IO Pekin 2008 | 2008-08-26 20:36:36 | Nadesłał: Agnieszka Mrozewska | Źrodlo: POLSKA Dziennik Zachodni
- W moim przypadku recepta na sukces jest prosta - mówi w rozmowie z Dziennikiem POLSKA złoty medalista olimpijski w pchnięciu kulą, Tomasz Majewski - Wchodzi się do koła i wali z całej siły. To wszystko. A presja? Kiedy startujesz w igrzyskach olimpijskich, zawsze ją odczuwasz i musisz nauczyć się z nią radzić.
Czy można powiedzieć, że nasze medale w Pekinie to bardziej efekt przypadku niż planowego działania? Agnieszka Wieszczek zaczęła trenować zapasy, bo jej ojciec naprawiał trenerowi samochód. O Pana początkach w Ciechanowie też krążą legendy...
- Nie przesadzajmy. Ja akurat nie mam na co narzekać. Powiem więcej, gdyby w sześć lat temu nie powstał w Warszawie ośrodek rzutów, to pewnie nie stałbym teraz przed panem jako mistrz olimpijski. Pewnie nawet w ogóle nie uprawiałbym wyczynowo sportu, bo musiałbym zająć się jakimś bardziej przyziemnym sposobem zarabiania na życie. To samo mógłby powiedzieć o sobie Piotrek [Małachowski - srebrny medalista w rzucie dyskiem - red.].
Nie wszyscy jednak mieli tyle szczęścia. Chwilami można dojść do wniosku, że niektórzy z Pana kolegów, jadąc na igrzyska i próbując walczyć o medale, porywają się z motyką na słońce.
- Zdaję sobie z tego sprawę, ale co mam powiedzieć? Chciałby pan pewnie, żebym pojechał w imieniu ogółu po działaczach? Lepiej będzie, jak zapytacie moich kolegów i koleżanki, na pewno dobrze wiedzą, co trzeba zmienić w ich otoczeniu.
Porozmawiajmy więc o igrzyskach. Jechał Pan na nie, mając dziesiąty wynik na świecie w tym roku. Czy ten złoty medal jest efektem tego, że nie odczuwał Pan tak dużej presji jak inni?
- Złoto jest efektem tego, że poprawiłem technikę i wreszcie przestałem wypadać z koła. Odległości dające mi nadzieję na dobry wynik w Pekinie miałem już wcześniej. A presja? Kiedy startujesz w igrzyskach olimpijskich, zawsze ją odczuwasz i musisz nauczyć się z nią radzić. Nie tylko my w Polsce mamy z tym problem. Weźmy moich rywali z USA. Ci to mieli jazdę. Srebrny medal przyjęto w ich kraju jako klęskę.
W Pekinie padło wiele rekordów świata, co wywołało rozmaite komentarze. Pan poprawił o ponad pół metra swój rekord życiowy. I to w ciągu jednego dnia. Jak?
- Czuję w tym pytaniu ukryty haczyk. W moim przypadku recepta na sukces jest prosta. Wchodzi się do koła i wali z całej siły. To wszystko.
Jest Pan złotym medalistą olimpijskim. Co dalej?
- Najpierw czeka mnie mityng w Padwie, potem finał Grand Prix w Stuttgarcie. Trochę wolnego będę miał dopiero w październiku, ale wtedy też nie będę się lenił. Mam mnóstwo zaległych spraw do załatwienia. Myślę też o studiach podyplomowych.
Hubert Zdankiewicz - POLSKA Dziennik Zachodni
Wykop
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się
Nie pamiętasz hasła? Nowe hasło
Chcesz być powiadomiany/a o nowościach? Zapisz się do Newslettera.