TAURON Liga | 2010-09-02 12:40:18 | Nadesłał: Magdalena Kudzia | Źrodlo: lsk.net.pl
Po tym jak TPS Rumia awansował do Plusligi Kobiet mówiono, że klubu nie będzie stać na grę w najwyższej lidze rozgrywkowej, że nikt nie będzie chciał grać w ekipie beniaminka. Stało się jednak inaczej. Klub pokonuje wszelkie przeciwności losu i buduje silny skład, w którego szeregach, obok młodych wychowanek klubu, grać będą doświadczone zawodniczki. Jedną z nich jest Dorota Pykosz, była środkowa Muszynianki, reprezentacji Polski, która przeszła do klubu z wielkimi nadziejami na dobre występy w PlusLidze Kobiet.
Po owocnych latach w Muszynie zdecydowała się pani odejść. Dlaczego wybrała pani akurat beniaminek PlusLigi Kobiet?
- Mnie zawsze kuszą takie ciekawe kluby. Przed sześcioma laty, kiedy przychodziłam do Muszyny, ona także dopiero zaczynała grać w najwyższej lidze. Nikt wtedy nie liczył na to, że możemy ugrać coś więcej, mało kto wierzył, że będziemy w stanie zajść tak daleko. Nikt wtedy nie przypuszczał, że Muszynianka obecnie będzie stolicą polskiej siatkówki żeńskiej. Na podobnych zasadach grałam już wcześniej w Bielsku, dlatego myślę , że to był główny powód mojego przyjścia do Rumi – lubię wyzwania.
A może obawiała się pani o miejsce w składzie Muszynianki? Do drużyny przyszła Caroline Wensink. Na środku w klubie panuje dość spora konkurencja.
- Nie, nie obawiałam się konkurencji. Ja już tyle lat spędziłam w Muszynie, że i ja, i ludzie, z którymi tam pracowałam potrzebowaliśmy zmiany. Gra w takim klubie wymagała ciągłych nerwów, było to stresujące zadanie, tak więc potrzebowałam zmiany atmosfery. Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem zmiany klubu, powiedziałam sobie, że czas najwyższy odejść i właśnie teraz spełniam to postanowienie. Obawy o brak miejsca w składzie nie miały wpływu na moją decyzję.
Rumia to nowość na siatkarskiej mapie Polski. Czy prezesi stawiają jakieś warunki co do miejsca w PlusLidze Kobiet?
- Na razie nie mamy określonych żadnych konkretnych celów do realizacji. Jedynie my – zawodniczki, mamy swój wewnętrzny warunek. Mamy walczyć w każdym meczu i osiągnąć jak najwięcej. Chciałybyśmy zarówno sobie jak i trenerowi, który bardzo w nas wierzy, oraz kibicom udowodnić, że potrafimy grać z najlepszymi i postarać się zapewnić doskonałe widowiska z naszym udziałem. Biorąc pod uwagę ligę, która już ostatecznie się stworzyła, myślę, że wcale nie stoimy na straconej pozycji i będziemy w stanie uplasować się na niezłej pozycji.
Obok Marty Solipiwko jest pani najbardziej doświadczoną zawodniczką w drużynie. Występy w kadrze, Lidze Mistrzyń. Na pewno pani rola w drużynie to będzie coś więcej niż jedynie środkowa bloku?
- Nie wiem. Nigdy się nad taką rolą nie zastanawiałam. Nie wiem czy będę tak traktowana czy nie. Ja ze swojej strony zawsze staram się wspierać dziewczyny na boisku, pomóc im podczas meczu, sprawić, by czuły się dobrze. Zawsze moją rolą na boisku było ułatwianie gry, gdyż jestem środkową. Nie wiem, czy zawodnik grający na mojej pozycji może być liderem w pełnym wymiarze, jednakże jestem pewna, że zawsze na boisku środkowi wykonują czarną robotę, która ma ułatwić grę pozostałym zawodnikom. Ja tę czarną robotę będę starała się wykonywać w Rumi, by jak najbardziej pomóc młodszym zawodniczkom na boisku.
Klub jest przygotowany organizacyjnie do rozgrywek PlusLigi Kobiet?
- Na razie tak. Nie widać większych problemów. Dochodzą do nas coraz to nowe, pozytywne wiadomości, więc wierzę, że nie będzie żadnych problemów organizacyjnych.
Mieszka pani w Rumi?
- Tak, wszystkie mieszkamy w Rumi, oprócz jednej dziewczyny, która dojeżdża z Gdańska.
* więcej w serwisie lsk.net.pl
** z zawodniczką rozmawiała Anna Kossabucka
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.