych konsumentów volleya. Wydarzenia boiskowe napędzały publiczność zgromadzoną we francuskiej hali, co dodatkowo wpływało na walory całego przedsięwzięcia. Niesieni dopingiem swoich kibiców siatkarze ekipy Les Bleus dwoili się i troili, by sprostać wymaganiom narzuconym przez Rosjan. Nie zawiódł „młot” rosyjskiej ekipy, Maksim Mikhaylov, który zasłużenie odebrał statuetkę MVP Ligi Narodów. Gra Sbornej była tak poukładana, ze drużyna ta w oczach wielu urosła już do głównego pretendenta to mistrzowskiego tytułu turnieju, którego organizację mieli przed sobą Włosi i Bułgarzy.

Liga Narodów była tylko przetarciem przed tym, na co cały siatkarski świat szykował się już od dawna. Mistrzostwa Świata – to był główny cel wszystkich zainteresowanych reprezentacji na ten rok. Obrońcy tytułu sprzed czterech lat znaleźli się w grupie z Bułgarią, Iranem, Kubą, Finlandią i Portoryko. Podopieczni Vitala Heynena wzorowo wywiązali się z powierzonego im zadania i pewnie awansowali z pierwszego miejsca do dalszej fazy rozgrywek. I od tego momentu zaczęły dziać się rzeczy, które trudno ot tak sobie wytłumaczyć.

Pierwszy mecz w drugiej fazie turnieju Polacy rozegrali z reprezentacją Argentyny i już na początku byliśmy świadkami nie lada niespodzianki – biało-czerwoni przegrali 2:3 i wszyscy szukali wytłumaczenia dla nieco słabszej postawy swoich idoli. Potem znów pojawiła się przegrana, tym razem z Francją 1:3. Polacy powoli stawali pod ścianą i gdyby nie punkty zabrane ze sobą z poprzedniej fazy, Polacy już dawno żegnaliby się z mundialem. Kiedy wydawało się, że tak właśnie będzie, bo czekał nas ostatni rywal – Serbia, która na ten moment zdawała się po prostu ekipą lepszą. Do dziś zagadką pozostaje to, w jaki sposób trener Heynen „odblokował” polskich siatkarzy, bo ci w starciu z serbskimi braćmi grali jak w transie, nie dając przeciwnikom zbytnich szans na rozwinięcie skrzydeł, co dało możliwość dalszej gry.

Jako, że współorganizatorami turnieju byli Włosi nie obeszło się bez kombinatorstwa. Azzurri próbowali ugrać jak najwięcej dla siebie ustawiając system tak, by trafić na potencjalnie słabszych rywali. Po raz kolejny los ustawił po przeciwnych stronach siatki Polaków i Serbów. Głosy, jakoby serbscy siatkarze mieli specjalnie „podłożyć się” biało-czerwonym w poprzedniej fazie zostały skutecznie uciszone przez znakomitą postawę polskiej husarii i niezwykle cennym zwycięstwem, co sprawiło, że strefa medalowa była już na wyciągnięcie ręki. Pomimo porażki 2:3 z Włochami biało-czerwoni znaleźli się czwórce najlepszych drużyn starego globu i stanęli przed szansą na obronę tytułu sprzed czterech lat.

Losy półfinału pomiędzy Amerykanami a Polakami ważyły się do samego końca i tylko ludzie o stalowych nerwach byli w stanie spokojnie dotrwać do tie-breaka, do którego zdołali doprowadzić polscy siatkarze ze stanu 1:2. Po rozegraniu dwudziestu sześciu akcji w najważniejszym tie-breaku ostatniego czterolecia szaleństwo ogarnęło polskie domostwa, gdyż stało się coś niewiarygodnego, coś, czego w słowa nie ubierze nawet największy poeta – polska ekipa po raz drugi z rzędu zameldowała się w wielkim finale mundialu.

Finał mistrzostw świata to powtórka sprzed czterech lat: Polska vs. Brazylia. Spotkanie w Turynie różniło się nieco od walki w katowickim Spodku. Tym razem biało-czerwoni rozprawili się z canarinhos w trzech setach, a w ataku zamiast Mariusza Wlazłego mieliśmy Bartosza Kurka. I o tym siatkarzu słów kilka. Kurek wrócił na łono reprezentacji Polski po krótkim rozbracie i grze w lidze tureckiej. Pomimo słabszych momentów w Lidze Narodów konsekwentnie stawiał na niego Vital Heynen, czym po raz kolejny podzielił opinie wśród grona siatkarskich ekspertów, jak i samych kibiców, którzy nie do końca wierzyli w chytry plan szkoleniowca Polaków. Początek mundialu również nie należał do polskiego atakującego. Upór i konsekwencja sprawiły, że blokada wreszcie została zrzucona i faza finałowa zdecydowanie należała do polskiego atakującego, który idąc śladem swojego starszego kolegi również zakończył turniej ze statuetką MVP w swoich rękach.

Nie sam Kurek jednak dał podwaliny ku temu, by turniej w Turynie polscy siatkarze zakończyli ze złotymi krążkami na swoich szyjach. Nieopisaną robotę wykonał także kapitan reprezentacji, Michał Kubiak, który stał się cichym bohaterem a wielkim wojownikiem mistrzostw świata. Jego brak w składzie spowodowany chorobą widać było głównie podczas drugiej fazy turnieju. Kapitan jednak nie dał się złamać i jego powrót do gry przyniósł złoto całej drużynie, a jemu samemu nagrodę indywidualną.

Poprzedni rok pożegnaliśmy bogatsi o kolejny tytuł mistrzów świata, ale i z wielkimi nadziejami na kolejne lata. Szlaki w reprezentacji przetarli sobie młodzi i obiecujący siatkarze, do których należą m.in.: Artur Szalpuk, Bartosz Kwolek czy niezwykle utalentowany i z papierami na wielkie granie, Jakub Kochanowski. Ufajmy zatem, że niekonwencjonalne metody Vitala Heynena pozwolą tym młodzieńcom na rozwinięcie karier na miarę największych światowych gwiazd. W 2019r. do polskiej kadry ma dołączyć tak długo wyczekiwany Leon, ale nikt za darmo miejsc w reprezentacji nie przyznaje i Kubańczyka z polskim paszportem czeka nie lada wyzwanie, by przekonać o swoich nieprzeciętnych umiejętnościach cały sztab szkoleniowy.

Życzmy sobie zatem w tym nowym roku pełnym siatkarskich wyzwań, byśmy byli świadkami kolejnych wielkich turniejów i spotkań, zarówno na poziomie ligowym i reprezentacyjnym, które przyniosą wiele radości i pozytywnych wrażeń.

* Autorką tekstu jest Katarzyna Cipcer, przegladligowy.com

Dodaj do:
Wykop

Dodaj komentarz

Aby móc komentować, musisz być zalogowany.

Zaloguj się, albo gdy nie masz jeszcze konta Zarejestruj się

Logowanie

Siatkówka

PlusLiga

Najnowsze galerie

Newsletter

Ostatnio zarejestrowani

Polecane