| 2008-08-25 20:47:30 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: inf. prasowa
W dobrych nastrojach, choć mocno zmęczeni podróżą, w poniedziałek po południu wrócili do kraju z igrzysk olimpijskich w Pekinie reprezentanci Polski. Do Warszawy przylecieli samolotem rządowym, który tuż przed godziną 16 wylądował na lotnisku Okęcie w Warszawie.
W hali przylotów Okęcia na zawodników czekały tłumy kibiców, przedstawiciele macierzystych klubów i związków sportowych, rodziny. Największa grupa fanów witała wicemistrza olimpijskiego w rzucie dyskiem Piotra Małachowskiego.
Z rodzinnego miasta zawodnika - Bieżunia przyjechali kibice, rodzina oraz orkiestra dęta miejscowej Ochotniczej Straży Pożarnej, w której kiedyś na trąbce grał wicemistrz olimpijski.
W oczekiwaniu na przylot, który się opóźnił, orkiestra kilka razy dała krótki koncert. Małachowskiego witał potężny transparent na którym widniał napis "Bieżuń wita swojego wicemistrza olimpijskiego".
Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski podziękował kibicom za wiele przejawów sympatii, jakie zawodnicy otrzymywali w trakcie igrzysk z kraju.
- Pierwsza część igrzysk była dla nas "pod górkę", nie było medali, dochodziły do nas z kraju głosy krytyczne. Ale upór zawodników, wola walki sprawiły, że zdobyliśmy dziesięć medali. Uważam, że generalnie igrzyska w Pekinie były dla reprezentacji Polski udane, zatrzymaliśmy tendencję spadkową, którą można było w sporcie od pewnego czasu zauważyć. Świat płynie i biegnie ostatnio trochę szybciej niż Polska - to trzeba przyznać. Jednak nie wolno się poddawać, trzeba wyciągnąć wnioski z tego występu i zabrać się do przygotowań do startu za cztery lata w Londynie- powiedział podczas powitania ekipy prezes PKOl.
- Bardzo wysoko oceniam start Oli Dawidowicz w kolarstwie górskim, która pomimo upadku na trasie dzielnie walczyła o jak najlepszą lokatę i pomagała Mai Włoszczowskiej. Cieszy mnie start w finale na 110 m ppł. Artura Nogi. Jego piąte miejsce było chyba dla wszystkich dużym, ale jakże miłym zaskoczeniem- uważa Piotr Nurowski.
- Rywale zrobili ogromne postępy i kilku z nas teoretycznie miało równe szanse. W Pekinie szczęście dopisało mi, za cztery lata w Londynie, o ile będę tam startował, wygrać może ktoś inny- powiedział Leszek Blanik.
- Wyniki zbliżone do tego, jaki uzyskałem w Pekinie, były w moim zasięgu już od pewnego czasu. Ale byłem wtedy jeszcze na bakier z techniką i dlatego miałem problemy. Przez ostatnie kilka miesięcy znacznie się poprawiłem i wygrałem z silną koalicją amerykańską. Dla nich srebrny medal to porażka narodowa- uważa złoty medalista olimpijski w pchnięciu kulą.
- Kiedyś, gdy miałam 18 lat, ojciec poprosił trenera, aby zamiast płacić za naprawę "złomu", zabrał mnie na obóz sportowy. Tak to się siedem lat temu zaczęło. Jechałam do Pekinu po cichu marząc o medalu. Jednak głośno tego nie mówiłam, aby mnie ktoś nie wyśmiał. Jak widać, marzenia się spełniają- przyznała Wieszczek, która trenuje zapasy od siedmiu lat.
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.